fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Harmonogram budowy jest ważny

Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Mimo fali negatywnego nastawienia do energii atomowej na Zachodzie podtrzymujemy harmonogram budowy polskiej elektrowni – mówi prezes PGE Tomasz Zadroga
Rz: Włosi w referendum zagłosowali przeciwko rozwojowi energetyki jądrowej w ich kraju i podobne nastroje narastają w innych państwach Europy. Czy to oznacza, że Polska Grupa Energetyczna wstrzyma przygotowania do budowy elektrowni?
Tomasz Zadroga: Po naszej stronie cały plan pozostaje bez zmian. Przy założeniu, że za kilka tygodni w życie wejdzie niezbędne do tego prawo, na przełomie III i IV kwartału ogłosimy przetarg na dostawę technologii dla elektrowni. Na pewno również w tym roku wskażemy trzy najbardziej korzystne na terenie Polski lokalizacje dla przyszłej siłowni. Zakładamy, że po 2020 r., kiedy ma ruszyć polska elektrownia jądrowa, technologia ta będzie najtańszym źródłem energii ze wszystkich dostępnych. To argument, z którym trudno dyskutować.
Już na wiosnę mieliśmy się dowiedzieć, czy PGE będzie partnerem strony litewskiej w budowie elektrowni atomowej w Visaginas. Czy coś się w tej sprawie wyjaśniło?
Wciąż czekamy na ostateczne informacje z Wilna. Po stronie litewskiej wielokrotnie już zmieniały się koncepcje. Ostatnio słyszymy na przykład, że Litwini rozmawiają z dostawcami technologii jako potencjalnymi udziałowcami przedsięwzięcia. Nas interesuje przede wszystkim nie udział kapitałowy, ale możliwość importu do Polski energii, którą będzie wytwarzać ta siłownia. Oczywiście wcześniej liczyliśmy też na to, że elektrownia jądrowa na Litwie ruszy w 2016 r. Moglibyśmy uczyć się i później wykorzystać to doświadczenie przy budowie i eksploatacji własnej elektrowni. Jednak opóźnienia, które obserwujemy, zdają się taką możliwość wykluczyć. Nie wydaje się obecnie, że Litwa może zdążyć do 2016 r.
Wróćmy do polskiego rynku. Czy są jakieś nowe wieści w sprawie przejęcia Energi? Od podpisania umowy kupna mija już dziewiąty miesiąc. Wiadomo, kiedy dojdzie do przejęcia?
Mogę ujawnić, że złożyliśmy wniosek o przyspieszenie rozpatrzenia sprawy przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ale dostaliśmy odmowną odpowiedź. Także nie wiemy nawet, kiedy odbędzie się pierwsza rozprawa. Ale mimo upływającego czasu nadal jesteśmy zainteresowani przejęciem, nasze przesłanki ku temu są nawet coraz mocniejsze. Rynek europejski będzie się integrował, chcemy więc budować silną pozycję w regionie.
Sprawa się odwleka, a ogromna kwota – 7,5 mld zł – czeka na kontach...
To fakt, te pieniądze nie pracują. Ale proszę zauważyć, że nie mamy na rynku innych akwizycji, które mogłyby stanowić alternatywę dla Energi. Uważnie monitorujemy rynek, ale np. przejęcia za granicą są coraz trudniejsze. Na skutek integracji rynku umacniają się regionalne firmy, które nie mają potrzeby pozbywać się strategicznych części majątku.
Teraz może pan bezpośrednio rozmawiać o tym z prezesami innych europejskich firm z branży w ramach największej w Europie organizacji skupiającej firmy energetyczne – Eurelectric, której wiceprezesem właśnie pan został.
Ta nominacja to duże wyróżnienie nie tylko dla PGE, ale i dla całej polskiej branży energetycznej. Po raz pierwszy przedstawiciel naszej części Europy wszedł do grona najważniejszych firm energetycznych na kontynencie. Dzięki naszej obecności w ścisłym zarządzie Eurelectric wzmacnia się nasz głos w sprawie polityki klimatycznej UE. Będzie on teraz znacznie mocniej słyszalny.
Dotrzymamy terminu sprzedaży Polkomtelu, który przypada na koniec czerwca
W Polsce pozycję PGE na pewno umocniłoby przejęcie Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Tymczasem nieoficjalnie wiadomo, że oferta złożona wspólnie przez PGE i PGNiG nie zakwalifikowała się do ostatniej fazy negocjacji. Jak pan to skomentuje?
Nie skomentuję w ogóle. Bierzemy udział w większości transakcji w branży energetycznej w Polsce, w większości z nich podpisujemy klauzule poufności i to wszystko, co wolno mi na dziś powiedzieć. W IV kwartale, przypuszczalnie w październiku, na giełdę wejdzie wasza spółka zależna – PGE Energia Odnawialna.
Wartość akcji, które zostaną wyemitowane, będzie liczona w setkach milionów złotych czy może przekroczy miliard?
Tego na razie nie mogę przesądzić. Jesteśmy na etapie zatwierdzania strategii inwestycyjnej przedstawionej przez zarząd PGE Energia Odnawialna. Jeden z zawartych w niej projektów, czyli przejęcie farmy wiatrowej Pelplin, już doszedł do skutku. W strategii spółki jest wiele innych projektów, zarówno akwizycyjnych, jak i deweloperskich. Na dziś PGE EO trzeba wyceniać nie na podstawie jej aktywów, tylko przepływów pieniężnych, które będzie generować. Najpierw chcemy więc zakontraktować wszystkie planowane inwestycje – głównie farmy wiatrowe – a dopiero później będziemy szacować wielkość emisji.
Od kiedy PGE wykupiła resztówki spółek zależnych, wzrósł jej zysk przypadający na jedną akcję. To ma odzwierciedlenie w giełdowych notowaniach PGE, które pierwszy raz od 2009 r. przekraczają 24 zł za akcję. Uważa pan, że to jest wycena, do której akcjonariusze powinni się już przyzwyczaić na stałe?
Inwestorzy powinni się przyzwyczajać do coraz bardziej przewidywalnych wyników działalności PGE. Z kwartału na kwartał będzie pod tym względem coraz lepiej. Jeżeli chodzi o przewidywania kursu, to nie mogę się do nich odnieść, ale z optymizmem patrzę w przyszłość.
A jak idą przygotowania do budowy mocy konwencjonalnych, opalanych węglem?
Rozstrzygnięcie największego w całej branży przetargu na budowę dwóch bloków w Elektrowni Opole to już kwestia tygodni. Generalnego wykonawcę do budowy bloku w Turowie wybierzemy na przełomie roku.
Kiedy dowiemy się, kto kupi od PGE i innych udziałowców akcje Polkomtelu? Czy to już kwestia najbliższych dni?
Finał transakcji przypada na koniec kwartału, czyli koniec czerwca. Tego terminu dotrzymamy. Natomiast jeżeli chodzi o konkretną datę, to na pewno jej nie podam, nie ma co spekulować.
A druga spółka telekomunikacyjna – Exatel – kiedy zostanie sprzedana?
Decyzje się nie zmieniły. Uruchomimy przetarg, gdy tylko sfinalizujemy sprzedaż Polkomtelu. Chodzi mi tu o parafowanie umowy sprzedaży, nie będziemy czekać, aż zgodę wyda Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Jak pan ocenia pracę zarządu PGE w obecnym składzie? W branży ostatnio często plotkuje się o konfliktach, w których miałby pan być stroną, a które mogą poskutkować nawet zmianami we władzach grupy.
Konfliktów nie ma. Na szczęście są różnice zdań, które pomagają przy zarządzaniu tak ważnym podmiotem, jakim jest PGE. Ścierają się różne wizje biznesowe, prezentowane przez różnych menedżerów. Bardzo się cieszę, że w strategicznych sprawach jesteśmy jednomyślni i uchwały zarządu przechodzą stosunkiem głosów 5:0. Do mnie również docierają różne „gazetowe" pogłoski o nieporozumieniach, ale na szczęście są to jedynie fakty medialne.

CV:

Tomasz Zadroga ukończył Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny na Uniwersytecie Łódzkim. Pracował m.in. w ABB Polska, Papyrus – Stora Enso czy Adidas. Bezpośrednio przed objęciem w 2008 r. stanowiska prezesa PGE był jednocześnie dyrektorem finansowym w Inter Cars i prezesem IC Development & Finance.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA