fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Islamscy sojusznicy Izraela

Specjalne partnerstwo Turcji i Izraela to raczej przeszłość. Na zdjęciu: Ankara w czasie wizyty ministra obrony Ehuda Baraka 17 stycznia
AP
Wbrew pozorom państwo żydowskie nie znajduje się w stanie zimnej wojny z całym światem islamu
Wiele osób mogło być zaskoczonych, gdy Awigdor Lieberman – szef dyplomacji państwa żydowskiego – przybył w tym tygodniu z oficjalną wizytą do Azerbejdżanu. Państwa w 93 proc. zamieszkanego przez wyznawców Allaha. Lieberman został tam przyjęty z wszelkimi honorami, jak każdy inny zagraniczny polityk. Azerowie nie wypominali mu wcale „zbrodni popełnianych na Palestyńczykach“, zamiast tego zainteresowani byli izraelskimi technologiami oczy- szczania słonej wody.
Wbrew obiegowej opinii Izrael ma bowiem dobre stosunki z wieloma państwami muzułmańskimi, i to nawet w swoim najbliższym otoczeniu. Na przykład z Egiptem (traktat pokojowy z 1979 roku) i Jordanią (1994). Służby specjalne tego ostatniego kraju ściśle współpracują z Mossadem, zwalczając na Bliskim Wschodzie muzułmańskich ekstremistów.
– Nie ma się co łudzić. Zwykli obywatele tych krajów nas nie kochają, ale nasze rządy łączy wspólnota interesów. Wojna nikomu nie służy, osłabia obie strony – mówi „Rz“ izraelski politolog dr Max Singer. – To kwestia Realpolitik, ale również dowód na to, że Żydzi i Arabowie mogą obok siebie żyć jak normalni sąsiedzi.
[srodtytul]Między Turcją a Iranem[/srodtytul]
Do niedawna specjalne partnerstwo łączyło Izrael z Tur- cją. Państwem znajdującym się w bardzo podobnej sytuacji. Świeckim, demokratycznym i związanym z USA. Turkom, podobnie jak Izraelczykom, zależy na ograniczeniu wpływu państw arabskich na Bliskim Wschodzie. Ostatnio sojusz izraelsko-turecki zaczął jednak korodować.
– Niestety, Ankara coraz bardziej zbliża się do Teheranu. Wykonuje pod naszym adresem wrogie gesty. O specjalnym partnerstwie możemy już więc raczej mówić w czasie przeszłym – mówi „Rz“ izraelski profesor Efraim Inbar, autor książki „Przymierze izraelsko-tureckie“. Turcy zarzucają zaś Izraelczykom stosowanie zbyt brutalnych metod w walce z Hamasem.
Najgorsze stosunki Izrael ma z Iranem – próby pozyskania broni jądrowej przez ten kraj traktuje jako wielkie zagrożenie – i z Syrią. W przypadku Damaszku cały czas trwają jednak nieformalne negocjacje. I niewykluczone, że któregoś dnia Izraelczycy zaskoczą świat i również z Syrią zawrą pokój.
[srodtytul]Arabski bojkot[/srodtytul]
Nie sprawdziły się natomiast przewidywania, że gdy USA wprowadzą w Iraku i Afganistanie „przyjazne reżimy“, kraje te nawiążą stosunki dyplomatyczne z państwem żydowskim. Lojalność wobec Amerykanów okazała się słabsza niż muzułmańska solidarność. Zarówno Bagdad, jak i Kabul wykluczyły możliwość uznania Izraela.
Dołączyły tym samym do bojkotu państwa żydowskiego prowadzonego przez Ligę Arabską (m.in. Libia, Algieria, Arabia Saudyjska, Liban, Jemen i Sudan). Kraje te zapowiadają, że dopóki Izraelczycy nie przestaną uciskać Palestyńczyków, dopóty nie ma szans na uznanie ich państwa. W efekcie turyści, w których paszportach znajdują się izraelskie pieczątki, mają w państwach arabskich kłopoty.
Na międzynarodową pozycję Izraela poważnie wpłynęła operacja militarna w Strefie Gazy na przełomie 2008 i 2009 roku. Drastyczne zdjęcia z bombardowań, w których zginęło wiele kobiet i dzieci, obiegły cały świat islamu.
W efekcie stosunki z Izraelem zerwały Katar i Mauretania. Dyplomaci tego ostatniego kraju spakowali walizki, porzucili budynek ambasady i wyjechali z Tel Awiwu, nie informując nawet o tym izraelskich władz. Izraelscy dyplomaci pracujący w Mauretanii dostali zaś 48 godzin na opuszczenie kraju.
[srodtytul]Bez skrupułów[/srodtytul]
Operację w Gazie potępiła również Erytrea, ale nie zerwała stosunków z Izraelem. To afrykańskie państwo uznało Izrael zaraz po swoim powstaniu w 1993 roku, co spotkało się z potępieniem Ligi Arabskiej. Podobno Izraelczycy pomogli nawet Erytrejczykom podczas ich wojny z Jemenem o wyspy Hanisz w 1995 roku.
Skrupułów nie mają natomiast muzułmańskie byłe republiki sowieckie. A więc Azerbejdżan, który odwiedził właśnie Lieberman, oraz Turkmenistan, Kazachstan, Uzbekistan i Kirgizja. Relacje tych państw z Izraelem są znakomite. W dużej mierze dzieje się tak dzięki Żydom, którzy wyemigrowali z nich po rozpadzie ZSRR i do dziś utrzymują kontakty (także biznesowe) ze starymi ojczyznami.
Izrael bojkotują zaś państwa Azji Południowo-Wschodniej, z Pakistanem, Indonezją czy Bangladeszem na czele. – Wszystko zależy od ich rządów, strategicznych interesów i odmiany islamu. Wielu muzułmanów nie ma bowiem nic przeciwko Żydom. Każdy, kto uważa, że Izrael z założenia jest skazany na permanentny konflikt ze światem islamu, jest w grubym błędzie – podkreśla dr Singer.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA