fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Radwański: wciąż jestem twardym graczem

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Nasz rodzinny układ trenerski pozostaje bez zmian. Jedynym powodem, dla którego mogłoby coś się zmienić, pozostaje wola moich córek - mówi Robert Radwański
rz: Opierał się pan długo wielkim agencjom sportowym, w końcu jest decyzja na tak. Dlaczego?
Robert Radwański: Po latach podchodów, najpierw jako agencja SFX albo Best, firma Lagardere zrobiła w końcu znaczący ruch w naszą stronę. Szczegółów nie podam, obowiązuje tajemnica kontraktu, ale mogę powiedzieć tak: z obu stron było wreszcie dążenie, by sfinalizować sprawę.
Jak długo obowiązuje umowa?
Podpisaliśmy ją na trzy lata, ale chcę podkreślić, iż to nie jest tak, że nagle na konto Agnieszki i Uli zaczną wpływać miliony. Jest mnóstwo warunków, najważniejszą sprawą pozostaje jak zawsze wynik sportowy – będą wyniki, będą premie. Oczywiście córki muszą być też zdrowe, by móc wypełniać warunki kontraktu. Wcale nie jest trudno go zerwać i zamienić w nieważny świstek papieru.
Najciekawsza pozostaje pańska motywacja. Czy na decyzję wpłynął fakt, że pod skrzydłami Lagardere Unlimited są Karolina Woźniacka i Jerzy Janowicz?
Ten aspekt nie miał żadnego znaczenia. Nikomu nie zaglądam do portfela, nie wnikam, jak rodzice Karoliny i Jurka prowadzą ich interesy. Kieruję się wyłącznie interesem moich córek. Jestem twardym graczem i nie chcę za wiele mówić o moich motywacjach. Mogę powiedzieć tylko, że najważniejszym celem kontraktu z Lagardere są umowy sponsorskie dla Isi i Uli z dużymi graczami na rynku, rozwiązanie kwestii ubrań i odpowiednich naszywek. Reszta nie ma wielkiego znaczenia. Oczywiście agencja może też załatwiać hotele i bilety lotnicze, ale po latach startów w WTA Tour mamy to w małym palcu, taka pomoc tak naprawdę nie jest nam potrzebna. W tej kwestii na razie zostawiliśmy im tylko załatwienie w tym roku wynajmu domu podczas Wimbledonu.
Mogę przypuszczać, że nie dał pan agencji Lagardere żadnego wpływu na sprawy szkoleniowe?
Oczywiście, że nie dałem. Nasz rodzinny układ trenerski pozostaje bez zmian. Jedynym powodem, dla którego mogłoby coś się zmienić, pozostaje wola moich córek. Jeśli będą chciały, bym je trenował, to tak zostanie.
Czy pozostały w panu obawy, że współpraca z wielką agencją marketingową może być jednak niebezpieczna?
Trochę tak, bo w życiu moich dziewczyn pojawiła się nowa presja związana z obowiązkami wobec agencji. Nie kryję jednak, że jestem bardzo ciekaw, co wyniknie z tego nowego rozdania.
Spokojnie pan przeżył w Dausze "Kadergate", aferę z błędną decyzją sędziego podczas meczu Agnieszki z Lucie Safarovą?
Spokojnie, bo owszem, sędzia przyłożył rękę do porażki Isi, ale przecież nie był jej głównym sprawcą. Isia przegrała przede wszystkim z własnej winy, była słabsza z gema na gem.
Jak pan skomentuje fakt, że Agnieszka w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" nazwała Kadera Nouniego matołem?
Nie byłem przy tej rozmowie, nie wiem, czy tak go określiła, mogła przecież powiedzieć, że sędzia podjął głupią decyzję, a w druku wyszło trochę inaczej. Jeśli naprawdę powiedziała, jak napisano, to oczywiście forma krytyki była za ostra. Nie zmienia to jednak zasadniczego faktu – miała w tym sporze rację.
Kiedy wyprawa do Ameryki?
Wylatujemy 3 albo 4 marca w pełnym składzie, bo Ula wykorzysta w Indian Wells i Miami ostatnie możliwości, jakie daje jej chroniony ranking po kontuzji i operacji kręgosłupa.
Lagardere bierze pod opiekę również wyrazistych trenerów, nie kusiła pana ta opcja?
Nie, to mi nawet do głowy nie przyszło. Wystarczy, że mają siostry Radwańskie, to dla nich duży strzał.
—rozmawiał Krzysztof Rawa
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA