fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Rozmowa z Cornelią Pieper o asymetrii

Cornelia Pieper
Fotorzepa, Danuta Matloch
Jerzy Haszczyński
Tyle dobrego się dzieje w stosunkach z Polską. Po co podnosić problemy – mówi wiceszefowa MSZ RFN
Rzeczpospolita: Przyjechała pani do Warszawy 6 maja, w dniu, w  którym media polskie omawiały dwie niemiłe sprawy w stosunkach polsko-niemieckich. Rosjanie zakończyli budowę gazociągu Nord Stream do  Niemiec, co utrudni rozwój portu w Świnoujściu. Na dodatek miało dojść do podpisania deklaracji polsko-niemieckiego okrągłego stołu oceniającej 20-lecie traktatu między naszymi krajami, ale nie doszło. Zacznijmy od Świnoujścia. Czy nie będzie się mogło rozwijać, przyjmować w przyszłości statków o większym zanurzeniu?

Cornelia Pieper: Rurociąg nie zaszkodzi portowi w Świnoujściu. Ustaliliśmy w nego- cjacjach z Polakami, że gazociąg na dnie Bałtyku nie może utrudniać dostępu do polskich portów. Jeżeli Polska w przyszłości zdecyduje się stworzyć warunki do tego, by statki o głębokości zanurzenia 15 m wpływały do portu przez północny tor podejściowy, to uwzględnione zostanie postanowienie zawarte w zezwoleniu Federal- nego Urzędu Żeglugi i Hydrologii. Być może w związku z tym wszczęte zostanie nowe postępowanie mające na celu uzyskanie zezwolenia na inny przebieg rurociągu lub głębsze jego położenie. W tym momencie nie widzę tego problemu. Sądzę, że w Polsce obawy są przesadzone. Niemcy nie mają żadnego interesu w tym, by rzucać Polsce kłody pod nogi, utrudniać jej rozwój gospodarczy. Odnosimy wspólne korzyści z wymiany gospodarczej i rozwoju infrastruktury.
Ale rura już leży. Nie lepiej było ją od razu inaczej położyć?
Powtarzam, że jeżeli Polska będzie obstawała przy rozbudowie portu dla statków o większym zanurzeniu, to Niemcy są gotowe to poprzeć. Oczywiście jeżeli polskie plany pogłębiania dna morskiego nie będą naruszały europejskich praw o ochronie przyrody. Dziwię się, że podnosi się te problemy. Tyle dobrego się w stosunkach polsko-niemieckich dzieje, powinniśmy się skoncentrować na przyszłości.
Przejdźmy do deklaracji, której nie ma. Miała dotyczyć zlikwidowania asymetrii w wypełnianiu postanowień traktatu polsko-niemieckiego. Asymetrii polegającej na tym, że Polska bardziej wspiera mniejszość niemiecką niż Niemcy niemiecką Polonię, która zgodnie z traktatem nie ma statusu mniejszości. Dlaczego dla Berlina nie do zaakceptowania jest określenie „mniejszość polska“?
Po pierwsze, cieszę się, że jestem w Polsce, by brać udział w imprezie, na której świętujemy 20-lecie traktatu o dobrym sąsiedztwie. Po drugie, ten traktat, w którym nie ma określenia „mniejszość polska“, podpisały oba rządy. Zresztą wielu przedstawicieli Polonii niemieckiej nie chce wcale być uznawanych za mniejszość. Są doskonale zintegrowani ze społeczeństwem niemieckim. W ramach polityki integracyjnej mogą być stawiani za wzór. W traktacie jest mowa o tym, że Polonia musi mieć prawo do pielęgnowania języka i kultury. To się dotychczas nie uda- ło tak, jak powinno. Wynika to m.in. z tego, że w Niemczech mamy 16 landów, 16 ministerstw kultury i oświaty, 16 systemów edukacji. W moim landzie, Saksonii-Anhalt, załatwiłam, że co najmniej w dwóch szkołach będą zaję-cia z języka polskiego.
Nie zaprzeczy pani jednak, że jest asymetria, tzn. że Polska wydaje kilkadziesiąt razy więcej na mniejszość niemiecką niż bogatsze Niemcy na Polonię, która w traktacie nie ma statusu mniejszości, ale zgodnie z duchem traktatu jej prawa miały być takie same.
Sądzę, że po obu stronach trzeba jeszcze coś nadrobić. I przyznaję, że traktat trzeba jeszcze bardziej wypełnić życiem, jeżeli chodzi o naukę języka polskiego w Niemczech, także na poziomie uniwersyteckim. Niemcy zrobią więcej w tym zakresie. Uważam jednak, że trzeba mówić o konkretnych projektach wspierania polskiego języka i kultury, a nie o statusie Polonii. Bo to wymagałoby zmian w traktacie o dobrym sąsiedztwie. Władze niemieckie bardziej zatroszczą się o Polonię niezależnie od tego, jaki status przyznaje jej traktat.
Sinti i Roma mają status mniejszości, a Polacy nie.
Dziwię się porównaniu obywateli pochodzenia polskiego do Sinti i Romów. W przeciwieństwie do nich większość Polonii trafiła do Niemiec w wyniku emigracji, nie miała tam korzeni. Ci polscy emigranci zrobili wiele, by się zintegrować w Niemczech. I to im się udało. Przedstawiciele polskiego rządu podkreślają zresztą w rokowaniach, że nie chodzi o zmianę statusu, lecz o to, by rząd niemiecki więcej zrobił dla Polonii w zakresie języka i kultury.
A co ze sprawą rehabilitacji niemieckich Polaków, ofiar Trzeciej Rzeszy?
Tym się zajmuje Bundestag, wszystkie partie przygotowują obecnie oświadczenie z okazji 20-lecia traktatu. Ma w nim być mowa o uznaniu krzywd wyrządzonym ówczesnym Polakom.
Jaka jest różnica między rehabilitacją a uznaniem krzywd?
Nie znam szczegółów projektu oświadczenia. Chodzi jednak o wyraźne upamiętnienie krzywd wyrządzonych przedstawicielom Polonii w okresie narodowego socjalizmu.
Niedługo w pani partii szefem ma być polityk pochodzenia wietnamskiego, Philipp Rösler, na czele partii Zielonych jest polityk pochodzenia tureckiego Cem Özdemir. Kiedy jakiś Polak zrobi taką karierę polityczną w Niemczech?
Szukam Polaków, którzy chcą wstąpić do FDP. Serdecznie zapraszam.
Ale czy warto? Z sondaży wynika, że FDP może nie trafić do przyszłego Bundestagu, może nie przekroczyć progu 5 procent?
Przekroczy. Przez 21 lat członkostwa przeżyłam wzloty i upadki partii, w niektó- rych landach wschodnich zdobywaliśmy ledwie 1,1 procent poparcia, a po kilku latach wzrastało ono do 10 procent. Do następnych wyborów do Bundestagu, czyli 2013 r., zostało sporo czasu. Zdobędziemy co najmniej 10 procent.
Ponad 30 lat temu przyjechała pani do Warszawy na studia. Co młoda dziewczyna z NRD wiedziała wówczas o Polsce?
Przyjechałam studiować filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim w 1980 roku. W NRD w tym czasie nie informowano o tym, co się dzieje w Polsce. Był to dla mnie całkowicie nieznany kraj. Prze- żyłam tu przygodę z wolnością. Wielu polskich kolegów ze studiów było zaangażowanych w ruch „Solidarność“. W czasie seminariów i na imprezach dużo się mówiło o polityce, co w NRD było niemożliwe. Podziwiałam, jak odważni byli Polacy, protestując przeciwko władzom komunistycznym.
Jak tamten pobyt w Polsce wpłynął na pani wybory życiowe w NRD?
Gdy wróciłam do NRD, Jaruzelski wprowadził stan wojenny i nie mogliśmy więcej wyjeżdżać do Polski. Moim pragnieniem było, by w NRD ludzie mieli taką siłę jak Polacy i wyszli na ulicę zapro- testować. Trochę potrwało, zanim do tego doszło.
Teraz jest pani jedyną osobą mówiącą po polsku w rządzie niemieckim?
Tak jest. Pani kanclerz mówi po rosyjsku i trochę po czesku.
Czyli to do pani pewnie wielu ważnych ludzi w Niemczech zgłasza się po opinię o Polsce i Polakach?
Przede wszystkim młodzi ludzie, dziennikarze i przedsiębiorcy. Ludzie gospodarki często pytają, jak się Polska rozwija, jacy są ludzie.
I co pani odpowiada?
Że opłaca się w Polsce inwestować. Że się pozytywnie rozwija, że przez światowy kryzys przeszła ze wzrostem gospodarczym, co wielu Niemców zaskoczyło. Nasze stosunki ekonomiczne są imponujące, wymiana z Polską jest większa niż z Rosją. A teraz, po całkowitym otwarciu 1 maja niemieckiego rynku dla Polaków, można się spodziewać jeszcze większego ożywienia.
Nie boi się pani, że milion Polaków przyjedzie i odbierze pracę pani krajanom ze wschodnich Niemiec?
Nie boję się. I myślę, że moi krajanie też się nie boją. Strach pojawia się najczęściej wtedy, gdy doskwiera wysokie bezrobocie. Ale na szczęście w Niemczech jego poziom znacznie spadł, jest mniej niż 3 miliony bezrobotnych, o czym dwa lata temu można było tylko marzyć.
—rozmawiał Jerzy Haszczyński

Cornelia Pieper jest wiceministrem w Federalnym Ministerstwie Spraw Zagranicznych, koordynatorką niemiecko-polskiej współpracy międzyspołecznej i przygranicznej
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA