fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2011

Napieralski chce zaliczyć udział w rządzie

Lider SLD chce mieć odfajkowany udział w rządzeniu bez względu na cenę, jaką Sojusz może zapłacić za wejście do rządu w trudnych czasach
W SLD zapanowało przekonanie graniczące z pewnością, że po tegorocznych wyborach parlamentarnych partia wejdzie do rządu. Dla Grzegorza Napieralskiego i grona jego współpracowników to kwestia ambicjonalna. Do tej pory nie mieli okazji sprawować władzy, w odróżnieniu od wielu starszych działaczy swojej partii, którzy byli ministrami, wiceministrami, a nawet premierami.
Z całą pewnością Napieralski ma z tego powodu pewne kompleksy. Tym bardziej że nie jest już taki młody, żeby mógł spokojnie mówić: mam czas. W tym roku skończy 37 lat. Waldemar Pawlak po raz pierwszy został premierem w wieku 33 lat, a po raz drugi, gdy miał 34 lata. Wojciech Olejniczak, poprzedni lider Sojuszu, wszedł do rządu Leszka Millera na stanowisko ministra rolnictwa, mając lat 29.
Tymczasem SLD, mimo różnych zabiegów, nie jest w stanie pokonać magicznej bariery 2 mln wyborców. Napieralski ciągle więc czeka na swoją szansę, a lata lecą. Nic dziwnego, że postawił sobie za cel wejście do rządu najszybciej, jak się da – wszystko jedno, czy będzie to rząd Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny czy Jarosława Kaczyńskiego.
– Widać wyraźnie, że Grzegorz postanowił zachowywać równy dystans wobec wszystkich, żeby nie zniszczyć sobie ewentualnej szansy na współrządzenie – mówi polityk Sojuszu. Rzeczywiście w SLD od dawna nikt już nie wspomina o tym, że śmierć Barbary Blidy mogłaby być przeszkodą do ewentualnego współrządzenia z PiS. W każdym razie u Napieralskiego nie widać wstrętu wobec takiego rozwiązania.
Lider SLD nie ma też już za złe Schetynie, że nazwał go handlarzem politycznym. Ani nie ma żalu do Tuska za to, że nie zgodził się na finansowanie mediów publicznych z budżetu, co doprowadziło do zerwania uzgodnień w sprawie ustawy medialnej. – I to jest podejście słuszne, bo pragmatyczne – mówią działacze partyjni.
Sam Napieralski z jednej strony podkręca nastroje, deklarując, że gotów jest zostać premierem, bo celem każdej partii jest sprawowanie władzy. Z drugiej strony zaleca działaczom, by powściągnęli apetyty na ewentualne stanowiska. Być może robi to w obawie przed ośmieszeniem, gdyby przyszła koalicja rządząca nie doszła do skutku.
Wczoraj Napieralski wspomniał w RMF FM o rządzie fachowców. Pytany o ewentualne współrządzenie mówił: „o koalicjach rozmawia się zawsze po wyborach i jestem daleki od spekulacji, jak te rządy będą wyglądały. Może przy tych wszystkich napięciach, tym wszystkim, co się dzieje, warto pomyśleć o rządzie fachowców”.
Czy rzeczywiście Grzegorz Napieralski bierze takie rozwiązanie pod uwagę? – Wcale by mnie to nie zdziwiło – mówi jeden z polityków Sojuszu. – Czekają nas lata trudnych reform. Dlatego niewykluczone, że pojawi się koncepcja oddania najtrudniejszych resortów fachowcom niezwiązanym z żadną partią, żeby zaprowadzili porządki np. w finansach publicznych. Politycy zaś będą się bawili w takich resortach, jak MSWiA, MON czy ochrona środowiska, gdzie dużych szkód nie narobią.
Problem w tym, że nie widać, żeby Napieralski chciał zrobić coś konkretnego w rządzie. Zależy mu po prostu, by mieć odfajkowane sprawowanie władzy, a co będzie później, już go nie obchodzi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA