fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Microsoft i Apple, historia rywalizacji

Archiwum
Wyścigowi stworzonych przez Billa Gatesa i Steve’a Jobsa imperiów komputerowych stuknęło właśnie ćwierć wieku. Najbliższe lata przesądzą, czyj model zwycięży: Microsoftu chcącego dawać konsumentom to, czego się domagają czy Apple’a narzucającego im swoją wolę
Gdyby Bill w młodości zarzucił kwasa, miałby szersze horyzonty – powiedział kiedyś Steve Jobs, szef i ojciec sukcesu amerykańskiej kultowej firmy Apple, o Billu Gatesie, twórcy potęgi konkurencyjnego Microsoftu. Obaj – prawdziwe ikony, i to nie tylko w branży technologicznej – są całkowitymi przeciwieństwami.
Dzieli ich styl zarządzania, filozofia prowadzenia firmy, osobowość. Już rzut oka na ich dawne zdjęcia wystarczy za długą opowieść o tych rówieśnikach.
Gates był bladym, pryszczatym komputerowcem z rozwichrzoną czupryną i w za dużych okularach. Młody Jobs pojechał rozwijać się duchowo do Indii. Ogolił głowę, zapuścił brodę i w powłóczystych szatach wrócił do Stanów Zjednoczonych, twierdząc (zresztą do dziś), że „zarzucanie kwasa", czyli eksperymenty z LSD, były jednym z jego najważniejszych doświadczeń w życiu.
Gates, rówieśnik Jobsa, korzystał z zasobności kieszeni rodziców, którzy lekką ręką zafundowali mu dostęp do komputera w czasach, kiedy najpopularniejszym modelem kalkulatora było drewniane liczydło. Wyrósł na korporacyjne zwierzę, twórcę jednego z największych biznesowych sukcesów w historii, lub – jak twierdzą krytycy – mało innowacyjnego monopolu, którego dni są policzone.
Z kolei Jobs jest człowiekiem-instytucją, kierującym się własną intuicją dyktatorem, który stworzył Apple'a (a potem też uratował go przed niechybnym bankructwem), by uczynić z niego najbardziej wartościową firmę branży technologicznej.
Obaj panowie od ponad 25 lat (tyle liczy sobie system Windows, flagowy produkt Microsoftu) mniej lub bardziej otwarcie rywalizują, jednocześnie będąc nierozerwalnie ze sobą związani.
W końcu we wczesnych latach 80. to z systemu Apple'a Bill Gates skopiował graficzny interfejs użytkownika. To dzięki temu znamy Windows w dzisiejszej postaci wyświetlanych na ekranie okien, które można przesuwać myszką.
Z kolei Steve Jobs zawdzięcza Gatesowi koło ratunkowe rzucone w ostatniej chwili. Gates zdecydował o dofinansowaniu Apple'a w krytycznym momencie lat 90., kiedy spółka stanęła na krawędzi bankructwa. I w 1997 roku wyłożył na konkurenta 150 mln dol.
Mimo to Jobs nie unika złośliwości pod adresem Microsoftu, wygłaszając je nawet na forum publicznym, choćby przemawiając do absolwentów uniwersytetu Stanforda.
 
 
Dziś może się wydawać, że rywalizacja obu wizjonerów nieco przygasła. Ale to tylko pozory. Apple jest na fali, odnosi największe sukcesy w swej historii.
IPody i iPady sprzedają się na pniu, a iPhone, który pojawił się na rynku zaledwie w 2007 r., jest dziś najbardziej dochodową komórką w historii – zarówno dla producenta, jak i operatorów, którzy mają ją w ofercie.
Konkurencja z branży komputerowej i telekomunikacyjnej ze złości zgrzyta zębami, kwartalne przychody Apple'a przekraczają 25 mld dol. Tymczasem Jobs musi się zajmować własnym zdrowiem. W 2004 r. wykryto u niego nowotwór trzustki, a na początku tego roku wziął urlop zdrowotny. Pod jego nieobecność firmą kieruje Tim Cook.
Także Gates nie może narzekać. Choć na „kwasa" nigdy się nie skusił. Prowadzi spokojne życie miliardera na wizjonerskiej emeryturze. Nie stracił kontaktu z rzeczywistością, a mimo majątku szacowanego w 2010 r. na 54 mld dol. w jego garażu można znaleźć na przykład forda focusa.
Na prestiżowych konferencjach branżowych TED dzieli się pomysłami na zwalczanie epidemii malarii oraz głodu w najbiedniejszych krajach świata. System Windows i pakiet oprogramowania biurowego Office, flagowe produkty stworzonej przez niego firmy, praktycznie nie mają konkurencji, choćby po tym jak z finansowania darmowego Open Office wycofał się Sun Microsystems.
Choć w zastępstwie Gatesa firmą kieruje Steve Ballmer, nieokrzesany i mało reprezentacyjny dziwak o posturze niedźwiedzia, który potrafi w pracownika rzucić krzesłem (np. na wieść o jego odejściu do Google'a), to Windows – mimo krytyki – niepodzielnie dominuje na rynku.
Czy to oznacza koniec ćwierćwiecznej rywalizacji? Nic podobnego. Współzawodnictwo, choć nieprowadzone już bezpośrednio, nigdy nie było bardziej intensywne.
Kilka najbliższych lat zdecyduje, czyj model zwycięży – Jobsa, autorytarny i nieuznający sprzeciwu, który z góry wie, czego chcą konsumenci, czy korporacyjny Gatesa, który chce dawać użytkownikom dokładnie to, czego się domagają.
 
 
Obie firmy technologiczne, i Microsoft, i Apple, są w momencie przełomowym, choć w zupełnie różnej sytuacji.
Apple dysponuje ponad 60 mld dol. rezerwy gotówkowej i może bez noża na gardle wymyślać sposób na dalsze funkcjonowanie. W ostatniej dekadzie firma – a mówiąc wprost Jobs jednoosobowo i własnoręcznie – stworzyła kilka zupełnie nowych rynków, których jest bezapelacyjnym liderem: sprzedaż muzyki przez Internet (iTunes), mobilne aplikacje (App Store), telefony oferujące nowe możliwości wynikające z dostęp do Internetu (iPhone) i tablety (iPad). Każdy z tych produktów zapoczątkował osobny, wart wiele miliardów rynek, na którym próbują się teraz odnaleźć mniej odważni konkurenci.
Dziś przed Jobsem stoi pytanie, czy Apple ma być jeszcze firmą komputerową, czy całkowicie skupić się na gadżetach i mobilnych aplikacjach, skoro iPhone generuje prawie połowę jej przychodów.
Pierwsze sygnały o ograniczaniu klasycznej oferty już nadchodzą – Apple ostatnio ogłosił plan ograniczenia sprzedaży oprogramowania pakowanego w pudełka. A przełomowe i innowacyjne decyzje są zwykle podejmowane intuicyjnie i jednoosobowo.
– Jego grupami fokusowymi są dwie półkule jego mózgu – powiedział o Jobsie jego były współpracownik Guy Kawasaki.
Ważne pytania stoją także przed Microsoftem. Wprawdzie firma – podobnie do Apple'a – siedzi na stosie ponad 50 mld dol. gotówki i cieszy się z dominującej pozycji na rynku oprogramowania komputerowego (ponad 90 proc. maszyn na świecie ma zainstalowaną którąś z wersji Windows), to jednak przyszłość jest jednoznacznie jasna, a Steve Ballmer, następca Gatesa, jest skutecznym sprzedawcą, ale nie wizjonerem.
Co więcej, na naszych oczach imperium Gatesa, czyli komputer osobisty i system operacyjny, traci na znaczeniu. Te produkty są coraz mniej ważne dla użytkowników. Koronny dowód tego stanu rzeczy nazywa się Windows XP, liczy sobie dziesięć lat (w branży technologicznej to cała wieczność), ale wciąż jest najpopularniejszym systemem operacyjnym na świecie. Funkcje tego systemu nie są ważne dla większości użytkowników, ponieważ najbardziej atrakcyjne dla nich rzeczy dzieją się dziś w Internecie i telefonach komórkowych.
W tych obszarach Microsoft praktycznie nie istnieje, a dział usług online firmy co kwartał przynosi ok. 700 mln dol. strat. Jeden z nielicznych sukcesów w sieci po przespaniu pod koniec lat 90. wzrostu popularności Internetu, to to, iż Microsoft zdołał wypchnąć z rynku przeglądarkę Netscape Navigator i uczynił Internet Explorera najpopularniejszą (do dziś) przeglądarką na świecie.
Co ciekawe, odbyło się to w dużej mierze za pomocą Apple'a. Firma Jobsa zgodziła się bowiem, by Internet Explorer 3 był domyślnym programem do przeglądania Internetu na jej komputerach Macintosh.
 
 
Supremację na rynku przeglądarek Microsoft osiągnął dość szybko między innymi dzięki kontrowersyjnemu dołączaniu Internet Explorera do systemu Windows. Unijne władze antymonopolowe zabroniły amerykańskiemu gigantowi tej praktyki, twierdząc, że w nieuczciwy sposób konkuruje z dostawcami innych programów, takich jak Mozilla Firefox czy Opera.
Spór z Brukselą miał jednak drugorzędne i niemal wyłącznie prestiżowe znaczenie, bo to nie przeglądarki, ale usługi generują przychody w sieci. Prawdziwe pieniądze w sieci zarobił kto inny.
Na wyszukiwaniu i porządkowaniu informacji oraz użytecznych reklamach kontekstowych fortunę zbili Larry Page i Sergey Brin, twórcy Google'a. Na społecznościach zarobił Mark Zuckerberg, współtwórca Facebooka.
Najpopularniejszy sklep z aplikacjami mobilnymi (App Store) stworzył Steve Jobs, który także wymyślił jak na razie jedyny skuteczny model sprzedaży cyfrowej muzyki przez Internet (sklep iTunes).
Co wymyślili w tym czasie Bill Gates i tysiące jego menedżerów, inżynierów i programistów? Hitem wartym odnotowania stał się jedynie Xbox, konsola do gier wideo oraz innowacyjny kontroler Kinect, dzięki któremu wirtualną postacią można sterować za pomocą ruchów całego ciała.
Inne inicjatywy firmy, takie jak wyszukiwarka Bing czy pakiet usług internetowych Windows Live, były jedynie kopiami cudzych pomysłów rozwijanych głównie pod dyktando inwestorów. Ci domagali się bowiem obecności Microsoftu we wszystkich tych segmentach technologicznego rynku, które szybko zyskiwały.
Trudno się spodziewać, by Bill Gates, który jeszcze w 1984 r. powiedział, że prawdziwa innowacyjność i tworzenie nowych standardów wykluczają proste podążanie za rynkiem, nie widział, że rozwój firmy utknął w miejscu.
Na domiar złego dzieło jego życia, czyli wspomniany już system Windows XP okazał się tak dobry, że Microsoft do dziś ma problem z wytłumaczeniem użytkownikom, dlaczego co kilka lat powinni zmieniać system w komputerze na nowy (i przy okazji wymienić samą maszynę).
 
 
Pełen udziwnień Windows Vista, który pojawił się na rynku na początku 2007 r. z planem zastąpienia kultowego XP, okazał się wizerunkową i  do pewnego stopnia technologiczną klapą. Dziś pytanie o sens zakupu nowej wersji Windows czy pakietu Office nabrało nowego znaczenia, ponieważ w wielu przypadkach wymiana na nowsze wersje oznaczała tyle, że stary system działał, a nowy nie.
Vistę początkowo trapiły problemy z wydajnością i kompatybilnością z różnymi rodzajami sprzętu, a Microsoft musiał stawić czoło pozwowi sądowemu. Poszło o naklejki „Vista Capable", którymi oznaczano komputery, które powinny dać sobie radę z dość wysokimi wymaganiami systemu.
Jak się okazało, etykiet używano na wyrost, w związku z czym część użytkowników w określonych modelach komputerów nie mogła używać wszystkich funkcji nowego Windowsa. Gates, wtedy jeszcze jako prezes firmy, poniósł porażkę na całej linii.
W 2009 r. na rynku zadebiutował Windows 7 (czyli poprawiona Vista), a Microsoft chce od tego czasu wydawać nowe „okna" co trzy – cztery lata.
Niektórzy wizjonerzy branży technologicznej, jak np. Stowe Boyd, wątpią w powodzenie tej strategii i radzą, by Microsoft zdecydował się na radykalną zmianę, obierając kierunek społecznościowy. Przyszłe systemy operacyjne powinny według Boyda być bezpośrednio powiązane z usługami społecznościowymi tak, by przeglądarka jako brama do sieci stała się niepotrzebna.
O możliwych kierunkach rozwoju mówił w 2009 r. „Rz" Steve Wozniak, który w latach 70. razem z Jobsem zakładał Apple: – Gdybym zakładał dziś nową firmę technologiczną, zastanowiłbym się, nad czym ludzie spędzają dziś najwięcej czasu. Pomyślałbym nad sposobami komunikacji z przyjaciółmi, korzystania z rozrywki i dzielenia się np. zdjęciami. Chciałbym zaprojektować rozwiązanie, w których by zrobić to wszystko, nie będę potrzebował tej całej złożonej struktury: oddzielnych programów czy przeglądarki internetowej – wskazywał.
Microsoft potrzebuje takiej rewolucyjnej zmiany. Jednak mało prawdopodobne jest, by mógł ją przeprowadzić Ballmer – gaduła niecieszący się w branży technologicznej przesadnym poważaniem.
W 2007 r. stwierdził na przykład, że pomysł stworzenia telefonu z klawiaturą wyświetlaną na ekranie (chodziło o iPhone) jest bezsensowny.
Z Nokią przeciw Apple
Bill Gates musi doskonale rozumieć zachodzące w branży zmiany. Z pozycji mentora i patrona firmy przypatruje się, jak Microsoft bardzo się stara, desperacko próbując zdobyć pozycję na rynku komórek, tabletów i wszelkich urządzeń mobilnych, jakie mogą się jeszcze pojawić.
Tutaj Gates nie ma czym się pochwalić. Inaczej niż w przypadku komputerów osobistych, pod kontrolą systemu Windows pracuje zaledwie 2 proc. komórek na świecie.
Konsumenci i firmy wybierają iPhone'y i Blackberry, mimo że jeszcze niecałą dekadę temu to palmtopy takich firm jak HP czy Palm z mobilnym Windowsem na pokładzie były korporacyjnym standardem, a udział systemu Microsoftu w rynku mobilnych systemów operacyjnych przekraczał 10 proc.
Sytuacja może się zmienić wskutek ogłoszonego właśnie prestiżowego mariażu z fińską Nokią, który na pewno zapalił nawet nie jedno, a kilka ostrzegawczych świateł w Cupertino, kalifornijskiej siedzibie Apple'a. Porozumienie obu firm próbował wykpić Vic Gundotra, wiceprezes Google'a, pisząc w serwisie Twitter, że „z połączenia dwóch indyków nie powstanie orzeł".
Mimo to Steve Jobs musi się liczyć z połączeniem sił przez największego na świecie producenta komórek i lidera oprogramowania. Dzięki deklaracji Nokii, że odłoży z czasem na półkę swój przestarzały system operacyjny Symbian i w topowych telefonach zacznie instalować Windows, Microsoft z dnia na dzień wzmocnił pozycję wobec Apple'a.
Nokia dysponuje bowiem siecią sprzedaży w niemal każdym kraju świata. To z kolei może otworzyć przed mobilnym Windowsem rynki, do których nigdy nie dotrą produkty Apple'a z ich wyśrubowanymi cenami.
Jednak decyzja o współpracy, która, jak się wydaje, nie mogła zapaść bez udziału Billa Gatesa, może się też okazać kosztowną pomyłką. Umowa z Nokią zakłada bowiem, jak ujawnił prezes Nokii Stephen Elop, „miliardowe" inwestycje ze strony Microsoftu.
Jedno jest pewne. Steve Jobs i Bill Gates już dziś są legendami biznesu, a ich droga do sukcesu została opisana w niezliczonych książkach, analizach i podręcznikach zarządzania.
Przed nami finał rywalizacji, w którym okaże się, który z obranych przez nich modeli – zachowawczy Microsoftu czy ofensywny Apple'a – zapewni firmie przetrwanie w rzeczywistości, w której technologiczne trendy zmieniają się co kilkanaście miesięcy.
 
Rozdrobniona konkurencja
Jeśli przeciętny, niezwiązany z branżą technologiczną, użytkownik kiedykolwiek natknął się na komputer z systemem innym niż Windows lub Mac OS, może mówić o sporym szczęściu. Największym konkurentem systemów stworzonych przez firmy Billa Gatesa i Steve'a Jobsa jest Linux. Rodzinę tych otwartych i darmowych systemów operacyjnych zapoczątkował Fin Linus Torvalds, który chciał stworzyć alternatywę dla komercyjnych produktów.
Możliwość dowolnego modyfikowania Linuksa sprawiła, że pokochały go korporacje tworzące własne wersje systemu na swoje serwery. Swoboda ingerencji w system sprawiła także, że Linux nie może zaistnieć na rynku konsumenckim, bo istnieje co najmniej jego kilkadziesiąt wersji (zwanych dystrybucjami).
Inne systemy operacyjne kryjące się w miniaturowej wobec dominacji Microsoftu, a nawet drugiego w kolejności, znacznie mniejszego udziału Apple'a, kategorii „inne" to przede wszystkim specjalistyczne produkty, takie jak Oracle Solaris czy Open Solaris.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA