fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kastusiou atakuje kolegów z opozycji

Aleksander Łukaszenko oskarżył opozycję o próbę zamachu stanu. Słowa opozycjonisty są mu na rękę
AFP
Były kandydat na prezydenta oskarżył siedzących w areszcie opozycjonistów o nieuczciwość i wywołanie powyborczych zamieszek
– Brudu, nieuczciwości, kłamstw i innych złych rzeczy zobaczyłem więcej po stronie tak zwanych opozycyjnych kolegów niż po stronie władzy – tak opisał ostatnią kampanię prezydencką na Białorusi Ryhor Kastusiou, kandydujący w wyborach z ramienia najstarszej siły opozycyjnej – Białoruskiego Frontu Narodowego (BNF).
Kastusiou opowiedział o tym na spotkaniu z członkami BNF w Homlu. Twierdził między innymi, że był nakłaniany  do rezygnacji ze startu w wyborach prezydenckich „szantażem, zastraszaniem i kuszeniem 100 tysiącami dolarów". Skarżył się także, że jeden z siedzących obecnie w areszcie KGB byłych kandydatów na prezydenta złamał porozumienie o  pokojowym proteście przeciwko fałszowaniu wyników wyborów prezydenckich i poprowadził wielotysięczny tłum pod siedzibę białoruskiego rządu. To tam doszło do zamieszek, za zorganizowanie których więzionym opozycjonistom grozi od pięciu do 15 lat więzienia.
– Podanie nazwiska tego, który to zrobił, byłoby w tej chwili niemoralne – oświadczył Kastusiou. Tymczasem nazwiska oskarżonych o zorganizowanie zamieszek są powszechnie znane.  To Andrej Sannikau, przebywający w areszcie domowym Mikoła Statkiewicz,  Uładzimir Nieklajeu i ich najbliżsi współpracownicy. Państwowej telewizji białoruskiej wystarczyły więc sugestie Kastusioua, żeby od ich zacytowania zacząć główne niedzielne wydanie wiadomości, w którym znalazł się kolejny materiał oskarżający opozycję o próbę zamachu stanu.
– Tak czy inaczej wskazał palcem na tych, których uważa za winnych spowodowania zamieszek – ocenia w rozmowie z „Rz" wypowiedź Kastusioua były lider BNF i jeden z założycieli tej partii Wincuk Wiaczorka.
Przyznaje, że także on namawiał Kastusioua do rezygnacji ze startu w wyborach, „by nie kompromitował BNF i siebie samego". Nie kryje, że zachowanie jego partyjnego kolegi budzi w nim niesmak. – W walce z dyktaturą powinna obowiązywać żelazna zasada: nie mówić niczego przeciwko kolegom z opozycji, jeśli nie mogą się bronić – podkreśla nasz rozmówca. Przyznaje, że białoruska opozycja wciąż nie zdaje egzaminu z solidarności w walce z dyktaturą Aleksandra Łukaszenki.
– Teraz musimy przejść katharsis i wyciągnąć wnioski z błędów, jakie popełniliśmy – mówi Wiaczorka, wskazując na brak wspólnego kandydata opozycji w wyborach jako  jeden z największych błędów.
Korespondencja z Grodna
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA