fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nowe technologie

ITME - polski instytut, który prześcignął świat

Dariusz Czołak i Włodzimierz Strupiński z pracowni ITME, która zajmuje się m.in. metodą produkcji grafenu
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Substancje niewidzialne dla oka, nadprzewodniki – nad tym pracują tam, gdzie powstał patent na grafen
Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych, w którym wynaleziono metodę produkcji grafenu, pracuje nad wieloma innymi nowatorskimi projektami.

Komputer bez chłodzenia?

Laptop albo komputer, w którym nie słychać tak często irytującego użytkownika wiatraczka chłodzącego elektronikę? To brzmi dziś nieco absurdalnie. Ale będzie możliwe w przyszłości dzięki izolatorom topograficznym, które mogą być również nadprzewodnikami wysokotemperaturowymi. Układy elektroniczne powstałe z ich wykorzystaniem nie grzałyby się podczas przepływu prądu.
Naukowcy z ITME zajmują się właśnie pracą nad tymi izolatorami.
W instytucie trwa też projekt dotyczący tzw. metamateriałów, czyli rzeczy, których jeszcze nie ma i trzeba wymyślić. Chodzi np. o substancje, których współczynnik załamywania światła jest ujemny, co oznacza, że w pewnych warunkach byłyby niewidzialne. – Jednym słowem cuda-niewidy – śmieje się jeden z chemików z ITME.

Chluba PRL

Placówka, która zajmuje się dziś tak niezwykłymi projektami, powstała ponad 30 lat temu na bazie Ośrodka Naukowo-Produkcyjnego Materiałów Półprzewodnikowych.
– To miało być zaplecze technologiczne dla właśnie powstającego przemysłu elektronicznego PRL – opowiada dr Zygmunt Łuczyński, dyrektor instytutu. – Wtedy kooperowaliśmy m.in. z producentem radiomagnetofonów Kasprzak czy gdańskim Unimorem.
ITME produkował np. filtry, czyli podzespoły do telewizorów.
O tym, jak ważna placówka była dla władz ludowych, świadczy fakt, że w latach 80. odbyło się tu wyjazdowe posiedzenie rządu na temat elektronizacji kraju, w którym uczestniczył gen. Wojciech Jaruzelski.
Łuczyńskiego, który w stanie wojennym był internowany, tego dnia na teren zakładu nie wpuszczono.

Trudy transformacji

Przełom z 1989 r. odbił się na kondycji ITME. – W pewnym momencie zrobiło się zimno, głucho i ciemno, odłączono nam media – opowiada dyrektor. – Musieliśmy unormować nasze stosunki z pobliską fabryką, bo media mieliśmy wspólne, a oni nie byli w stanie płacić.
Dziś sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej. Roczne przychody instytutu to ponad 40 mln zł. Około 20 proc. tej sumy wykłada resort nauki, 60 proc. pochodzi z grantów naukowych, a kolejne 20 proc. ze sprzedaży. W 2010 r.  ITME miał ponad 1,5 mln zł zysku.
Pracuje tu prawie 300 osób. Jest supernowoczesny sprzęt (maszyna, gdzie powstaje grafen, kosztowała z montażem ponad 7 mln zł).
– Nasze finanse są niewspółmierne do finansów naszych kolegów z Zachodu. Jednocześnie publikujemy w tych samych czasopismach naukowych, obecnie jesteśmy nawet koordynatorami dwóch dużych międzynarodowych projektów badawczych.  To chyba jest jakiś dowód uznania – mówi skromnie dr Zygmunt Łuczyński.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA