fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Haszczyński: Radość i lęk Libijczyków

Jerzy Haszczyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Jerzy Haszczyński
Wygrana bitwa o Bregę poprawiła nastroje we wschodniej Libii, w strefie wolnej od Kaddafiego. Ale nadal ludzie w Bengazi przekazują sobie pogłoski o zbliżających się najemnikach z Czarnej Afryki czy o planach zbombardowania wolnych miast.
Jerzy Haszczyński z Bengazi
Najgroźniej brzmi przekazywana z ust do ust plotka o gazie musztardowym, którego miałby użyć niewątpliwie nie wahający się dokonać każdej zbrodni Kaddafi w obronie siebie i rodziny. — Sprawdziłam, co to jest ten gaz musztardowy — mówiła mi dziś miejscowa Polka. Zastanawia się, czy jednak nie wyjechać.
W środę do późnej nocy w centrum Bengazi świętowano zwycięstwo w bitwie o Bregę. ?W reportażu o bitwie cytowałem rzecznika władz rewolucyjnych Mustafa Geriani: — „Ludzie byli mocno zaniepokojeni, gdy usłyszeli rano o ataku. To, co się stało, to wspaniały sygnał dla rewolucji. Teraz wszyscy czują się tu bezpieczniej. Oczywiście chciałbym, by dyktator padł za kilka godzin. Ale przed nami jeszcze długa droga. Kaddafi i jego ludzie są zdolni do wszystkiego". Tu można przeczytać reportaż „Kaddafi przegrał ważną bitwę".
W Bengazi życie ma wiele oznak normalności. Nadal nie działają jednak banki i kantory, co dla obcokrajowców jest problemem. Jest poważny kłopot z internetem, mam do niego dostęp raz na jakiś czas, najłatwiej jest w nocy. Nie można kupić libijskiej karty SIM, czyli trudno się kontaktować z miejscowymi. Z polskiej komórki można wysyłać do Polski tylko esemesy, dodzwonić się nie ma szans. Z esemesami jest zresztą problem, z Bregi wysłałem ich wczoraj do redakcji całe mnóstwo i przez kilka godzin nie dochodziły.
Pracę ułatwia nam wspaniałe nastawienie miejscowych Libijczyków. Są niezwykle życzliwi i gościnni. Zapraszają na kawę, mocną słodką zieloną herbatę nalewaną z dużej wysokości z przypalonych czajniczków, tak by utworzyła się pianka. Byłem tu też na kilku ucztach obiadowych, na dywanach pojawiały się wielkie tace z baraniną, całymi kurczakami i ryżem z prażonymi migdałami. Nawet w sklepie wczoraj nikt nie chciał od fotoreportera Kuby Kamińskiego pieniędzy za bułki i czipsy. ??Jeżeli kiedyś Libia, po Kaddafim, stanie się krajem turystycznym — a ma po temu wielki potencjał, ze dwa tysiące kilometrów plaż, zazwyczaj piaszczystych i starożytne zabytki — to ta gościnność nie może się utrzymać. Daję jej świadectwo, póki nie zniszczą jej miliony plażowiczów z Europy (co jest swoją drogą dobrą wizją dla przyszłej wolnej Libii).
Pytanie, ile Kaddafi utrzyma się u władzy w Trypolisie, jest otwarte. Rewolucja jeszcze nie zwyciężyła w całym kraju. To może trwać godziny, dni, miesiące. ??Zryw Libijczyków jest imponujący. Gdy się słyszy jak tłum śpiewa hymn rewolucji „Nigdy się nie poddamy", to ciarki chodzą po plecach. Oby Kaddafi nie miał już siły, by zdławić ten bunt. Oby nie polało się tu już więcej krwi.
Inne reportaże z Libii:
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA