fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Albert Sosnowski znokautowany przez Aleksandra Dimitrenkę

Albert Sosnowski przegrał czwarty pojedynek w karierze, trzeci przez nokaut
Associated Press
Kończące uderzenie Polak otrzymał w ostatniej, 12., rundzie pojedynku w Hamburgu
Jego stawką był tytuł mistrza Europy wagi ciężkiej należący do 28-letniego Ukraińca z niemieckim paszportem. Transmisji nie przeprowadzała żadna telewizja, ale można ją było zobaczyć na platformie internetowej Bild.de. Walkę rozgrywano w sali treningowej kiedyś najpotężniejszej europejskiej grupy zawodowej Universum, co dziwi.
Przed ostatnim starciem u dwóch sędziów prowadził dwumetrowy  Dimitrenko (były mistrz świata juniorów), u jednego Sosnowski.
– Wiedzieliśmy, że to będą decydujące trzy minuty pojedynku – mówi "Rz" Fiodor Łapin, trener polskiego pięściarza. – Ponieważ u jednego z sędziów Albert przegrywał tylko jednym punktem, musiał ostatnią rundę wygrać dwoma, by zostać mistrzem Europy. A to oznaczało, że musi zaryzykować i próbować doprowadzić do liczenia rywala. Obaj słaniali się ze zmęczenia, ale Dimitrenko wyglądał na bardziej wyczerpanego – twierdzi Łapin.
Przedostatnie starcie wygrał Sosnowski, Dimitrenko resztkami sił trzymał się na nogach. Ponoć nieco wcześniej, w przerwie między 10. i 11. rundą, mówił, że nie wyjdzie do kolejnej, ale niemiecki trener Michael Timm wypchnął go na środek ringu.
– Być może tak było, być może nie. Albert chciał wygrać przed czasem, wiedzieliśmy, że na punkty będzie trudno – opowiada Łapin. Zakończenie było dramatyczne. Dimitrenko wystrzelił prawym z dołu i Polak padł jak rażony piorunem – długo leżał nieprzytomny.
– To był  ciężki nokaut. Na szczęście wszystko jest już w porządku. Albert był w szpitalu i badania nic złego nie wykazały – tak Łapin skomentował wydarzenia na ringu w Hamburgu.
Jego zdaniem pierwsze rundy sędziowie punktowali stronniczo dla Dimitrenki. Później, gdy Ukrainiec zaczął tracić siły, zaczął wygrywać Sosnowski. W końcowej fazie walki ringowy Massimo Barrovecchio odebrał punkt Dimitrence za trzymanie. Niewiele brakowało, by pas mistrza Europy wrócił do Sosnowskiego.
"Dragon" zdobył go w 2009 r., wygrywając z Włochem Paolo Vidozem, a później oddał, by walczyć z Witalijem Kliczką o mistrzostwo świata organizacji WBC  (przegrał  przez nokaut).
Kolejna ciężka porażka stawia pod znakiem zapytania jego dalszą karierę, choć Łapin twierdzi, że Sosnowskiego zobaczymy w ringu jeszcze w tym roku.
- Albert nie ma za sobą kariery amatorskiej, nie miał też wielu ciężkich zawodowych pojedynków. Jeszcze się pokaże z dobrej strony. Wielu wstawało po takich klęskach i walczyło z powodzeniem dalej – uważa Łapin. Czas pokaże, czy ma rację.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA