Prof. Tomasz Pawłuszko, analityk Instytutu Nowej Europy, przekonuje, że czas na redefinicję projektu, który z „laboratorium wpływu” może stać się nowym centrum decyzyjnym kontynentu.

Reklama
Reklama

Początki Trójmorza były próbą znalezienia nowej tożsamości dla krajów, które po wejściu do NATO i UE potrzebowały wspólnego mianownika. Jak zauważa prof. Pawłuszko, największym sukcesem było to, że przywódcy regionu w ogóle „zaczęli ze sobą rozmawiać”, tworząc platformę do uzgadniania interesów przed najważniejszymi szczytami w Brukseli. Inicjatywa stała się politycznym parasolem, pod którym projekty infrastrukturalne, dotąd traktowane po macoszemu, zyskały priorytet i finansowanie.

Czytaj więcej

Polskie porty offshore przyspieszą rozwój komponentu krajowego

Betonowy fundament, czyli co faktycznie udało się zbudować

Ostatnie lata to przede wszystkim nadrabianie cywilizacyjnych zaległości. Dzięki politycznemu wsparciu Inicjatywy, trasy takie jak Via Carpatia czy Rail Baltica przestały być tylko kreskami na papierze. Te inwestycje stały się „świetnym wehikułem finansowym”, wykorzystującym unijne fundusze spójności do zszywania regionów, które przez dekady były niedoinwestowane. Sukcesem jest również bezpieczeństwo energetyczne – sieć gazociągów i interkonektorów okazała się bezcenna w obliczu wojny na Ukrainie. Równolegle region zaczął inwestować w cyfryzację, czego symbolem jest warte miliony dolarów centrum danych w Estonii, finansowane z Funduszu Trójmorza. Wszystko to sprawiło, że region przestał być postrzegany jedynie jako peryferia.

Czytaj więcej

Spektakularny awans. Port Gdańsk coraz wyżej w europejskim rankingu portów

Polska jako regionalny lider i laboratorium wpływów

Dla polskiej gospodarki Trójmorze to przede wszystkim szansa na wyjście z cienia zachodnich potęg. Prof. Pawłuszko podkreśla, że nasz region to „świetne laboratorium” do budowania skali, zanim polskie firmy ruszą na podbój globalnych rynków w Azji czy Afryce. Polska ma szansę stać się kluczowym hubem logistycznym i energetycznym, co w kontekście przyszłej odbudowy Ukrainy stawia nas w uprzywilejowanej pozycji. Budowanie silnej koalicji w tej części Europy to jedyna droga, by Warszawa mogła realnie „pozostać w G20” i nie dać się zepchnąć do roli starzejącej się montowni. Współpraca z sąsiadami pozwala nam występować w roli „dostawcy bezpieczeństwa”, co drastycznie podnosi naszą wartość w oczach globalnych partnerów, takich jak Stany Zjednoczone.

Czytaj więcej

Tankowce płacą miliony, by ominąć kolejki. Kanał Panamski na granicy wydolności

Biznesowe okno na świat i siła wspólnego głosu

Trójmorze to nie tylko rządy i dyplomacja, ale przede wszystkim tysiące firm, które dzięki forom biznesowym zyskują dostęp do kapitału i nowych technologii. Region jako całość ma dziś większe obroty handlowe z Niemcami niż Chiny, co daje nam potężne narzędzie nacisku w Brukseli. Jak zauważa ekspert, „więcej ugramy wspólnie niż sami”, zwłaszcza w obliczu nadchodzących negocjacji budżetowych UE na lata 2028-2034. Głos dwunastu państw, które wspólnie dbają o swoje interesy, jest trudny do zignorowania. To tutaj, na styku interesów lokalnych przedsiębiorców i globalnych inwestorów, wykuwa się nowa odporność regionu na kryzysy w łańcuchach dostaw.

Czytaj więcej

Rekord eksportu usług, sankcje na Rosję i napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie

Sekretariat i Bank Rozwoju: Kierunki nowej ery

Aby Inicjatywa nie straciła impetu, konieczne jest przejście od luźnej współpracy do konkretnych instytucji. Prof. Pawłuszko postuluje powstanie „wschodnioeuropejskiego Davos” – prestiżowego forum, które będzie nadawać ton debacie o przyszłości kontynentu. Kluczowym krokiem powinna być instytucjonalizacja, czyli powołanie stałego sekretariatu, który koordynowałby projekty między szczytami. Nowym silnikiem wzrostu mógłby stać się Bank Rozwoju Trójmorza, finansujący innowacje w obszarze obronności i zaawansowanej cyfryzacji. Region musi skupić się na budowaniu „odporności”, która stanie się naszym znakiem rozpoznawczym w niepewnych czasach. Przyszłość Trójmorza to nie tylko drogi, ale przede wszystkim wspólna strategia, która pozwoli nam przestać jedynie reagować na decyzje mocarstw i zacząć je samodzielnie kreować.