Służby mundurowe

Biedaarmia i dziurawe buty pilotów

An-28 Bryza - taki samolot rozbił się w Gdyni
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Lotnicy sami kupują kurtki, sami też muszą się leczyć - alarmuje rzecznik praw obywatelskich
Raport pokontrolny rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego o lotnictwie Marynarki Wojennej odsłania wojskową groteskę: zawodzi prawie wszystko, począwszy od wyposażenia i szkolenia, skończywszy na warunkach socjalnych.
"Nieszczelne okna, przez które podczas opadów wlewa się woda, przeciekające i zagrzybione sufity oraz jeden pokój przypadający na dziesięciu pilotów – to warunki, w jakich codziennie pełnią swoją odpowiedzialną służbę"– czytamy w dokumencie. – To przypomina bardziej stalagi niż jednostkę wojskową – mówi "Rz" jeden z lotników.
[srodtytul]Po katastrofie[/srodtytul] Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej w Gdyni znalazła się w centrum zainteresowania opinii publicznej po katastrofie samolotu transportowego Bryza. W marcu tego roku maszyna rozbiła się na lotnisku w Babich Dołach. Zginęła czteroosobowa załoga. Jak ujawniła "Rz", jeden z pilotów od miesięcy prosił o przeniesienie do innej jednostki. Powód: stres i frustracja spowodowane niedostateczną liczbą lotów szkoleniowych. Przez cztery lata służby w gdyńskiej jednostce zaliczył zaledwie 200 godzin w powietrzu. Kłopoty lotnictwa dotyczą nie tylko Marynarki Wojennej. W marcu ujawniliśmy też treść analizy sporządzonej przez generała Anatola Czabana, szefa szkolenia Sił Powietrznych. Alarmował on swojego przełożonego generała Andrzeja Błasika, że na koniec 2008 roku żaden z pilotów tej formacji nie był przeszkolony w zakładanym wcześniej stopniu. A obecny rok może być jeszcze gorszy. Wyliczał, że brakuje fachowców, limity paliwa zaś są zbyt niskie. W maju minister obrony Bogdan Klich podpisał decyzję o zwiększeniu limitów paliwa na loty ćwiczebne o 20 tysięcy ton. Jak tłumaczył, ma to pozwolić na utrzymanie szkoleń na poziomie 72 proc. tego, co w roku 2008. [srodtytul]Pięć lat czekali na namioty[/srodtytul] Raport rzecznika praw obywatelskich odsłania więcej wstrząsających faktów o polskim wojsku. Wynika z niego, że od roku piloci z Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej w Gdyni nie mogą doczekać się na nowy faks czy baterie do laptopa. To zresztą niewielki problem w porównaniu z tym, że od dwóch lat dowódca bez rezultatu występuje o nowy sprzęt radiolokacyjny. Ten, na którym teraz pracują piloci, jest najstarszy w Polsce. Rzecznik ostrzega, że jeśli nie zostanie wymieniony, może zagrażać bezpieczeństwu pilotów. Lotnicy pięć lat musieli prosić, by kupiono namioty dla dyżurnej pary samolotów. Przez ten czas stały na płycie lotniska i niszczały. Janusz Kochanowski zwraca też uwagę na stan wojskowej służby zdrowia. Piloci zmuszeni są do leczenia we własnym zakresie, bo choć w jednostce są cztery etaty przewidziane dla lekarzy, pracuje tylko jeden specjalista – psychiatra. Według rzecznika jesteśmy jedynym krajem NATO, w którym piloci mają takie problemy. [srodtytul]Jeden rozmiar kombinezonów[/srodtytul] Lotnicy marynarki dostają kurtki, buty, okulary i kombinezony tak fatalnej jakości, że muszą je kupować sami. Mają prawo do przydziału pary butów raz na dwa lata, ale w rzeczywistości dostają je co trzeci rok. W dodatku obuwie jest tak fatalnej jakości, że zelówki odklejają się po kilku tygodniach. "Piloci za własne pieniądze kupują różne przedmioty potrzebne do wykonywania zadań służbowych. Jako przykład pokazali kurtki" – stwierdza rzecznik. Złej jakości są również kombinezony lotnicze. W dodatku do jednostek trafia tylko jeden ich rozmiar i tylko w kolorze pomarańczowym. Ten kolor jest zarezerwowany dla ratowników, piloci marynarki nie rozumieją więc, dlaczego dostali właśnie pomarańczowe stroje, choć całe Siły Powietrzne noszą szaroniebieskie. Zgodnie z regulaminem lotów piloci powinni mieć służbowe telefony komórkowe do wykorzystania w sytuacjach awaryjnych. Nic z tego. Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych do tej pory nie dostarczył ich do jednostki. [srodtytul]Malbork w częściach[/srodtytul] Rzecznik wizytował też 41. Eskadrę Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Jej piloci pełnią dyżury bojowe w całym kraju. Na 16 samolotów MiG29 w dniu wizyty sprawnych było 11. Rzecznik: "Aby utrzymać gotowość bojową jednostki, wymontowuje się części z innych samolotów znajdujących się w eskadrze". Część maszyn trafiła do jednostki z ZSRR, a część z Republiki Federalnej Niemiec. Te pierwsze są wyposażone w kamery rejestrujące pracę pilotów w kabinie. Okazuje się, że poradzieckie samoloty, które trafiły na przeglądy do Zakładów Lotniczych w Bydgoszczy, wróciły bez kamer. "Jest to dla zainteresowanych trudne do zrozumienia i zaakceptowania" – pisze rzecznik. W brygadzie wstrzymano remonty samolotów i śmigłowców oraz zakup części zamiennych. Połowa maszyn jest przez to unieruchomiona. [srodtytul]Szkolenie dla dodatku[/srodtytul] Z Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie do jednostek lotnictwa marynarki wysyłani są nieprzeszkoleni absolwenci, którzy w powietrzu spędzili zaledwie 140 godzin – powinni dwa razy tyle. Dlatego dowódcy muszą im organizować indywidualne programy. Dopiero po ok. 2,5 roku służby mogą wykonywać loty na MiG29, pod warunkiem że program szkolenia jest prowadzony bez zakłóceń, a to często się nie zdarza. W marynarce piloci muszą wylatać 40 godzin, by uzyskać dodatek płacowy. Kontrolerzy zwracają więc uwagę, że przez to zamiast szkolenia z prawdziwego zdarzenia piloci starają się wylatać tylko minimum, by dostać dodatek."Wykonujący naloty oficerowie wykonują jedynie najprostsze ćwiczenia, nie podnosząc swoich kwalifikacji, ponieważ chodzi wyłącznie o osiągnięcie wyznaczonego czasu przebywania w powietrzu" – stwierdza rzecznik. Raport wskazuje też, że trudno zatrzymać w służbie doświadczonych pilotów. Lotnicy mają bowiem bardzo utrudnioną ścieżkę awansu. Taką możliwość ma np. dwóch na ośmiu kapitanów. Dowódcą w eskadrze w Malborku jest podpułkownik, zastępcą major. Żołnierze nie dostają też zwrotu pieniędzy za delegacje. Zlikwidowano dodatki dla nawigatorów. Z tego powodu z gdyńskiej brygady odeszło już 35 specjalistów. Dodatkowo ostatnie ograniczenia finansowe w MON spowodowały, że wstrzymano nabór do wojska. Brakuje więc kierowców. [srodtytul]MON nie powie[/srodtytul] – Adresatem pisma rzecznika jest minister obrony narodowej. Nie będziemy o nim rozmawiać, zanim nie wypowie się na ten temat minister Klich – mówi komandor porucznik Bartosz Zajda, szef Wydziału Prasowego Marynarki Wojennej. Rzecznik MON Robert Rochowicz przyznaje, że Sztab Generalny opracował już odpowiedź na pismo RPO. – Nie mogę jednak powiedzieć, jakie zmiany będą w Marynarce Wojennej, jeśli w ogóle będą. Minister nie zatwierdził jeszcze dokumentu. A nie będziemy rozmawiać z RPO za pośrednictwem mediów – ucina.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL