fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Klęski żywiołowe

Haiti, pogrążone w totalnym chaosie, błaga o pomoc

Reuters
Po kataklizmie rząd stracił kontrolę nad stolicą, zamienioną w jedno wielkie rumowisko i cmentarz tysięcy ludzi
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/419646.html]JAK POMÓC POSZKODOWANYM[/link][/b]
W efekcie wtorkowego kataklizmu poniosło śmierć 45 – 50 tysięcy ludzi – podał wczoraj Haitański Czerwony Krzyż, zastrzegając, że są to dane szacunkowe. Około trzech milionów osób zostało poszkodowanych – odniosły obrażenia lub straciły domy. Pomocy potrzebuje jedna trzecia Haitańczyków.
[wyimek][link=http://www.icrc.org/familylinks][b]Strona Czerwonego Krzyża[/b][/link][/wyimek]
[wyimek][link=http://www.rp.pl/temat/419442.html][b]Więcej o trzęsieniu ziemi[/b][/link][/wyimek]
Noc ze środy na czwartek większość mieszkańców stolicy Port-au- Prince spędziła w parkach. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi koczowało w alei Pola Marsowe, która zamieniła się w gigantyczny obóz uchodźców. W obawie przed wstrząsami wtórnymi Haitańczycy woleli trzymać się z dala od zabudowań. Mimo zmęczenia mało kto spał. Kobiety głośno modliły się za zmarłych i intonowały pieśni religijne.
Stolica zamieniła się w miasto umarłych. Większość ofiar pozostała tam, gdzie zastała je śmierć – w ruinach domów i w zwęglonych samochodach. Wśród zabitych i zaginionych są zarówno anonimowi Haitańczycy, jak i osobistości: szef misji ONZ, jego zastępca, arcybiskup Port-au-Prince, sędziowie, senatorzy, szefowie firm.
[srodtytul]Władze straciły głowę[/srodtytul]
Ciała, które bliscy lub sąsiedzi zdołali wydobyć własnymi siłami z ruin, zalegały na ulicach. Według lokalnej rozgłośni Radio Kiskeya przepełnione kostnice przestały przyjmować zwłoki. W tropikalnym klimacie Haiti rozkładające się w gruzach i na ulicach ciała oznaczają jedno – wybuch epidemii. Władze nie panują nad sytuacją. Z głównego więzienia w Port-au- Prince zbiegła grupa zatrzymanych. Część mieszkańców plądruje zniszczone domy.
Rząd nie był też w stanie zorganizować żadnej akcji ratunkowej. – Nic nie działa, nie ma wody, prądu, telefonów, jedzenia, potrzebujemy pomocy – słyszą na każdym kroku zagraniczni dziennikarze. Ciężarówki są wykorzystywane jako karetki pogotowia, którymi przewozi się rannych. Zamiast noszy ratownicy używają drzwi. Claudio Di Gregorio, chargé d’affaires Ambasady Argentyny w Warszawie, który wcześniej był na placówce w Port-au-Prince, zwraca uwagę, że już zanim doszło do tego nieszczęścia, Haiti miało poważne problemy z prądem i z łącznością.
– Większa część stolicy była skazana na trwające kilka godzin dziennie przerwy w dostawie prądu. Haitańczycy używają na ogół wyłącznie komórek. Do przywrócenia łączności konieczne jest więc jak najszybsze przywrócenie telefonii komórkowej – podkreśla. Dobrze się składa, że na Haiti działa misja ONZ.
– Będzie mogła przyjść ludności z pomocą. Skala zniszczeń jest jednak zbyt duża dla 7 tysięcy żołnierzy i 2 tysięcy policjantów – uważa Di Gregorio. Dyplomata, który dwa i pół roku mieszkał w Port-au-Prince, zwraca uwagę na ogromną skalę zniszczeń. – To, że poważnie ucierpiały znajdujący się blisko wybrzeża Pałac Prezydencki, koszary ONZ w części miasta, w której zaczynają się wzgórza, hotel Montana leżący u stóp wzgórz oraz szpital w dzielnicy Pétionville, położonej na drugim końcu miasta dowodzi, że zniszczenia dotknęły całego Port-au-Prince – przyznaje.
[srodtytul]Świat organizuje pomoc[/srodtytul]
Ranni w Port-au-Prince są opatrywani w dwóch szpitalach, które nie uległy zniszczeniu. Akcją kierują wolontariusze organizacji Lekarze bez Granic. W prowizorycznych klinikach polowych pod namiotami pomocy ofiarom udzielają lekarze z Kuby.
Generał Sławomir Petelicki, twórca i dowódca jednostki GROM, który w 1994 roku przywracał u boku Amerykanów demokrację na Haiti, ma nadzieję, że kataklizm zmieni los kraju. – Może świat przypomni sobie wreszcie o tym kraju zapomnianym przez Boga – mówi „Rz”.
Prezydent USA Barack Obama zapowiedział odblokowanie 100 mln dolarów na pomoc dla zrujnowanego Haiti. Będzie to największa akcja pomocowa w historii USA. Sekretarz stanu Hillary Clinton i sekretarz obrony Robert Gates odłożyli na później zagraniczne podróże, by zająć się koordynacją akcji.
Na polecenie premiera Donalda Tuska na Haiti poleci z Polski 63 ratowników wyposażonych w cztery tony specjalistycznego sprzętu oraz 12 psów. Jak podało MSW, jest to tak zwana ciężka grupa poszukiwawczo-ratownicza z certyfikatem ONZ. W jej skład wchodzą strażacy i ratownicy z Warszawy, Nowego Sącza, Łodzi, Gdańska i Poznania. Polecą do Port-au-Prince dziś rano, prawdopodobnie samolotem rządowym. Ministerstwo Obrony rozważa wysłanie części swoich zapasów żywnościowych.
– Nie ma wody. Nie ma nic. Ludzie umrą z pragnienia – ostrzegał na Haiti pomocnik lekarza Jimitre Coquillon.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA