fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Przewoźnik dusz w labiryncie zbrodni i cyfr

Podczas spotkania z Markiem Krajewskim fragmenty jego książki czytać będzie Krzysztof Gosztyła
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
O przedwojennym Lwowie i matematycznej zagadce z książki „Liczby Charona” mówi Marek Krajewski, który spotka się z czytelnikamiw czwartek w Traffic Clubie.
Czy naprawdę definitywnie pożegnał się pan z komisarzem Eberhardem Mockiem?
Marek Krajewski: Tak. I coraz mniej mam o niego pytań. Ludzie przyzwyczaili się do nowego bohatera, komisarza Edwarda Popielskiego, który pojawia się już w trzeciej książce. Polubili go.
Mock działał w międzywojennym Wrocławiu, czyli Breslau, Popielski – we Lwowie. Łatwiej się panu tworzy tę drugą miejską topografię?
To o wiele prostsze niż odtwarzanie realiów historycznego Wrocławia. Lwów podczas wojny nie został zniszczony. Budynki stoją, można je opisać, zajrzeć w bramy i zaułki, przejść się po ulicach. Oczywiście miejsca, które występują w kryminale, ubarwiając go – knajpy, domy publiczne i inne gniazda występku – siłą rzeczy już nie istnieją, ale odkrywałem je dzięki życzliwości ukraińskich historyków i przewodników.
Jak dawni i obecni lwowiacy ocenili pana pracę?
Nie spotkałem się z uwagami, że coś nie znajdowało się w miejscu przeze mnie opisanym. Przeciwnie. Wysiedleni mieszkańcy dawnego Lwowa często podkreślają, że udało mi się odtworzyć przedwojenny klimat. Ale tych głosów jest coraz mniej. Pokolenie, które pamięta tamte czasy, powoli odchodzi. Nowe nie ma do oceny punktów odniesienia.
Modne są teraz gry terenowe. Czy jakieś grupy wędrują śladami Mocka albo Popielskiego?
Tropem komisarza Mocka, owszem, ludzie chodzą. O lwowskich grach miejskich nie słyszałem.
W tytułach książek o komisarzu Popielskim nawiązuje pan do mitologii. To dodatkowy klucz?
Owszem. Jaki? Pozostawiam rozszyfrowanie czytelnikom. Ale wykorzystany starogrecki motyw to także znak rozpoznawczy mojej nowej serii, w której znalazły się „Głowa Minotaura", „Erynie", a teraz „Liczby Charona". W poprzednim cyklu w tytule każdej powieści dawałem dawną
nazwę mojego ukochanego rodzinnego miasta Wrocławia.
Jest pan zarówno filologiem klasycznym, jak i wielbicielem matematyki.
Jestem zafascynowany tą dziedziną, byłem nawet o krok od jej studiowania.
Chce pan swoją pasją zarazić innych, podsuwając logiczne łamigłówki do rozwiązania?
W „Liczbach Charona" postanowiłem zabrać czytelników w labirynty matematyki, jak w zaułki przedwojennego Lwowa. Zapewniam jednak, że przejdą przez nie wszyscy, którzy potrafią wykonać proste arytmetyczne działania.
* Spotkanie z Markiem Krajewskim – Traffic Club, Warszawa, ul. Bracka 25 19.05, godz. 18, wstęp wolny
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA