fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Jak Pawlak promuje wiatrakowce

ROL
Wicepremier ma nowe hobby. A prywatna firma liczy, że je tak wypromuje, by maszyny kupili strażacy i policja
Niewielka, dwuosobowa maszyna z wielką łopatą. Przypomina helikopter. To skrzyżowanie śmigłowca z ultralekkim samolotem, czyli tzw. wiatrakowiec – w ostatnich tygodniach bardzo częsty środek komunikacji wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka.
W maju leciał wiatrakowcem nad całym odcinkiem autostrady między Łodzią a Warszawą. Chciał z powietrza sprawdzić, czy trwają tam jakiekolwiek prace budowlane.
Z kolei kilka dni temu Pawlak tą maszyną przyleciał na krajową konwencję wyborczą PSL, która odbyła się w podwarszawskich Otrębusach.
Polityk PSL w wywiadzie dla tygodnika „Uważam Rze" ujawnił, że jest zafascynowany wiatrakowcami.
Już niedługo – jak opowiadał – zamierza zdobyć uprawnienia do pilotowania takiej maszyny. Przy okazji przekonywał: „Bardzo dobre produkują za Grodziskiem. Producentem jest Francuz osiadły w Polsce. To rozwiązanie porównywalne z małym helikopterem".
Owa fabryka spod Grodziska (konkretnie w Jaktorowowie) należy do Celier Aviation – jedynej polskiej firmy zajmującej się produkcją wiatrakowców. Działające od 2007 r. przedsiębiorstwo wyprodukowało ich dotychczas ponad 140.
Wiatrakowiec to nie najtańsze hobby. Najtańsze kosztują 40 – 50 tys. zł, a te lepsze ok. 70 – 100 tys. euro.
Może rozwinąć prędkość do 140 km/h i bez lądowania spędzić w powietrzu nawet pięć godzin. Mimo że firma nie oferuje możliwości wypożyczenia wiatrakowca, dla wicepremiera zrobiła wyjątek.
Polityk około miesiąc temu zaczął korzystać z jednej z kilku maszyn znajdujących się w hangarach firmy.
– Po prostu zadzwonił i przyjechał od nas. Tłumaczył, że jest zafascynowany lotnictwem – mówi „Rz" Artur Trendak, współwłaściciel Celier Aviation. Zaznacza, że wcześniej nie znał polityka PSL.
Dowiedzieliśmy się, że wicepremier lata z doświadczonym pilotem instruktorem, który w czasie podróży daje mu też lekcje pilotażu.
Jednak aby kierować wiatrakowcem, nie trzeba mieć wielkich uprawnień. Wystarczy przejść kurs teoretyczny, wylatać 25 – 30 godzin i zdać ogólne egzaminy.
Cena rynkowa godzinnej przyjemności lotu taką maszyną to około 600 zł. Ile płaci polityk PSL? – To tajemnica handlowa – odpowiada Trendak. Podkreśla tylko, że umowa z Pawlakiem ma charakter ustny. W jaki więc sposób wicepremier rozlicza się za użytkowanie maszyny? Czy w ogóle opłaca loty? Pawlak nie odpowiedział.
A może on być dla Celiar Aviation żyłą złota. Trendak nie ukrywa, że doskonale reklamuje produkty firmy: – Pan premier bardzo nam pomaga, propagując wiatrakowce. Liczymy, że dzięki temu uda nam się sprzedać te maszyny do straży granicznej czy policji. Aktualnie dzięki jego rekomendacji prowadzimy negocjacje z Ochotniczą Strażą Pożarną, której oferujemy nasze maszyny oraz chcemy prowadzić szkolenia dla pilotów.
Po co kierowanej przez Pawlaka OSP potrzebne wiatrakowce? Ile to może kosztować? Straż obiecała odpowiedzi. Ale do zamknięcia tego numeru ich nie otrzymaliśmy.
– Nie spotkałem się z tym, by wiatrakowce były używane przez którąkolwiek ze straży pożarnych na świecie – mówi „Rz" Paweł Frątczak, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej.
Na razie wiatrakowce nie są w Polsce zbyt popularne. Lata ich zaledwie kilkanaście. Dopiero niedawno powstały pierwsze szkoły przygotowujące do pilotowania tego typu maszyn.
Jerzy Grabowski, współwłaściciel firmy Liberty Fly oferującej wiatrakowce produkowane przez włoską firmę Magni Gyro, przekonuje, że pilotowanie tego typu maszyn jest bezpieczniejsze niż np. awionetek czy śmigłowców. I wylicza zalety: są  bardziej stabilne, odporne na wiatr i turbulencje.
Promowanie przez Pawlaka wiatrakowców nie jest zaskakujące. Gdy polubi jakąś markę, nie kryje się z tą sympatią. Cztery lata temu wytykano mu reklamowanie wprowadzanego wówczas na polski rynek nowego modelu Toyoty, którym sam jeździł. Zalety auta zachwalał na łamach wydawanego przez producenta pisma „Toyota News": „Mając w zasięgu finansowym takie auto jak Prius – pierwszy w świecie seryjnie produkowany samochód z napędem hybrydowym – zbyt długo się nie zastanawiałem. I naprawdę nie żałuję, bo to dobre i piękne auto".
Po nagłośnieniu sprawy Pawlak podkreślał, że nie brał udziału w kampanii reklamowej,  a samochód kupił za cenę rynkową bez  upustów.
– Powinniśmy promować zdrowy tryb życia, także w motoryzacji – przekonywał wówczas.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA