Wywiady i rozmowy

Intuicja rzadko mnie zawodzi

Dziś Leo Beenhakker ogłosi ostateczny skład kadry na mecz eliminacyjny z Kazachstanem (13 października) i towarzyski z Węgrami (17 października)
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Przerażacie mnie czasami: ten piłkarz jest zły, ten za słaby na kadrę. Ludzie! Oni wygrali z Portugalczykami, trochę szacunku! - mówi trener reprezentacji Polski, Leo Beenhakker
PIOTR NOWAK
Rz: Zamierza pan przedłużyć kontrakt z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, zanim zapadną rozstrzygnięcia w eliminacjach? Leo Beenhakker: Według aktualnej umowy, jeśli nie awansuję z drużyną na mistrzostwa Europy, odchodzę. Dostałem od prezesa Michała Listkiewicza propozycję, by o przedłużeniu porozmawiać już teraz. Jestem gotowy zostać do 2010 roku. Umowy dwuletnie są rozsądne, bo wiem, że sobie poradzę. W moim wieku nie można podpisywać pięcio- czy sześcioletnich kontraktów.
Ma pan konkurencyjne oferty? Tak, dostałem propozycje poprowadzenia dwóch innych reprezentacji. Najpierw jednak rozważę tę z Polski, bo chcę tu zostać. Wierzę w polskich piłkarzy, widzę u wielu młodych talent i możliwości. Nie mówię, że grają dobrze czy źle, ale że może z nich coś ciekawego wyrosnąć. Na przykład z Tomasza Zahorskiego? Wśród powołań na najbliższe mecze z Kazachstanem i Węgrami to wywołało najwięcej dyskusji. Różnica w poziomie meczów ligowych i reprezentacyjnych jest olbrzymia. Oglądam wielu świetnych piłkarzy ligowych i jestem przekonany, że nie zrobią już kolejnego kroku naprzód. Inni mogą grać słabiej, ale czuję, że stać ich na rozwój. Tak było z Gargułą, Bronowickim czy Błaszczykowskim. Teraz tak jest z Zahorskim, który jest dobry technicznie i może grać zarówno jako napastnik, jak i pomocnik. To nie Grzegorz Rasiak, świetny tylko w polu karnym, ani Paweł Brożek, który sam sobie okazji nie wypracuje. Zahorski jest trochę jak Maciej Żurawski. Mam takie przeczucie. Powołuje pan piłkarzy do reprezentacji, opierając się tylko na intuicji? Nie tylko, ale również. Zazwyczaj dobrze na tym wychodzę. W 2000 roku sprowadziłem do Ajaksu z Malmoe Zlatana Ibrahimovicia. Zapłaciliśmy za niego 7,5 mln euro. Nigdy nie wydałem tyle na nikogo innego. Czułem, że to będzie świetny zawodnik, a on przez pierwsze trzy miesiące w Ajaksie nie pokazał na boisku niczego. Wszyscy mnie krytykowali, że wyrzuciłem pieniądze w błoto, dopóki Zlatan nie zaczął strzelać gola za golem. Przed kupieniem Ibrahimovicia nawet nie widziałem go w meczu, tylko na treningu w Hiszpanii, gdzie zawsze przygotowują się do sezonu skandynawskie drużyny. Potem wszedłem do szatni i spojrzałem mu w oczy. Wystarczyło. Robi pan z siebie szarlatana. Czasami się mylę, ale osiem razy na dziesięć mam rację. Pudłowałem najczęściej dlatego, że piłkarz miał problemy osobiste. Z żoną albo z samym sobą. Wróćmy do powołań. Konrad Gołoś - za słaby na Wisłę Kraków, dobry na reprezentację. Nie był za słaby. Rozmawiałem o nim z Adamem Nawałką jeszcze w ubiegłym roku. To jest zawodnik, który ma przebłyski, potrafi fantastycznie podać. Chcę mu się przyjrzeć. Co do reszty, to jest jak za czasów Jerzego Engela - selekcja była prosta. Muszę utrzymywać grupę 16 - 18 zawodników, którzy tworzą podstawę kadry. Powołując za każdym razem ośmiu nowych, musiałbym zaczynać od zera. Młodzież trzeba wprowadzać powoli. Czytam komentarze, że powinienem powołać Marcina Zająca. Widziałem go w meczu z Polonią Warszawa i może to, co powiem, go zaboli, ale on ma już prawie 30 lat i grając na pozycji Błaszczykowskiego czy Łobodzińskiego, nie ma szans na powołanie. Ale Łobodzińskiego ciągnie pan za uszy. Czesław Michniewicz nie powiedział panu, że on jest za słaby nawet na Zagłębie? Powołuję go, bo jest świetnym piłkarzem i jeszcze nigdy się na nim nie zawiodłem. Na zgrupowaniach pracuje jak szalony, jest gotowy do gry nawet jako rezerwowy na ostatnie dziesięć minut. Nie wiem, dlaczego w Zagłębiu gra słabiej. Powiedziałem mu: "W lidze jesteś ostatnio jak piesek, który biega obok rywali i tylko szczeka. W reprezentacji masz gryźć". I on naprawdę gryzie. Pięciu z siedmiu napastników reprezentacji nie gra w swoich klubach albo nie strzela goli, a Artur Wichniarek ma już ich w Bundeslidze pięć. Dobry napastnik nie musi strzelać goli. Kiedyś miałem w Ajaksie Szweda Stefana Petterssona. Strzelił w sezonie tylko sześć goli i wszyscy go krytykowali, a dla mnie był najlepszy, bo grając przy nim, Dennis Bergkamp zdobył kilkanaście bramek. Tak samo jest teraz w reprezentacji. Nie potrzebuję Wichniarka, oglądałem go w ostatni weekend. Arminia przegrała 0:3, był zupełnie niewidoczny. Grupa, którą mam w kadrze, mnie nie zawodzi. Przerażacie mnie czasami. Jesteśmy na pierwszym miejscu w grupie i ciągle słyszę: ten jest zły, ten za słaby. Ludzie! Oni wygrali z Portugalią, oni zremisowali z nią na wyjeździe! Należy im się trochę szacunku! Za późno na eksperymenty? Marek Zieńczuk nieźle wypada w Wiśle Kraków, więc mam go powołać, a w domu zostawić Ebiego Smolarka albo Jacka Krzynówka? Krzynówek gra fantastycznie, a Ebi... Z nim jest tak, że ja nie wiem, jak zagra w następnym meczu, on nie wie, jak zagra, ale nie wiedzą też rywale. I to jego największa zaleta. Tak pan chwali tę reprezentację, a z ostatnich pięciu spotkań wygrała tylko jedno. Może nie jest tak różowo, a pan po prostu jest szczęściarzem? Jestem. Kocham życie, mam wokół siebie kilka osób, które mnie kochają, jestem zdrowy i trenuję świetnych piłkarzy. Zgadzam się, że ostatnie mecze eliminacyjne przy mniej korzystnych wynikach naszych rywali byłyby katastrofą. Ale jednak nasi konkurenci też nie potrafili odnosić samych zwycięstw, bo dziś wygrać z kimkolwiek jest bardzo trudno. Rozmawiałem o tym z Luizem Felipem Scolarim. Powiedział mi, że nikt nie widzi, jak dobra jest reprezentacja Armenii, jak trudno pokonać Finlandię... Choć nasz mecz w Helsinkach był dla mnie rozczarowaniem. Pięciu, sześciu piłkarzy zagrało znacznie poniżej normalnego poziomu. Padło już w tej rozmowie nazwisko Jerzego Engela. Po porażce z Armenią bardzo się pan na niego gniewał za krytykę reprezentacji w studiu telewizyjnym. Podobno od niedawna jesteście przyjaciółmi? Zatrudnia mnie PZPN i zakładam, że wszyscy jego pracownicy mają taki sam cel jak ja. Potrafię rozdzielić prywatne żale od spotkań zawodowych. Wiele razy w życiu pracowałem z ludźmi, z którymi nie chodziłem na drinki ani kawę. Z Engelem nie mam żadnego problemu, ale na Wigilię bym go raczej nie zaprosił. Podczas niedawnego spotkania z polskimi trenerami wszyscy powiedzieli, co im leży na sercu? Nie mam pretensji, gdy trener krytykuje trenera, ale za zamkniętymi drzwiami, a nie na pierwszych stronach gazet czy w telewizji. Obie strony czuły się dziwnie, bo do takiego spotkania powinno dojść rok temu. Straciliśmy 12 miesięcy, mimo że każdy z nas wie, iż nie zmieni piłki na własną rękę. Polski futbol nie jest Engela, Piechniczka czy Beenhakkera. Wszyscy siebie potrzebują. Bądźmy rozsądni. W czasie mistrzostw świata w Niemczech Polacy mieli napisane na reprezentacyjnym autobusie: "Waleczni i niebezpieczni". Może na Euro w Austrii i Szwajcarii powinni właśnie przygotować napis: "Bądźmy rozsądni". To chyba pana ulubione motto. Ciągle jeszcze musimy pokonać Kazachstan i Belgię, a nie jest to tak łatwe, jak wszyscy myślą. Oglądałem ostatnio, jak z Kazachstanem męczyły się Belgia i Portugalia. Za dwa tygodnie będziemy już dużo mądrzejsi. My rozegramy w tym czasie jeden mecz eliminacyjny, ale nasi rywale po dwa, i sytuacja w tabeli powinna być dużo klarowniejsza. A zatem - bądźmy rozsądni i nie rozmawiajmy jeszcze o napisach na autobusie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL