fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Przekroczone granice podłości

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Czy pomiatanie zmarłymi, poniewieranie nieżyjącej głowy państwa dzień po wyborze następcy zachęca do szacunku wobec nowego prezydenta? – pyta publicysta i historyk
Wiceprzewodniczący Klubu PO, jeden z najbliższych politycznych przyjaciół prezydenta elekta, dzień po wyborach wezwał do sprawdzenia, czy poprzedni prezydent RP Lech Kaczyński był trzeźwy podczas tragicznego lotu do Katynia. Pytanie to – a raczej jednoznaczną sugestię – człowiek ten związał ze stwierdzeniem: Lech Kaczyński ma na rękach krew ofiar tragedii smoleńskiej (bo pił, spieszył się, był nadęty pychą i chciał za wszelką cenę, także za cenę życia swoich 95 współpasażerów, postawić na swoim). Wezwał także rodzinę prezydenta do przeproszenia rodzin pozostałych ofiar tragedii.
Jak pobrać krew od ofiary smoleńskiej katastrofy i sprawdzić alkomatem? Jak wiceprzewodniczący Klubu PO to sobie wyobraża? Może zastanówmy się nad tym – jak by to wyglądało? Może zastanówmy się także nad moralnym charakterem oskarżenia zmarłego tragicznie prezydenta o odpowiedzialność za śmierć własnej żony i 94 innych osób, w tym najbliższych przyjaciół. Odpowiedzialność związaną z sugerowanym nadużyciem alkoholu przed wizytą w Katyniu w 70. rocznicę tamtej zbrodni, którą prezydent Kaczyński czcił co rok z największym szacunkiem. Może warto się zastanowić nad moralnym wymiarem szczucia rodzin jednych ofiar katastrofy przeciw drugim? Może warto sobie wyobrazić, jak tego rodzaju oskarżenia odbiera chora matka zmarłego prezydenta, a także jego córka? Pomiatanie zmarłymi, poniewieranie nieżyjącej głowy państwa dzień po wyborze nowego symbolu Rzeczypospolitej – czy to zachęta do 500 dni spokoju? Do szacunku wobec nowego prezydenta?
Wszystkie granice podłości zostały przekroczone. Przekroczy je także każdy, kto zaprosi polityka PO, który pozwolił sobie na ten akt nieludzkiej nienawiści, do programu, na łamy gazety, każdy, kto podejmie z nim dyskusję. Przekroczy je partia, która utrzyma go choć jeden dzień na stanowisku wiceprzewodniczącego klubu i wojewódzkiego barona. Przekroczy je przede wszystkim nowy prezydent, jeśli choć raz jeszcze pokaże się publicznie z tym człowiekiem, jeśli dopuści go do swego otoczenia. Przekroczy je również Prawo i Sprawiedliwość, jeśli podejmie jakiekolwiek rozmowy z klubem, którego wiceprzewodniczącym pozostaje człowiek w taki sposób depczący pamięć zmarłego prezydenta. Żyjący mogą się bronić. O zmarłych nie musimy mówić tylko dobrze, ale pewnych granic w kłamstwie, w pomówieniu, w poniewieraniu zmarłym ciałem przekroczyć bezkarnie – nie tylko dla naszej polskiej wspólnoty politycznej, ale dla naszej wspólnoty międzyludzkiej po prostu – nie można. Jeśli Bronisław Komorowski pragnie nie tyle spokoju (bo istotą demokracji jest spór polityczny, debata), ile szacunku, jaki jego najwyższemu urzędowi się należy, a którego odmówiono tak nikczemnie jego poprzednikowi, musi zagwarantować choć minimum ochrony pamięci o Lechu Kaczyńskim. Uczciwej, nielukrowanej pamięci. Uczciwej – to znaczy jednak także wolnej od tej ostatecznej nikczemności, jakiej przykładem stały się słowa wiceprzewodniczącego Klubu PO. [i]Autor jest historykiem i publicystą, znawcą Rosji, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym dwumiesięcznika „Arcana”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA