fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Żydów mordowali Niemcy, a nie naziści

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Czytając o nazistach czy faszystach, młodzi Żydzi dochodzą do wniosku, że to nie Niemcy odpowiadają za Holokaust. Że owi „naziści” to Polacy – twierdzi przedstawiciel Towarzystwa Przyjaźni Izrael – Polska
[b]Rz: To nie jest pana pierwsza podróż do Polski.[/b]
[b]Adam Aptowicz:[/b] Do Polski przyjeżdżam regularnie od kilku lat. Obecna wizyta jest podsumowaniem mojej działalności. Objechałem szereg miast i wsi w obecnych granicach Rzeczypospolitej, ale również na terenach należących do Polski przed wojną – na Białorusi, Litwie i Ukrainie. Zbierałem materiał o niemieckich zbrodniach popełnionych na Żydach podczas II wojny światowej. Badałem, w jaki sposób ofiary tych zbrodni zostały upamiętnione. Oglądałem pomniki, głazy pamięci, tablice.
[b]I do jakich wniosków pan doszedł?[/b]
Nadal w wielu miejscach brakuje upamiętnień. A tam gdzie są, napisy znajdujące się na obeliskach często nie wyrażają prawdy historycznej. Jako sprawców nie wymienia się tam Niemców, ale „faszystów”, „nazistów” czy „hitlerowców”. A to nie jest to samo. Faszyści byli bowiem we Włoszech i nie byli ludobójcami, a zaledwie niewielki procent okupantów należał do NSDAP. Nie wszyscy okupanci byli nazistami, natomiast wszyscy okupanci byli Niemcami.
[b]Te tablice, z których wiele pochodzi jeszcze z PRL, należy wymienić?[/b]
Tak. Zwróciłem się do władz lokalnych, żeby przygotować upamiętnienia, które w precyzyjny sposób odzwierciedlałyby prawdę historyczną. Uważamy, że powinny one powstać nie na obrzeżach miast, ale w centrach. Najlepiej w miejscu, gdzie znajdowała się główna synagoga przedwojennej żydowskiej społeczności. Świątynie te są bowiem symbolem nie tylko tych ludzi, których już nie ma, ale również niemieckich zbrodni. Bo Niemcy wszędzie ludobójstwo zaczynali od bogobójstwa. Zanim palili ludzi, palili ich synagogi.
[b]Jak powinien brzmieć poprawny napis?[/b]
Zaproponowaliśmy konkretny tekst: „W tym miejscu znajdowała się synagoga żydowska zbezczeszczona i zdemolowana/spalona przez niemieckich okupantów w latach wojny światowej 1939 – 1945. Pamięci (w tym miejscu powinna zostać umieszczona liczba zabitych) Żydów z (tu powinno się umieścić nazwę danej miejscowości i okolicy) zgładzonych przez niemieckich ludobójców”.
[b]Mam wrażenie, że umieszczenie podobnych napisów byłoby także w interesie Polski.[/b]
Oczywiście. Tu chodzi o prawdę historyczną i godne upamiętnienie ofiar, ale zyska na tym także Rzeczpospolita. Do miejsc, w których dokonał się Holokaust, przyjeżdża wielu obcokrajowców. Wycieczki młodzieży z Izraela, ale także ludzie ze Stanów Zjednoczonych czy Europy Zachodniej.
I często nie znajdują żadnego upamiętnienia albo znajdują fałszywe. Czytając o „nazistach” czy „faszystach”, młodzi ludzie dochodzą do wniosku, że to niekoniecznie Niemcy dokonali tej zbrodni. Że owi „naziści” rekrutowali się spośród Polaków.
[b]I jaka była reakcja lokalnych władz?[/b]
W przeważającej ilości wypadków znajduję pełne zrozumienie i gotowość do współpracy. Doszliśmy już nawet do pewnego porozumienia. Będziemy wysyłać specjalne formalne listy do prezydentów lub burmistrzów miast i będziemy wspólnie monitorować wykonanie poszczególnych projektów. To oczywiście trochę potrwa, ale jestem dobrej myśli.
[b]A na Białorusi czy Ukrainie?[/b]
Także przychylne. Co ciekawe, najłatwiej jest na Białorusi. Bo w tym kraju jeżeli góra wyda dyrektywę, to zostaje ona niezwłocznie wykonana. Projekty upamiętniania są więc tam realizowane znakomicie.
Paradoksalnie Białoruś pod tym względem może służyć za wzór. Na Ukrainie sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Na zachodzie, ze zrozumiałych względów, jest gorzej niż na wschodzie.
[b]Mówi pan świetnie po polsku. Urodził się pan w Polsce?[/b]
Tak. Pochodzę z Krakowa. Podczas okupacji moja rodzina została wymordowana przez niemieckich okupantów. Ocalał tylko ojciec, który bohatersko ocalił również mnie. Byliśmy w dziesięciu gettach i obozach koncentracyjnych i w każdym z nich było wiele sposobności, żeby ich nie przeżyć. To, że przeżyłem, było jak wygrana na loterii, miałem szansę jedną na tysiąc. Ale się udało.
[b]Jak potoczyło się pańskie życie po wojnie?[/b]
Wyzwolili nas Amerykanie w obozie w Buchenwaldzie. Po wojnie wróciliśmy do Polski, którą opuściliśmy pięć lat później w 1950 roku. Od tego czasu żyję w Izraelu. Dokładnie 60 lat.
[b]W domu rozmawia pan po polsku?[/b]
Niestety nie mam już z kim. Tata nie żyje. Cały czas interesuję się jednak tym, co dzieje się w Polsce. Czytam polskie książki i prasę, która teraz jest dostępna w Internecie. Często tu przyjeżdżam. Z zawodu jestem ekonomistą. Kiedy przeszedłem na emeryturę, postanowiłem poświęcić się upamiętnianiu tych, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja, i zginęli z rąk okupantów.
W taki sposób po wielu latach historia zatoczyła koło i wróciłem do Polski.
[i]Adam Aptowicz urodził się w 1933 roku w Krakowie. Po wojnie wyjechał do Izraela, gdzie pracował jako ekonomista. Po przejściu na emeryturę zajął się działalnością społeczną, przywracaniem więzi między polskimi Żydami mieszkającymi w Izrael a ich starą ojczyzną. Zasiada w zarządzie związku Żydów krakowskich, jest koordynatorem Towarzystwa Przyjaźni Izrael – Polska ds. upamiętniania zbrodni niemieckich[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA