fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Costner tańczący z gitarą

AP
Wielka gwiazda kina przyjeżdża do Polski. W zaskakującej dla nas roli: 20 marca zagra i zaśpiewa na czele amerykańskiego zespołu Modern West w gdyńskiej Hali Sportowo-Widowiskowej. W rozmowie z „Rz” ujawnia swoje muzyczne fascynacje
Kevin Costner unika mediów, bo nie lubi, gdy wtłaczają go w schemat celebryty. A mimo to zadzwonił do Polski, by porozmawiać o swojej muzycznej karierze. Zazwyczaj łączy nas z artystami rzecznik prasowy bądź pracownik wielkiego koncernu. Dlatego, gdy usłyszałem w słuchawce niski, spokojny głos, którym z ekranu przemawiał do mnie Robin Hood, Książę Złodziei i porucznik John Dunbar – teraz zaś dopytywał się, czy zastał Jacka Cieślaka – poczułem się jak w bajce Walta Disneya.
Przed rozpoczęciem wywiadu anglosaskie gwiazdy próbują wymówić nasze imiona i nazwiska. Najczęściej łamią sobie na nich język. Costner ma jednak słuch i dykcję idealną – poradził sobie świetnie. Zadowolony z gładkiego nawiązania kontaktu przedstawił się z radością:
– Jestem Kevin Costner. Co u ciebie?
Był późny wtorkowy wieczór. Powiedziałem, że w Warszawie panują egipskie ciemności, a na dworze jest minus 20 stopni!
– A u mnie, w Kalifornii, jest ciepły słoneczny poranek. Stoję przed domem i patrzę na ocean. Cudowny widok! – zachwycił się aktor.
[srodtytul]Kult singli[/srodtytul]
Słyszymy i czytamy, że gwiazdy kina uwielbiają muzykowanie.
Woody Allen zaczął grać na klarnecie, nim został aktorem. Od dawna wiadomo, że Bruce Willis uwielbia bębnić w perkusję.
Ale jeśli Costner wywoływał jakiekolwiek muzyczne skojarzenia – to wyłącznie z Whitney Houston i filmem „Bodyguard”. Zagrał jej ochroniarza, przeżywającego zawodowy dylemat: czy może mieć romans z artystką, którą osłania.
Wiadomość o estradowej karierze Kevina wywołuje u wszystkich zaskoczenie. Tymczasem debiutował w 2007 r. w prestiżowym muzycznym miejscu, jakim jest Nashville, a potem przyjechał do Europy, by promować debiutancką płytę „Untold Truths” (2008).
Jak wielu jego rówieśników, muzyczną przygodę rozpoczął od oglądania słynnego telewizyjnego programu „The Ed Sullivan Show”.
– Miałem może 12 lub 13 lat. Zobaczyłem Dianę Ross & The Supremes i natychmiast zostałem jej fanem – wspomina.
Wciąż żywy u Costnera zachwyt dokonaniami gwiazdy soul może dziwić, bo media podkreślają, że najbliższe jest mu country. Sam artysta temu zdecydowanie zaprzecza. Muzyka, jaką wykonuje, nosi w Stanach Zjednoczonych nazwę „americana”. Można w niej odnaleźć wpływy country i folku, ale ważne są mocne, rockowe brzmienie i czarny zaśpiew.
– Moje piosenki mają amerykańskie korzenie, ale naprawdę nie gram country. Przekonacie się o tym lepiej, gdy 1 marca wyjdzie moja druga płyta.
Pierwszą płytą długogrającą, jaką sam dostał, było „Youngblood” Carla Wilsona, eks-The Beach Boys.
– Ale nie albumy były nam w głowie. W szkole kupowało się pocztówki muzyczne. Kwitł kult singli. Pamiętaliśmy, co jest na stronie „A”, a co na „B”. Dla dzisiejszych nastolatków to chyba science fiction. Niestety, moje pokolenie również uległo magii nowych cyfrowych nośników – kompaktów i mp3. Pozbyłem się mojej winylowej kolekcji. Dziś uważam to za spory błąd.
[srodtytul]Droga przez prerię[/srodtytul]
Nasze wyobrażenia o Ameryce koncentrują się wokół wielkich metropolii. Tymczasem Costner wychowywał się w małej kalifornijskiej miejscowości Lynwood. Płyty i telewizja były jedyną szansą na kontakt ze światem show-biznesu.
– Dopiero kiedy byłem w college’u, poszedłem na pierwszy koncert. To był występ Eltona Johna. Wspaniały. Niezapomniany. Zdążyłem też zobaczyć The Beach Boys, Chicago, Jacksona Browne’a. Ale muzyka w latach 60. była zdecydowanie bogatsza. W Anglii królowali The Beatles i The Rolling Stones, a u nas The Doors. Mam szczęście, że zdążyłem być świadkiem tamtej muzycznej eksplozji.
W dzieciństwie Costner uczył się grać na pianinie i śpiewał w kościelnym chórze baptystów. Do piosenek powrócił w college’u.
– Chcieliśmy być aktorami, ale nasze rozmowy ciągle schodziły na muzykę. W końcu postanowiliśmy założyć zespół. Takich studenckich grup w Ameryce jest wiele. Czasami nic poza frajdą z takiego grania nie wynika. Ale i to jest w życiu ważne. Nazwaliśmy się The Roving Boys. Uczyliśmy się aktorstwa, a w wolnych chwilach graliśmy. Jestem dumny, że sami komponowaliśmy. Nie wykonywaliśmy żadnych coverów. Teraz też staram się trzymać tej zasady.
Costner gra podczas koncertu 15 – 16 kompozycji i najwyżej jedna jest przeróbką cudzego przeboju.
– Wszyscy wiedzą, że dziś modne są covery. W czasach, gdy każdy może nagrać płytę, stały się sposobem na sukces i przyciągnięcie uwagi. Postanowiłem postawić przed sobą trudniejsze zadanie: nagrać oryginalną płytę, zbudować z moich piosenek program półtoragodzinnego koncertu i zaśpiewać na żywo. Uważam, że jeśli ludzie przychodzą na mój występ, chcą usłyszeć i zobaczyć, jaki naprawdę jest Kevin Costner i co myśli o świecie.
[srodtytul]Muzą jest żona[/srodtytul]
Piosenki opowiadają o sprawach, które zajmują większość Amerykanów. – Na płycie „Untold Truths” zaśpiewałem „5 minutes to America” o tragedii wywołanej przez huragan Katrina. Byłem jej naocznym świadkiem. Kręciłem film w okolicy dotkniętej kataklizmem. Spotkałem setki ludzi, którzy stracili swoje domy. Nie mogłem o tym zapomnieć. „90 Miles a Hour” jest odpowiedzią na ciągle powtarzające się pytanie fanów, dlaczego zdecydowałem się występować na estradzie zamiast w kinie.
Gdyby ktoś nie wiedział, jak wielką gwiazdą jest Kevin Costner i znał go tylko z tekstów, mógłby pomyśleć, że stworzył je kierowca, który przemierza Stany Zjednoczone wszerz i wzdłuż, a oglądany przez niego codziennie pejzaż stanowi droga prowadząca przez prerię i małe miasteczka.
– Bierze się to stąd, że znam amerykańskie życie od podszewki. Chodziłem do zwykłej szkoły, a zanim zostałem aktorem, prowadziłem ciężarówkę. Pamiętam o swoich początkach. Nie zapominam, skąd pochodzę.
Muzyczna przygoda Costnera nabrała rozpędu pięć lat temu.
– Często grywałem w domu na pianinie. Żona zauważyła, że robię to z pasją. W końcu powiedziała, że jeśli lubię muzykować – powinienem zająć się tym bardziej serio. „Dlaczego nie pokażesz ludziom, co naprawdę lubisz robić? Przecież śpiewając, jesteś szczęśliwszy niż w swoich filmach!”. Długo się nie zastanawiałem, kupiłem gitarę i sam nauczyłem się na niej grać.
W zespole znalazło się dwóch kolegów z The Roving Boys – drugi gitarzysta John Coinman i basista Blair Forward. Najtrudniejsze było znalezienie nowej nazwy.
– Naprawdę nienawidzę takich deklaracji. Jestem już dorosły, a musiałem nadać sobie imię. Jednak trzeba było się przemóc. Chciałem podkreślić, że jestem z zachodu Ameryki, ale tak, by ludzie nie pomyśleli: „Aha, facet na pewno gra country”. Dlatego umieściłem w nazwie akcent bardziej nowoczesny.
[srodtytul]Dwa nowe filmy[/srodtytul]
Kiedy na YouTube ogląda się krótki film anonsujący nowe piosenki Costnera, można zobaczyć, jak do studia wbiega trzyletni synek Cayden Wyatt i przerywa jego wypowiedź. Miałem okazję przeżyć to na żywo. Dziecięcy głos zagłuszył tatę. Z oddali usłyszałem: „Kochanie, rozmawiam przez telefon. Poszukaj mamy. Jest w domu”.
– Bardzo cię przepraszam, ale moje rodzina towarzyszy mi nawet podczas wywiadów – tłumaczy Costner. – A Cayden jest jak piesek. Ciągle krąży wokół moich nóg.
Pytam Kevina, czy kiedykolwiek miał przyjemność grać z Bobem Dylanem czy Bruce’em Springsteenem.
– Osobiście? – zdziwił się lider The Modern West. – A skąd! Oczywiście śpiewam i gram ich piosenki, ale prawdę mówiąc, byłbym mocno skrępowany, znajdując się u ich boku na estradzie.
– A czy rozmawialiście o muzyce podczas kręcenia filmu „Bodyguard” z Whitney Houston?
– Nie. W ogóle nie było o tym mowy. I chciałbym, by wszyscy zrozumieli, że kiedy gram, nie kieruję się żądzą muzycznej sławy. Nie potrzebuję większej popularności od tej, jaką dało mi kino. Śpiewam wyłącznie dla satysfakcji. I cieszę się, że ją na estradzie osiągnąłem. Nigdy nie przypuszczałem, że będę mógł się pochwalić dwoma tournee. Tymczasem zagraliśmy w Europie 12 koncertów, nie zdążyłem wrócić do domu, a już mieliśmy 40 ofert na kolejne występy. Byłem mile zaskoczony.
O tym, że Costner jest zainteresowany głównie muzyką, przekonałem się, podpisując przed rozmową zobowiązanie: przyrzekłem nie pytać o życie prywatne gwiazdy, a kwestie związane z filmem poruszyć dopiero na koniec.
– W 2010 r. zaplanowałem dwa projekty – ujawnia aktor. – Niedługo zagram w komedii, którą będziemy kręcili we Włoszech. A w drugiej połowie roku wyreżyseruję film rozgrywający się w czasie II wojny światowej. Teraz jednak jestem podekscytowany, że odwiedzę po raz pierwszy Polskę. Nie wiem, czy ktoś przyjdzie na mój koncert. Ale ja będę na pewno. I jeśli na widowni znajdzie się choć jedna osoba – zagram dla niej naprawdę głośno!
[ramka]Kevin Costner (1955)
[b]aktor, reżyser, producent[/b]
Jest jedną z największych gwiazd amerykańskiego kina. „Tańczący z wilkami” (1990), jego debiut reżyserski zdobył 7 Oscarów. Sukces odniósł w „JFK”, „Robin Hoodzie, Księciu Złodziei”, „Bodyguardzie”. Wystąpił w „Silverado”, „Nietykalnych”, „Bez wyjścia”, „Wyatt Earp”. rozpoczął od przypadkowego spotkania z Richardem Burtonem.
Zapytał go, czy można zrobić filmową karierę, nie niszcząc życia prywatnego. Kiedy wyprodukowany przez niego „Wodny świat” z budżetem 180 mln dolarów zrobił klapę, wydawało się, że się nie podniesie. Ale jest równie twardy, jak grani przez niego bohaterowie.[/ramka]
Informacje o koncercie i biletach na:
[link=http://www.kontakt.gda.pl]www.kontakt.gda.pl[/link]
[link=http://www.ebilet.pl]www.ebilet.pl[/link]
[link=http://www.bart.sopot.pl]www.bart.sopot.pl[/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA