fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Błędy prezydenta Komorowskiego. Jedni ganią, inni tłumaczą

Bronisław Komorowski po raz kolejny stał się obiektem kpin. Na zdjęciu z małżonką w trakcie umieszczania wpisu w księdze kondolencyjnej w ambasadzie Japonii, w którym popełnił błędy ortograficzne
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Ortograficzne błędy prezydenta. Dla jednych – wstyd. Dla innych – lustro dla wielu Polaków
Paweł Silbert też jest prezydentem. Co prawda tylko stutysięcznego Jaworzna w Śląskiem, za to wie, jak się pisze „gżegżółka", „nie" z imiesłowami, a nawet „instruktaż". - A wie pan, że można to słowo pisać także z „rz" na końcu, w zależności od kontekstu? – śmieje się Silbert. - Ale o tym mało kto wie. Język polski nie jest łatwy.
A jednak Silbert, umysł ścisły, bo z wykształcenia ekonomista, nieźle sobie z nim radzi. Dwa lata temu okazał się mistrzem wśród VIP-ów, piszących Ogólnopolskie Dyktando 2009. - Moja babcia była przez 40 lat nauczycielką polskiego, żona też uczy w szkole, więc zawsze musiałem się pilnować z tym jak mówię i piszę - tłumaczy Silbert, który już bez rodzinnej presji uznał potrzebę humanistycznego rozwoju i skończył podyplomowo retorykę. - Dyktando wygrałem, ale nie dlatego, że nie zrobiłem błędów – wskazuje. - Po prostu zrobiłem ich mniej niż inni.
Silbert, prezydent wywodzący się z PO-PiSu, często podkreśla, że nikt nie jest doskonały. - Dlatego nie chcę mówić o panu prezydencie Komorowskim – ucina.

„Pier...l szkołę, zostań prezydentem"

Wpis Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego do księgi kondolencyjnej w ambasadzie Japonii, wyrażający współczucie Polaków dla narodu dotkniętego dramatem, przyćmił dotychczasowe jego wpadki i wywołał lawinę kpin.
Błędy ortograficzne pierwsi dostrzegli internauci, uważnie oglądający serwisy informacyjne. Skany wpisu, w powiększeniu, szybko znalazły się w sieci. I cała Polska mogła przeczytać: „Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japoni w bulu i w nadzieji na pokonanie skutków katastrofy".
Temat dwóch kardynalnych błędów („bulu", „nadzieji"), mimo obecności przy prezydencie jego małżonki Anny, z wykształcenia filologa klasycznego po UW – podjęły publikatory głównego nurtu. Ale internauci szybko odkryli, że błędów mogło być więcej. Wytknęli jeszcze błąd trzeci („Japoni"), a bardziej drobiazgowi dopatrzyli się siedmiu – interpunkcyjne (np. brak przecinka przed „który") i stylistyczne. I nawet jeśli były to już złośliwe „wykopaliska", prezydenckie „ortografy" sprowokowały mrowie dosadnych komentarzy. - Szok, ręce opadają – napisał internauta Retro na jednym z ogólnopolskich forów. - To prezydent 38-milionowego kraju, mgr historii, przez 20 lat zajmował wysokie stanowiska, a ja wiem, że gdybym sadził takie byki, to nie skończyłbym gimnazjum, nie mówiąc już o maturze.
Posypały się drwiny z „prawdziwego wykształciucha" i „Wielkiego Językoznawcy z Budy Ruskiej". I szydercze obrazki, jak np. na kwejk.pl – kadr z twarzą Komorowskiego na tle flagi narodowej, z napisem: „Pierdol szkołę, zostań prezydentem".
Nawet ci, którzy prezydenta bronili, na ogół jedynie apelowali o wyrozumiałość („kto nie robi błędów, niech pierwszy rzuci kamieniem". I tylko najbardziej zacietrzewieni politycznie, odbijali piłeczkę bijąc w Kaczyńskiego: „(...) ale za to [Kaczyński] nie ma prawa jazdy, konta w banku ani nie potrafi obsługiwać komputera" - napisał na portalu salon24 internauta Francis.de).

Jak się pogrążyć, czyli „obiat" prezesa

Także sam Komorowski, broniąc się, nie powstrzymał się od ataku. Bo wprawdzie przyznał się do błędów i publicznie przeprosił, zaatakował przy tym Jarosława Kaczyńskiego, który żartował, że „przed wyborami trzeba będzie robić dyktanda". Komorowski zasugerował, że Kaczyński też sadzi „ortografy". - Nie zamierzam brać udziału w dyktandzie, ale chętnie zaproszę Jarosława Kaczyńskiego na „obiat", jak to on napisał, i razem poćwiczymy ortografię – odciął się.
„Superexpress" kiedyś wytknął prezesowi PiS notkę w restauracyjnej księdze gości, w której rzekomo miał napisać „obiat". Ale internauci zdemaskowali intrygę ustalając, że w zdaniu Kaczyńskiego („Z wdzięcznością za bardzo miły pobyt i znakomity obiad") ogonek litery „y" ze słowa „miły" nałożył się na laseczkę litery „d" położonego w drugim rzędzie słowa „obiad".
- Prezes Kaczyński znany jest z bardzo niewyraźnego pisma – mówi Ludwik Dorn, poseł niezrzeszony. - To „d" było niewyraźne, ledwie zaznaczone, ale jednak oczywiste.
Tabloid powiększył wówczas „obiat", wycinając z tła. I nawet, jeśli nie była to świadoma manipulacja, to na pewno wynik złej woli. - A pan prezydent znów strzelił kulą w płot – mówi prof. Ryszard Legutko, filozof, anglista, b. minister edukacji, obecnie bezpartyjny europoseł PiS. - Błędy które sam popełnił, należą do kardynalnych, więc były one jednak wstydliwe, ale sposób, w jaki się bronił, wydaje się jeszcze bardziej przykry. Bo nawet jeśli teoretycznie przyjmiemy, że ktoś inny też robi błędy, to nie czyni to błędów pana prezydenta bardziej szlachetnymi.
- Takie błędy zdarzać się nie powinny i nie ukrywam, że przyjęłam je z niedowierzaniem, ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i wszyscy je popełniamy – tonuje Małgorzata Kidawa-Błońska, posłanka PO, rzecznik kampanii prezydenckiej Komorowskiego. - Nawet duże telewizje często robią błędy na tzw. paskach. Sama widziałam słowo „miut". Ale to pewnie z pośpiechu i pewnego automatyzmu piszących serwisy.
Prawnuczce Prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego i premiera Władysława Grabskiego nie podoba się jednak pytanie, czy polskiemu szlachcicowi (Bronisław Komorowski przyznaje się do arystokratycznych korzeni) przystoi pisać „ból" przez „u". - Wielu zacnych, wykształconych ludzi ma kłopoty z ortografią i pochodzenie społeczne nie tu nic do rzeczy – podkreśla posłanka. - Nawet mój dziadek Paweł Władysław Jan Grabski, znany literat, robił okropne błędy i miał kłopoty na maturze. Ważniejsze od ortografii jest jednak to, co ma się do powiedzenia.

Palikot szydzi, a sam strzela „byki"

- To prawda, nie jesteśmy doskonali – mówi Bartosz Arłukowicz, lekarz, poseł SLD, który przyznaje, że po wpadce prezydenta, poczuł rumieniec wstydu. - Ale bardziej zrobiło mi się go żal, że znów dał powody do kpin. Nie usprawiedliwiam go, ale przykro mi było ze świadomością, że cierpi na tym prestiż urzędu. Ja błędów raczej nie robię, co nie znaczy, że mi się nie zdarzały.
Arłukowicz przyznaje, że całkiem niedawno napisał na Facebooku słowo „gokart" z  „ortografem" na końcu. - Niemal od razu poprawiłem, ale odtąd trzy razy sprawdzam choćby jedno zdanie, zanim nacisnę „wyślij".
Także Janusz Palikot, były poseł PO, lider „Ruchu Poparcia", skomentował wpadkę Komorowskiego. Na swoim blogu napisał (cytat oryginalny): „Nowy stantart polityczny. Hyba nie nadaje się do polityki! Nie dla mnie te obiatki! Bul i rzal! I wstyt!"
Nie wiadomo jednak, czy Palikot szydzi naprawdę. I z kogo. Bo może – przywołując Gogola – sam z siebie?
Bo i on z ortografią najwyraźniej ma kłopoty, choć nikt nie kwestionuje jego wyższego, filozoficznego wykształcenia. Jak wspomina w swojej książce "Płoną koty w Biłgoraju" w szkole miał dysleksję i dysgrafię. "Nauczycielka polskiego w Liceum  im. ONZ w Biłgoraju często wyrzucała mój zeszyt za okno, za pretekst biorąc niewyraźny charakter pisma, a w rzeczywistości z powodu moich wyraźnych poglądów na polską literaturę" - relacjonuje w książce Palikot.
Tej słabości jednak nie wyzbył się wraz z wiekiem. -  Pisze jak kura pazurem - przyznaje Piotr Sawicki, były doradca lubelskiego polityka. - Ale jeśli robi błędy to w sms-ach, które pisze w pośpiechu.
Jednak i w e-mailach do dziennikarzy Palikotowi zdarzają się wpadki. "Niech Pan myśli o Polsce a nie tylko o tym aby mi przypiepszyć!" - to fragment e-maila, którego były poseł PO napisał dwa lata temu do Rafała Panasa, dziennikarza "Dziennika Wschodniego". Redakcja zdecydowała się opublikować stanowisko Palikota w oryginalnej pisowni. - Uznaliśmy, że opinia publiczna ma prawo poznać jak w oficjalnej korespondencji Palikot zwraca się do mediów - wspomina lubelski dziennikarz. - Nie dość, że bardzo ostro, to w dodatku z błędem - tłumaczy Panas.
Również w e-mailach do "Rz" pomyłki Palikota są nagminne. "Zbierzność z decyzją sądu przypadkowa", czy "Niech wystąpiął z klubu, po co się męczął? - to tylko przykłady.

„Bul nadzieji" klasy politycznej?

Czy prezydencki „bul" mówi coś o naszej klasie politycznej? - Ja bym jednak nie wyciągał zbyt daleko idących wniosków – mówi Ludwik Dorn, który  znany jest także z tego, że rozpowszechnił pojęcie „wykształciucha". - Politycy statystycznie są tacy, jak ich wyborcy – są wśród nich zarówno erudyci, jak i „nieczytaci" - mówi poseł, przyznając, że jednak był zdumiony wpadką Komorowskiego. - Znam go od lat 70. i wiem, że to człowiek, który dużo czytał, więc może to wynik zmęczenia, stresu. Oczywiście, mam podejrzenie, graniczące z pewnością, że takich błędów jak pan Komorowski bym nie popełnił, ale nie znaczy to wcale, że  nie muszę sięgać do słowników. Otóż czasem muszę.
Dorn podkreśla, że zwykle sprawdza pisownię „łacznie-rozłącznie". I  wszelkie „ochy", „achy" i „echy". - Szacunek do języka jest ważny, w tym ortografia, ale i tak uważam, że w życiu publicznym największym problemem jest przerwanie kulturowego kodu pojęciowego. Najlepszym przykładem głośni „szatani", których w swoim wystąpieniu, cytując Ujejskiego, przywołał kiedyś Jarosław Kaczyński. Obserwując absurdalne reakcje oburzenia na to wystąpienie, zrozumiałem, że oburzeni po prostu nie zrozumieli kontekstu. I to nie tylko politycy. Także dziennikarze.
Ryszard Czarnecki, poseł PiS (i bloger) mówi, że raczej nie robi błędów, właśnie dlatego, że dużo pisze i dużo czyta. I nie ma wiele zrozumienia dla wpadki Komorowskiego: - Na tym stanowisku – mówiąc kolokwialnie – to skrajny obciach.
- A ja uważam, że w tej całej półinteligenckiej pysze, która zakłada, że znajomość ortografii jest ważniejsza niż inne przymioty umysłu, jest coś bardzo nieładnego – kwituje Jacek Żakowski, lewicowy publicysta m.in. „Polityki".

Gdzie ta ortografia? W głowie, czy w klawiaturze?

Żakowski, to jeden z nielicznych ludzi pióra, który nie kryje, że jest dyslektykiem. - Obecnie ok. 20 proc. uczniów to uczniowie z tą dysfunkcją – mówi Żakowski. I podejrzewa, że Komorowski to też dyslektyk. - Tyle, że niezdiagnozowany – podkreśla publicysta. I przyznaje, że nic złego by się nie stało, gdyby prezydent uzyskał stosowny dokument. - Bo może już czas uznać, że towarzystwo innych dyslektyków, choćby Jacka Kuronia, czy Alberta Einsteina, to  niezłe towarzystwo.
Piotr Najsztub, kiedyś publicysta m.in. „Gazety Wyborczej", obecnie dyrektor kreatywny Edipresse Polska, też nie pali się do krytyki prezydenta. - Te błędy rzeczywiście były zawstydzające, ale takie rzeczy dziś wynikają z powodów niezwiązanych w ogóle z tym, co mamy w głowie – mówi Najsztub. I przyznaje, że chociaż sam raczej błędów ortograficznych nie robi, to jednak zdarzają mu się, szczególnie, gdy nie pisze odręcznie. - Zmienił się sposób komunikowania między ludźmi, nie piszemy klasycznych listów, za to mamy komputery, Facebooka. A ortografię mamy bardziej w palcach, niż w głowie.
- To wszystko prawda – mówi dr Katarzyna Kłosińska, sekretarz Rady Języka Polskiego. Ale jest bardziej krytyczna: - Takie błędy to jednak wstyd, bo elementarne zasady ortografii wynosi się jeszcze ze szkoły podstawowej. Na pewno można też mówić o dużym zaskoczeniu, bo prezydent budował wizerunek człowieka najogólniej mówiąc kulturalnego, a tu taki klops. Mnie jednak w politykach bardziej irytuje pustosłowie.

Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie?

Ludwik Dorn: - Śp. Prezydent Lech Kaczyński miał kłopoty z dykcją, szczególnie, gdy był zmęczony. I stąd te wykpiwane potem  „Borubary". To się nadawało co najwyżej do dobrotliwego podśmiania, a stało się surowcem w fabryce przemysłu pogardy, w której Bronisław Komorowski zajmował stanowisko gorliwego, choć niezbyt rozgarniętego podmajstrzego. I choć nie potępiam go jakoś szczególnie za ortograficzne błędy, to jednak mam poczucie swoistego Schadenfreude. Bo kto mieczem wojuje...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA