fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Energetyczny most z Rosją

Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Polska zgodziła się na analizy projektu mostu energetycznego Kaliningrad – Olsztyn. Rosja chce nim słać energię z nowej elektrowni atomowej, konkurencyjnej wobec litewskiej. Czy to początek energetycznej współpracy z Rosją?
Ruszyły prace związane z budową gigantycznej linii energetycznej z rosyjskiej enklawy do Polski, dowiedziała się „Rz”. Może to oznaczać przełom w relacjach gospodarczych obu krajów, zwłaszcza w energetyce. Do tej pory bowiem polskie władze próbowały raczej uniezależnić się od dostaw surowców z Rosji – zwłaszcza gazu, a o imporcie energii w ogóle nie było mowy.
Na początek grupa ekspertów z obu krajów (m.in. z Polskiej Grupy Energetycznej) oceni, czy warto taką inwestycję przygotować. Jest ona Rosjanom szczególnie potrzebna. – Nasi wschodni sąsiedzi przygotowują elektrownię atomową w Kaliningradzie, która ma sens, tylko gdy powstanie most energetyczny z Polską – mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. Z naszych informacji wynika, że o budowie linii rozmawiali wicepremierzy Polski i Rosji Waldemar Pawlak i Igor Sieczyn w Warszawie przy okazji podpisania porozumienia gazowego kilka tygodni temu. Wicepremier Sieczyn zachęcał polskie firmy do udziału w projekcie kaliningradzkiej elektrowni.
Za główne sieci energetyczne w kraju odpowiada państwowa firma PSE Operator, nadzorowana przez ministra gospodarki, i to jej szefowie rozmawiali z rosyjskim koncernem Inter RAO o wspólnych analizach. – Byłoby grzechem zaniedbania, gdybyśmy nie wykonali analiz tej linii – mówi prezes PSE Operator Henryk Majchrzak. Wcześniejsze opracowania „były ogólnikowe” – tak jak przyznaje, a nowe mają być konkretne, więc potrwają około roku.
Formalnie budowa linii nie jest więc przesądzona, a na realizację potrzeba ok. siedmiu lat i dużych pieniędzy – co najmniej kilkaset milionów złotych. Jednak już sam fakt wspólnych analiz jest dla Rosjan ważny. Budowa elektrowni atomowej w Kaliningradzie jest kontrowersyjna. Ma być konkurencją dla litewskiego projektu atomowego – elektrowni w Visaginas (na miejsce zamkniętej rok temu Ignaliny). Dzięki niej Litwini znów staliby się eksporterami energii – m.in. do krajów nadbałtyckich, a od roku – jak one – są uzależnieni od dostaw z Rosji.
Władze w Wilnie są bliskie wyboru dostawcy technologii. Kilka dni temu premier Andrius Kubilius w wywiadzie radiowym oskarżył przedstawicieli Kremla, że w czasie zagranicznych wizyt zniechęcają potencjalnych inwestorów do projektu Visaginas. Cel inwestycji w Kaliningradzie jest oczywisty – będzie nastawiona na eksport na Litwę, Łotwę i do Estonii oraz Polski i Białorusi. Mówił o tym niedawno prezydentowi Rosji szef Inter RAO Borys Kowalczuk.
Teraz trwają prace przygotowawcze, a faktycznie budowa elektrowni ma ruszyć w kwietniu 2011 r. Pierwszy z bloków o mocy 1150 MW powinien być gotowy w połowie 2016 r., drugi – dwa lata później. Dlatego połączenie z Polską i jak najszybsze decyzje o jego realizacji dla Rosjan mają tak duże znaczenie.
Linia energetyczna do Litwy jest priorytetową inwestycją Unii Europejskiej i przez nią dofinansowaną.
Eksperci wątpią, by Bruksela chciała przekazać jakieś fundusze na połączenie energetyczne, które ma służyć w praktyce do eksportu energii z rosyjskiej elektrowni atomowej. Skoro jesteśmy w Unii, to powinniśmy przede wszystkim uzgodnić z nią, jak taka inwestycja wpisuje się we wspólną politykę energetyczną, twierdzi prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej. Dodaje, że można mieć w związku z tym duże wątpliwości.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=a.lakoma@rp.pl]a.lakoma@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA