fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Śnieg na wagę złota

Biało tylko w górze, czyli zimowy pejzaż Vancouver
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Jeśli jest luty, to będzie padać. Zawsze pada. Taki urok Vancouver i zimy nad Pacyfikiem
Główne biuro prasowe, moloch ze szkła i betonu, dopiero budzi się ze snu. Z godziny na godzinę będzie tu przybywać dziennikarzy. Dla wielu z nich Vancouver to stacja końcowa, dla innych tylko przesiadkowa. Tak jak dla Polaków, dla których najważniejsze jest Whistler. Tam, 140 km od Vancouver, o medale walczyć będą Justyna Kowalczyk, Adam Małysz i Tomasz Sikora.
I tam jest śnieg, którego brakuje gdzie indziej. W najbliższym dniach w Vancouver i okolicy nie będzie ataku zimy. Przeciwnie, ma być jeszcze cieplej i bardziej deszczowo. Od czwartku ma już padać codziennie. Jak długo, nikt nie wie. Whistler też ocieplenie nie ominie. W sobotę, gdy skoczkowie będą walczyć o medale, ma być plus 8 stopni i deszcz – na 70 procent, tak przewidują tutejsi meteorologowie.
[srodtytul]Biały transport[/srodtytul]
Pakistański taksówkarz pytany, czy coś się może zmienić, tylko się uśmiecha i mówi, że w lutym zawsze jest deszcz. Tylko dwa lata temu na krótko ścisnął mróz. O tej porze można tu robić letnią olimpiadę, nie zimową – żartuje. W mieście kwitną krokusy, jest wiosna. Ciepły front znad Oceanu Spokojnego sprawia, że Vancouver ma w lutym podobny klimat do np. paryskiego. Czyli śnieg tu bywa, ale na krótko.
Ten rok jest jednak wyjątkowo ciepły. Co to oznacza dla olimpijskich przygotowań, widać w telewizyjnych dziennikach i w gazetach. W niektórych miejscach jest zbyt ciepło nawet dla armatek produkujących sztuczny śnieg. Organizatorzy przenoszą więc biały ładunek z jednej góry na drugą za pomocą helikopterów i potężnych dźwigów. Ogromne ciężarówki wiozą go tam, gdzie jest szaro od błota, czasami z miejsc odległych nawet o 300 km.
Każdej godziny w śnieg idzie 10 tysięcy dolarów kanadyjskich. Najgorzej jest w okolicach Cypress Mountain, na obiektach snowboardu i narciarstwa dowolnego, bo to najbliżej miasta i Pacyfiku. Na otaczających Vancouver górach śnieg widać tylko blisko szczytów.
Przez tę wiosnę w mieście w ogóle nie czuje się, że już w piątek rozpoczynają się tu igrzyska. Dopiero, gdy autobus z lotniska zbliża się do centrum, widać wolontariuszy w niebieskich kurtkach. A obok nich dziewczyny w koszulkach z krótkim rękawem i kubkiem kawy w ręku. Wszyscy uśmiechnięci, przyjaźni, ale dopiero uczą się, jak pomóc tym, którzy przyjechali tu do pracy.
W Kanadzie nikt nie ma wątpliwości, że na tych igrzyskach najważniejszy będzie hokej. Przede wszystkim turniej mężczyzn. Ważniejszy nawet niż śnieg, którego nie ma.
Kto wygra? Mariusz Czerkawski, przed laty ceniony gracz NHL, dziś komentator TVP, mówi „Rz”, że w finale powinny się spotkać drużyny gospodarzy i Rosji. Z jednej strony znakomity Kanadyjczyk Sidney Crosby, z drugiej najskuteczniejszy strzelec NHL Aleksander Owieczkin. Ale Czerkawski twierdzi, że jednych i drugich mogą pogodzić Amerykanie. Mają znakomity zespół.
W kanadyjskiej prasie przypominają stare czasy, igrzyska 1980 roku w Lake Placid. To wtedy amerykańscy amatorzy pokonali w półfinale legendarną drużynę ze Związku Radzieckiego 4:3. To była prawdziwa sportowa wojna, walka dobra ze złem, kapitalizmu z komunizmem. I wielkie zwycięstwo młodych Amerykanów, które przeszło do historii jako „Cud w Lake Placid”.
[srodtytul]Chorąży Niedźwiedzki[/srodtytul]
– To było niewyobrażalne, że możemy pokonać Rosjan, a 48 godzin po tym meczu zjeść śniadanie w Białym Domu z prezydentem – wspomina ten sukces Mark Johnson, zdobywca dwóch goli. Dziś hokeiści z byłego ZSRR są największymi gwiazdami NHL, milionerami, którzy wspólnie z Kanadyjczykami i Amerykanami stanowią o sile tej ligi.
Wciąż nie wiadomo, kto w piątek zapali znicz olimpijski. Mówi się, że może legenda hokeja Wayne Gretzky, ale Kanada ma wielu sportowych bohaterów, więc ta kandydatura to nic pewnego. Chorążym naszej ekipy będzie 25-letni panczenista Konrad Niedźwiedzki. Adama Małysza, który z racji swych osiągnięć był naturalnym kandydatem, nie będzie na uroczystości otwarcia. Czterokrotny mistrz świata chce się dobrze wyspać przed sobotnim konkursem, co przy tej różnicy czasu (9 godzin) ma ogromne znaczenie.
Małysz przyleciał do Vancouver w poniedziałek po południu i pojechał do Whistler. Dziś odda tam pierwsze treningowe skoki. W przewodniku olimpijskim nie ma go wśród kandydatów do medali, jest tam duże zdjęcie Gregora Schlierenzauera, wielkiego faworyta na obu skoczniach, małej i dużej. Ale to tylko medalowe prognozy i nie muszą się sprawdzić. Co innego prognozy meteorologów.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=j.pindera@rp.pl]j.pindera@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA