fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Dziennikarz kontra historyk IPN

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Dziennikarz Jan Fijor wytoczył sprawę karną historykowi, który zbadał jego teczkę i napisał, że współpracował z SB
Dr Daniel Wicenty z Biura Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku zbadał teczkę Jana Fijora w ramach swoich obowiązków. Znalazł w niej dowody na jego współpracę z SB. Teraz Fijor zarzuca mu zniesławienie. Prywatny akt oskarżenia przeciwko pracownikowi IPN to precedens.
Sprawą zajął się wczoraj Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli. Dziś zdecyduje: prowadzić ją czy umorzyć. – To była zemsta – mówił Jan Fijor w sądzie.
– Napisałem prawdę. Teczka była dobrze zachowana, a materiały w niej zawarte nie pozostawiają wątpliwości co do faktu współpracy Jana Fijora z SB – powiedział „Rz” historyk.
W grudniu 2007 r. w „Biuletynie” IPN poświęconym rozpracowywaniu przez Służbę Bezpieczeństwa środowiska dziennikarskiego ukazał się artykuł Wicentego „Pospolita twarz SB: Przypadek TW »Berety«”.
Jan Fijor, dziennikarz (dziś również wydawca i biznesmen), został w nim przedstawiony jako tajny współpracownik peerelowskiej bezpieki.
Z publikacji wynika, że SB pozyskała go w styczniu 1982 r., gdy był dziennikarzem pisma „Zorza”. – Chodziło o dostarczanie informacji o środowisku dziennikarzy i o tym, co dzieje się w redakcjach związanych z PAX, w których TW „Bereta” wtedy pracował – wyjaśnia „Rz” dr Wicenty. W „Biuletynie” zaznaczył, że zachowała się teczka pracy Fijora i jego własnoręczne zobowiązanie do współpracy.
[wyimek]To próba zastraszenia innych badaczy IPN - Rafał Rogalski obrońca historyka[/wyimek]
Po spotkaniach z „Beretą” esbek sporządzał raporty. Opisywał to, co przekazał mu tajny współpracownik – wynika z artykułu. – „Bereta” przekazywał m.in. informacje wskazujące na stan psychiczny konkretnych dziennikarzy. O jednym z nich oficer SB – po rozmowie z TW – napisał, że „chodzi sfrustrowany”. To furtka, przez którą SB mogła później werbować tego człowieka lub wywierać na niego nacisk – uważa dr Wicenty.
„Bereta” nie był zbyt cenny i SB dość szybko z niego zrezygnowała. – Uznano, że TW odnosi więcej korzyści niż Służba Bezpieczeństwa – zaznacza historyk. I dodaje, że chodziło m.in. o ułatwienie przejścia do nowej redakcji i wyjazdów zagranicznych oraz o paszport.
Jan Fijor poczuł się zniesławiony artykułem. Skierował do sądu prywatny akt oskarżenia. Napisał w nim, że Wicenty „złośliwie” pomówił go o takie postępowanie, co poniżyło go w opinii publicznej i naraziło na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu dziennikarza. Fijor uważa, że artykuł był „zemstą polityczną” i „odwetem” za jego książkę „Jak zostałem milionerem” i „przywiązanie do wartości liberalnych w gospodarce” – wynika z aktu oskarżenia. Twierdzi w nim, że historyk nie miał dostępu do jego teczki i wytyka, że się z nim nie skontaktował.
– Nie podpisałem żadnego zobowiązania do współpracy. Napisałem, że posiadam pseudonim Bereta, a nie że go przyjmuję. Od 1977 r. posługuję się pseudonimami Jan Bereta i Anna Bereta – mówi „Rz” Fijor. Uważa, że nie było żadnego powodu, by IPN go lustrował.
Daniel Wicenty mówi „Rz”, że zbadał przeszłość Fijora, bo interesował się rozpracowywaniem dziennikarzy przez SB, ale też dostał polecenie służbowe, by tym się zająć. – Przeczytałem teczkę Jana Fijora, mój ówczesny przełożony Sławomir Cenckiewicz udostępnił mi jej kserokopię – podkreśla.
Z dokumentów wynika, że dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN (był nim wtedy dr Jan Żaryn) potwierdził, iż w 2006 r. zgodził się na prowadzenie projektu badawczego „Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk twórczych, naukowców i dziennikarzy”, w ramach którego historyk analizował akta. – Nie dostałem pomocy prawnej, chociaż dr Cenckiewicz usilnie o to zabiegał – mówi „Rz” dr Wicenty. Biuro prawne IPN uznało, że skoro to prywatny akt oskarżenia, historyk o adwokata musi się starać sam.
Mecenas Rafał Rogalski, który broni Wicentego, mówi „Rz”: – Mój klient działał legalnie, zgodnie z ustawą o IPN, i rzetelnie zbadał teczkę TW „Berety”. Skierowanie prywatnego aktu oskarżenia przeciwko historykowi IPN, który wykonywał czynności służbowe, jest absurdalne. To próba zastraszenia innych badaczy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA