fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Aktorstwo z piłką nożną w tle

„Krakowiacy i górale 2011” – co powiedziałby na to Wojciech Bogusławski? Niezależnie od tego mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Górali
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Z uśmiechem, ale też w zadumie. Wspomnieniami oraz anegdotami. Artystycznie i na sportowo. W sobotę Akademia Teatralna świętowała swoją 200. rocznicę rozpoczęcia działalności
Zaczęło się od niezwykłego spotkania aktorów z różnych pokoleń. Na scenie stanął Ignacy Gogolewski (rok ukończenia 1953). „Aktor to tak niewiele. Potrafi jednak odkryć cel drugiemu, sens istnienia" – deklamował, prowokując na moment publiczność do refleksji. Podobną atmosferę wprowadziła Natalia Sikora (2010), znakomicie wykonując „Jaskółkę uwięzioną".
Marian Kociniak (1959) stwierdził, że choć pięknie śpiewa, robić tego nie zamierza.
I uraczył widzów anegdotką, jak to jego północnokoreański kolega radził sobie z zadaniem nauczenia się na pamięć „Stepów akermańskich".
Na wezwanie rektora Andrzeja Strzeleckiego – pełniącego oczywiście rolę mistrza ceremonii – stawili się Marian Opania (1964) i Wiktor Zborowski (1973), którzy z wdziękiem wykonali jeden ze swoich popisowych wspólnych numerów o dwóch artystach, którzy szli do nieba.
Była Krystyna Janda (1975) z piosenką „Ekscentrycy". Piosenką o zgubnych skutkach wizyty w muzeum napisaną do muzyki „Grande Valse Brillante" Ewy Demarczyk rozbawiła publiczność Hanna Śleszyńska (1982). Jak zwykle brawurowy i wzruszający był występ Stanisławy Celińskiej (1969). Aktorka zaśpiewała – i zatańczyła – tekst do melodii z „Greka Zorby", po czym po prostu wyznała: „lubiłam tę szkołę".
Ogromne brawa – za „Bo to się zwykle tak zaczyna" i „Bal na Gnojnej" – zebrał  Bohdan Łazuka (1961), który własne niegdysiejsze przejście ze szkoły muzycznej do teatralnej skomentował słowami: „muzyka polska nic nie straciła, a w aktorstwie nie przeszkadzam". I tym akcentem – bo jak powiedział Andrzej Strzelecki nie było chętnych, żeby wystąpić po Łazuce – koncert się zakończył.
Ale nie oznaczało to końca świątecznego dnia. Kilkadziesiąt minut po występie 19 absolwentów przed widzami stanęło 22 młodych mężczyzn – studentów oraz posiadaczy dyplomu uczelni. I odziani w stroje odpowiednie dla bohaterów opery Wojciecha Bogusławskiego zaczęli się przygotowywać do... meczu piłkarskiego między Krakowiakami a Góralami. Mimo spóźnienia Dariusza Szpakowskiego, lejącego się z nieba żaru i niesfornej wciąż wylatującej poza boisko piłki, sportowe spotkanie było profesjonalne. Zakończyło się wynikiem 2:1 dla reprezentacji Górali.
– Święto ma to do siebie, że dnia pewnego się kończy – podsumował obchody 200-lecia rektor Strzelecki.
– Ale wierzcie, że to jest taka uczelnia, na której zawsze i wiecznie jest święto. I oby tak pozostało.
Dodajmy: na następne przynajmniej 200 lat.
 
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA