Wiadomości

Prokurator oskarża szefów o naciski

Objęcie stanowiska wiceszefa MSWiA przez Adama Rapackiego zbiegło się w czasie z początkiem nacisków na prokuratora Janusza Konieckiego
Fotorzepa, Krzysztof Łokaj Krzysztof Łokaj
Janusz Koniecki zeznał, że przełożeni nie chcieli, by stawiał zarzuty Adamowi Rapackiemu i Maciejowi Huni
Prokurator Janusz Koniecki w 2007 r. prowadził śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy służb (w związku z prowokacją wobec Artura Balazsa). Zarzuty chciał postawić dzisiejszemu wiceministrowi spraw wewnętrznych Adamowi Rapackiemu i dzisiejszemu szefowi Agencji Wywiadu Maciejowi Huni.
Ale – jak zeznał później w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu – przełożeni zaczęli na niego naciskać, by umorzył śledztwo. Gdy odmówił, odebrano mu postępowanie i poddano jego oraz wspierających go zwierzchników szykanom. [srodtytul]Kryptonim „Ziarno”[/srodtytul]
Korzenie tej sprawy sięgają czasów rządu Leszka Millera. Wtedy służby specjalne rozpoczęły akcję o kryptonimie „Ziarno” dotyczącą tzw. afery zbożowej. W jej toku aresztowano m.in. polskiego obywatela irackiego pochodzenia Hassana Al-Z., który do dziś jest jednym z największych potentatów na rynku zbożowym. Gdy ten znalazł się w areszcie, zaczęli go odwiedzać przedstawiciele służb specjalnych i namawiać, by obciążył zeznaniami jednego z najbardziej wpływowych polityków polskiej prawicy Artura Balazsa, właściciela wielkohektarowego gospodarstwa rolnego na wyspie Wolin. Al-Z. odmówił. – Przed tą aferą nigdy nie spotkałem Artura Balazsa. Nie prowadziliśmy też żadnych interesów – mówi „Rz”. Dziś Irakijczyk jest na wolności (śledztwo trwa nadal). Ma dozór. Wszystkie zarzuty, jakie dostał, oparte są na zeznaniach jednego człowieka – obywatela Litwy ściganego międzynarodowymi listami gończymi. Został złapany przez polskie służby, a po złożeniu zeznań obciążających Irakijczyka wypuszczono go z aresztu, ustanawiając mu jedynie dozór policyjny, którego nikt nie dopilnował. Gdzie dziś przebywa Litwin, nie wiadomo. Śledztwo w sprawie tzw. afery na rynku zbożowym nie doprowadziło do odkrycia najmniejszego nawet śladu związków Balazsa z nieprawidłowościami na rynku zbożowym. Prokuratorzy natomiast na podstawie zeznań świadków zaczęli podejrzewać, że akcja „Ziarno” mogła być prowokacją specsłużb wymierzoną w Balazsa. Wszczęli postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych – prowadził je właśnie Koniecki, wtedy prokurator w Prokuraturze Okręgowej w Jeleniej Górze. Balazs otrzymał w nim status poszkodowanego. To dało mu prawo udziału w przesłuchaniach świadków i podejrzanych. Balazs skwapliwie z niego korzystał, uczestnicząc aktywnie w większości czynności prokuratury. Ze śledztwa zaczął się wyłaniać wstrząsający obraz prowokacji zorganizowanej na szczytach służb specjalnych. Prokuratorzy odkryli, że aresztowanych w sprawie afery zbożowej bardzo często odwiedzali oficerowie służb specjalnych, z których część, idąc do aresztu, posługiwała się się sfałszowanymi legitymacjami innych służb niż te, które reprezentowali. Hassana Al-Z. w areszcie odwiedził też Mieczysław Wachowski, oferując pomoc w wyciągnięciu go z więzienia. [srodtytul]Mocodawcy z góry[/srodtytul] Kluczowe dla sprawy okazały się jednak zeznania ówczesnego wiceszefa Centralnego Biura Śledczego Wiesława Mądrzejowskiego. Początkowo występował on w tej sprawie jako świadek. Jednak prokurator Koniecki dość szybko zorientował się, że Mądrzejowski mógł być wykonawcą całej prowokacji. Postawił mu zarzuty. Mądrzejowski jako podejrzany zaczął zeznawać i wskazywać swoich mocodawców. Z jego zeznań wynikało, że inspiratorem wielu działań w tej sprawie był Rapacki, który w 2003 r. jako zastępca komendanta głównego policji nadzorował CBŚ. Inni świadkowie jako osobę mającą związek z prowokacją wskazali Macieja Hunię, który w tamtym czasie zajmował w ABW stanowisko szefa kontrwywiadu. W tej sytuacji Koniecki zdecydował się wyłączyć wątek Mądrzejowskiego ze sprawy i skierować go do sądu. Mądrzejowski przyznał się do winy. Prokurator uznał, że w aferze pełnił on jedynie funkcję wykonawcy poleceń, a bezpośredni mocodawcy ulokowani są wyżej. W tej sytuacji wnioskował do sądu o warunkowe umorzenie. Sąd w kwietniu 2007 r. przychylił się do wniosku, co oznaczało, że uznał winę Mądrzejowskiego, lecz odstąpił od wymierzenia mu kary. Po wygranej Platformy w wyborach Rapacki i Hunia awansowali. Pierwszy został zastępcą Grzegorza Schetyny w MSWiA, drugi objął funkcję szefa Agencji Wywiadu. [srodtytul]Naciski i nerwica[/srodtytul] Gdy jeleniogórski śledczy poinformował przełożonych, że kolejnymi osobami, którym będą postawione zarzuty, są Hunia i Rapacki, zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Mianowicie Koniecki odkrył, że akta sprawy dostarczono Krzysztofowi Domagale, zastępcy prokuratora okręgowego w Jeleniej Górze. Stało się tak, mimo iż szef jeleniogórskiej prokuratury Wojciech Przeździęk wyraźnie zaznaczył, że o sprawie ma być informowany tylko on oraz bezpośredni przełożony Konieckiego – naczelnik Janusz Kaczyński. Jak ustaliła „Rz”, Koniecki zeznał w Poznaniu, że wkrótce po tym Domagała zaczął go straszyć, iż może mieć problemy. [wyimek]Śledczy, którzy chcieli postawić zarzuty szefom służb, stracili stanowiska[/wyimek] Niedługo później kompletu dokumentów z aktami podręcznymi zażądała wrocławska Prokuratura Apelacyjna sprawująca nadzór nad prokuratorami okręgowymi. Jak wynika z naszych informacji, Koniecki miał zeznać w poznańskiej prokuraturze, że naciski na niego zaczęli wywierać prokuratorzy z apelacji, m.in. Jerzy Skorupko. A umorzenie wątków dotyczących Huni i Rapackiego sugerowali mu podczas spotkania w Prokuraturze Krajowej prokuratorzy Waldemar Kawalec i Marek Kuczyński. Koniecki miał się poskarżyć podczas zeznań, że akta tej sprawy były mu wielokrotnie zabierane, co uniemożliwiało mu prowadzenie dalszych czynności. Ostatecznie sprawę mu odebrano, argumentując, że nie radzi sobie z postępowaniem. Do jego pokoju weszła komisja, która przeszukała drobiazgowo gabinet. Następnie wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Lekarz, który go diagnozował, orzekł ciężką postać nerwicy. Koniecki z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze został zesłany do Bolesławca. Zajmuje się drobnymi przestępcami np. pijanymi rowerzystami. W jego sprawie wciąż toczy się postępowanie dyscyplinarne. Konsekwencje ponieśli też prokuratorzy, którzy nadzorowali śledztwo i popierali postawienie zarzutów Huni i Rapackiemu. Szef jeleniogórskiej okręgówki Wojciech Przeździęk stracił stanowisko i został odesłany na emeryturę. Prokuratora Kaczyńskiego odwołano ze stanowiska szefa wydziału śledczego w jeleniogórskiej okręgówce i zesłano do pracy w Prokuraturze Rejonowej w Kamiennej Górze. Przeciw innemu śledczemu Zbigniewowi Jaworskiemu, który podzielał opinie, że szefom specsłużb należy postawić zarzuty, wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Nic ono nie wykazało. [srodtytul]Interwencja u Czumy[/srodtytul] W czerwcu 2009 r. prokurator Jadwiga Data z Poznania po zeznaniach Konieckiego zdecydowała się wyłączyć ten wątek z postępowania w sprawie, w której poszkodowany jest Balazs. Zwróciła się do Prokuratury Apelacyjnej, by ta zadecydowała, co dalej z nim robić. Prokuratorzy, z którymi rozmawialiśmy, nie bardzo wierzą, by sprawa znalazła finał w sądzie. – Komisja sejmowa od miesięcy szuka nacisków w prokuraturze. Tutaj mamy do czynienia z klinicznym przypadkiem takich nacisków, a sprawą nikt się nie interesuje – mówią. Jak ustaliliśmy, Artur Balazs interweniował w sprawie Konieckiego u niedawnego ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy. – Odbyłem ponadgodzinną rozmowę z ministrem, w trakcie której przekazałem mu dwa ważne dokumenty w tej sprawie – mówi „Rz”. Prokurator krajowy Edward Zalewski poinformował „Rz”, że sprawę domniemanych nacisków na Konieckiego skierował do Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu. Balazs nie może mówić o szczegółach śledztwa dotyczącego prowokacji służb wobec jego osoby, bo obowiązuje go tajemnica. – Mogę tylko powiedzieć, że się dziwię, iż pani prokurator nie wykonała wielu czynności, które powinna zgodnie z zaleceniami sądu. Ten nakazał kontynuowanie tego śledztwa, które już raz z niepojętych przyczyn zostało umorzone – mówi. Podobnie niewiele się dzieje w śledztwie dotyczącym akcji „Ziarno” i nakłaniania Hassana Al-Z. do fałszywych zeznań. – Ludzie, którzy za tym stoją, są zbyt potężni. Prokuratorzy po prostu się boją, widząc, co spotkało prokuratora Konieckiego – mówią nasi informatorzy. Sam Koniecki odmówił rozmowy z „Rz”. – Nadal jestem prokuratorem i nadal obowiązuje mnie tajemnica śledztwa. Nawet gdyby mnie nie obowiązywała, to zbyt wiele zdrowia straciłem, by chcieć do tego wracać – mówi. Jak ustaliła „Rz”, Koniecki miał zeznawać, że mimo tego, co go spotkało, nadal uważa, iż miał rację, chcąc postawić zarzuty Huni i Rapackiemu. Rapacki nie odpowiedział na prośbę o kontakt. Szef gabinetu Huni Andrzej Saja poprosił o przesłanie pytań na piśmie. Do zamknięcia tego wydania nie doczekaliśmy się odpowiedzi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL