fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Raport komisji ds nacisków pod koniec lipca

Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Raport będzie gotowy do końca lipca – zapewnia „Rz” szef sejmowych śledczych
– Nie wolno używać takiego określenia, że CBA było policją polityczną. Inną sprawą jest to, iż działało nieudolnie – powiedział tv.rp.pl Andrzej Czuma (PO), szef sejmowej komisji śledczej ds. nacisków. Badała ona, czy za rządów PiS naciskano na funkcjonariuszy służb. Chodzi m.in. o sprawy podsłuchiwania dziennikarzy, zatrzymania byłego ministra sportu Tomasza Lipca, aferę gruntową.
Według Czumy raport komisji będzie gotowy pod koniec lipca. Nie będzie taką bombą jak raport komisji ds. Blidy, której szef Ryszard Kalisz (SLD) chce postawić przed Trybunałem Stanu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.
– Oczywiście, są takie zachowania, które trzeba scharakteryzować i określić jako niedobre. Ale to jest bardzo daleko do Trybunału – mówi Czuma.
Jako przykład nieudolności działań CBA podaje sprawę afery gruntowej, która doprowadziła do dymisji ówczesnego ministra rolnictwa Andrzeja Leppera i rozpadu koalicji PiS – LPR – Samoobrona.
CBA zorganizowało prowokację wobec biznesmenów, którzy mieli się chwalić możliwościami odrolnienia działek. Agenci zaproponowali łapówkę w zamian za odrolnienie działki na Mazurach. Część łapówki miała rzekomo trafić do Leppera. Jednak do jej wręczenia nie doszło – zdaniem ówczesnych władz CBA na skutek przecieku. Czuma uważa, że przecieku nie było, lecz zawinili agenci. Bo nie potrafili ukryć swoich działań, m.in. przed władzami Mrągowa. Po jakimś czasie więc wiele osób wiedziało o prowokacji.
Szef komisji oskarża też CBA o lenistwo. Mówi, że w departamencie zajmującym się analizą oświadczeń majątkowych polityków pracowały 52 osoby. – Zarząd ten przez 3,5 roku przeprowadził 454 postępowania kontrolne. Wychodzi 2,7 sprawy na rok na jednego pracownika – wylicza Czuma.
Poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), członek komisji ds. nacisków, twierdzi, że jej prace były źle prowadzone i niepotrzebne.
– Świadkowie byli wzywani chaotycznie, żadna sprawa nie została wyjaśniona od początku do końca – mówi poseł PiS i wytyka Czumie, że wybierał sprawy, które chciał badać. – Stwierdził np., że nie należy się zajmować sprawą Beaty Sawickiej. A przecież kiedy powoływano komisję, ta sprawa była jedną ze sztandarowych, które miały udowodnić, że PiS nielegalnie naciskał na funkcjonariuszy – mówi Mularczyk.
Andrzej Czuma przyznaje, że przekonał kolegów, by nie zajmować się sprawą byłej posłanki PO. Uznał bowiem, że nie ma dowodów, iż były w tej sprawie naciski polityczne.
Mularczyk uważa, że wszyscy, którzy zarzucali PiS naciski, teraz powinni przeprosić.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA