fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Premier Japonii zrezygnował

Następca Naoto Kana ma być wybrany już w poniedziałek
AP
Powszechnie krytykowany premier Naoto Kan musiał odejść po zaledwie 15 miesiącach urzędowania
Głównym powodem odejścia szefa japońskiego rządu była ostra krytyka jego działań po marcowym trzęsieniu ziemi i tsunami oraz wynikłej w ich efekcie katastrofie w elektrowni jądrowej Fukushima. Krytykowano go też za decyzje gospodarcze.
– Rezygnuję z funkcji prezesa Demokratycznej Partii Japonii i gdy nowy lider zostanie wybrany, natychmiast złożę dymisję jako premier – powiedział Kan, podkreślając, że „w szczególnie trudnych warunkach robił to, co powinien był robić".
Demokraci wybiorą nowego szefa w poniedziałek. Jak podkreślają eksperci, następca Naoto Kana będzie miał trudne zadanie: odbudowę zniszczeń po  tsunami i katastrofie elektrowni, ograniczenie wielkiego długu publicznego i osłabienie zbyt silnego jena stanowiącego zagrożenie dla nastawionej na  eksport gospodarki.
Szanse na objęcie urzędu premiera ma nazywany „Niszczycielem" Ichiro Ozawa. Kieruje on jedną z największych frakcji w partii, choć jego członkostwo jest zawieszone ze względu na skandal wokół finansowania tego ugrupowania. Ale niewykluczone, że Ozawa poprze kogoś innego, na przykład ministra handlu Banri Kaiedę lub ministra finansów Yoshihiko Modę. Mniejsze szanse ma były szef dyplomacji Seiji Maehara, cieszący się sporym poparciem społecznym.
Tak czy inaczej, to Ichiro Ozawa jest „rozgrywającym" i od jego decyzji w znacznej mierze zależeć będzie przyszłość japońskiego rządu. Demokraci mają większość w izbie niższej parlamentu i samodzielnie mogą wyznaczyć premiera.
Naoto Kan zapowiedział, że nawet po ustąpieniu zamierza walczyć o „Japonię bez energii jądrowej". Sześć miesięcy po  awarii Fukushimy Japońska Agencja Bezpieczeństwa Nuklearnego i Przemysłowego szacuje, że w jej wyniku do atmosfery dostały się substancje radioaktywne odpowiadające 15 proc. radiacji po katastrofie w Czarnobylu. Trzeba oczyścić obszar o wielkości 1 – 4 tys. km kw., czyli 0,3 – 1 proc. całej powierzchni Japonii. Koszt tego wyniesie równowartość blisko 400 miliardów złotych, czyli dwa razy więcej, niż kosztowała budowa sześciu reaktorów jądrowych w Fukushimie. Nie wiadomo jednak, gdzie składować zebrane zanieczyszczenia. Rząd zapewnia, że bierze na siebie odpowiedzialność za rozwiązanie tego problemu.
Władze wysiedliły ponad 80 tys. mieszkańców ze strefy o promieniu 20 kilometrów wokół uszkodzonej elektrowni. Eksperci podkreślają, że o ile ZSRR był ogromnym krajem i tysiące mieszkańców okolic Czarnobyla można było na stałe przesiedlić w inne miejsca, o tyle w przypadku Japonii nie jest to możliwe. Muszą wrócić do siebie.
– Japoński rząd planuje ograniczenie radiacji na skażonych terenach o połowę – ogłosił minister ds. kryzysu nuklearnego Goshi Hosono. W miejscach, gdzie bawią się lub uczą dzieci – nawet o 60 proc. Z tego 40 proc. spadku radiacji powinno nastąpić w sposób naturalny, a reszta – poprzez usuwanie skażeń.
Jak na razie w prefekturach Miyagi i Fukushima firmy badające poziom skażeń są zarzucone zleceniami od farmerów pragnących pilnie zbadać swoje krowy lub ryż. Od wyniku badań zależy, czy będą mogły być sprzedane. Firmy pracują na  trzy zmiany i nieprędko się to zmieni.    —reuters
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA