fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rosja znowu grozi Gruzji

Członkowie unijnej misji obserwacyjnej (EUMM) podkreślają, że nie widzieli gruzińskiego ostrzału okolic Cchinwali. Słyszeli jednak cztery eksplozje po stronie osetyjskiej
AFP, VANO SHLAMOV VANO SHLAMOV
Gorąco na Kaukazie. Na kilka dni przed rocznicą wojny na Kaukazie Moskwa oskarżyła Tbilisi o nową prowokację. Będzie kolejna wojna?
Gruzińskie pociski moździerzowe poleciały w kierunku osetyjskich posterunków z wioski Dici, leżącej zaledwie cztery kilometry od Cchinwali – z takimi oskarżeniami wystąpiły w sobotę władze Osetii Południowej. – Nie było żadnych strzałów – zaprzeczył przedstawiciel gruzińskiego MSW Szota Utiaszwili.
– Nie mamy dowodów potwierdzających, że doszło do ostrzału w kierunku Cchinwali – oświadczyli również przedstawiciele unijnej misji obserwacyjnej EUMM. Wcześniej poinformowali oni jednak gruziński portal Civil.ge, że słyszeli cztery wybuchy po stronie osetyjskiej. Ich przyczyn nie udało się ustalić.
W sukurs Osetyjczykom przyszli Rosjanie. “W przypadku dalszych prowokacji zastrzegamy sobie prawo do wykorzystania wszelkich dostępnych sił i środków w celu ochrony obywateli Osetii Południowej i rosyjskich żołnierzy” – zapowiedział resort obrony. W miarę jak zbliża się
8 sierpnia – rocznica rozpoczęcia ubiegłorocznej wojny na Kaukazie – sytuacja w strefie między Gruzją i Osetią Południową staje się coraz bardziej napięta.
Z regionu docierają informacje o kolejnych incydentach, a Rosjanie i Osetyjczycy sugerują, że Gruzja szykuje się do kolejnego ataku. – To oczywiste, że Gruzja sama nie jest w stanie powtórnie zaatakować, a doświadczenie nauczyło Saakaszwilego, że Zachód go nie wesprze – przekonuje “Rz” analityk wojskowy Aleksandr Chramczychin. Sam prezydent mówił wczoraj, że Gruzji nie grozi nowa wojna z Rosją, ale Moskwa liczy na odsunięcie go od władzy. – Gruzja wie, że nie może odzyskać siłą Osetii i Abchazji – powiedział Micheil Saakaszwili.
Mimo to Moskwa zapowiadała “zdecydowane kroki” w odpowiedzi na remilitaryzację kaukaskiej republiki, a do Cchinwali przybywały kolejne rosyjskie delegacje, m.in. prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Pretekstem do konfliktu może być spór terytorialny. W miniony piątek lider Osetii Południowej Eduard Kokojty zapowiedział, że zamierza odebrać Gruzinom “rdzennie osetyjski” kaukaski wąwóz Truso, który leży w rejonie przygranicznym.
Po deklaracjach rosyjskiego resortu obrony Gruzini doświadczają déja vu. Oskarżają Moskwę o prowokowanie kolejnego konfliktu, zwracając uwagę, że podobne groźby rozbrzmiewały przed rokiem. – Mamy nadzieję, że świat wyśle Rosji jasny sygnał, by uniknąć powtórki z historii – apeluje Tbilisi.
W ciągu ostatniego miesiąca Rosja otrzymała już takie sygnały. Prezydent USA Barack Obama podczas wizyty w Moskwie oraz wiceprezydent Joe Biden w Tbilisi dali jasno do zrozumienia, że dążąc do poprawy stosunków z Moskwą, Waszyngton nie zamierza poświęcać Gruzji. Ale to może nie wystarczyć. EUMM wzywa strony do zachowania spokoju i “do maksymalnej wstrzemięźliwości w tym szczególnie delikatnym czasie”. – Z racjonalnego punktu widzenia powtórka jest absolutnie wykluczona – mówi Chramczychin. I dodaje: – Może do niej dojść, tylko jeśli któraś ze stron zachowa się nieadekwatnie w sensie psychiatrycznym. Ale to już jest przypadek dla lekarza, a nie analityka wojskowego.
Dziennikarz i ekspert wojskowy Paweł Felgengauer, który przewidział ubiegłoroczną wojnę, jest odmiennego zdania i już od kilku miesięcy prognozuje, że dojdzie do dogrywki. – Aktywizacja Moskwy jest tego potwierdzeniem. Istnieje 50 – 80 proc. prawdopodobieństwo, że wybuchnie kolejna wojna – przekonuje “Rz”. – Dlaczego? Kreml nie osiągnął swoich celów. Saakaszwili nie upadł, choć rok temu wydawało się, że jest śmiertelnie ranny. Wpływy Rosji na Kaukazie zmalały, Europa buduje Nabucco itd. Trzeba wrócić do gry – tłumaczy. – Najlepszy jest termin do połowy września, bo potem będzie już za zimno.
[ramka][b]Kreml umacnia pozycję w regionie[/b]
Memorandum o utworzeniu w Kirgizji drugiej rosyjskiej bazy wojskowej podpisali w sobotę prezydenci Dmitrij Miedwiediew i Kurmanbek Bakijew. Ruch, który ma umocnić pozycję Rosji w regionie, jest reakcją na nie- dawną decyzję Biszkeku, który postanowił nie likwidować znajdującej się w tym kraju amerykańskiej bazy wojskowej.
Dokument przewiduje, że Rosja umieści w Kirgizji dodatkowy batalion wojsk, które będą „stać na straży kirgiskiej suwerenności i odpierać ataki międzynarodowych terrorystów”. Elementem bazy będzie centrum szkoleniowe dla rosyjskich i kirgiskich żołnierzy. Memorandum podpisano podczas nieformalnego szczytu Organizacji Dokumentu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ros. ODKB), bloku polityczno-wojskowego, w którego skład wchodzi siedem państw obszaru byłego ZSRR: Rosja, Białoruś, Armenia, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan i Kirgizja. Rosja chce, by był on przeciwwagą dla NATO.
Na drodze do spełnienia kremlowskich marzeń o anty-NATO stanął jednak kolejny raz Aleksander Łukaszenko. Podczas sobotniego szczytu oczekiwano, że prezydent Białorusi przyłączy się do porozumienia o utworzeniu sił szybkiego reagowania ODKB. Gdy uroczyście podpisywano go na czerwcowym szczycie w Moskwie, Łukaszenko, obrażony za wprowadzone przez Moskwę embargo na białoruskie mleko, odmówił swego poparcia. Wszystko wskazuje na to, że – choć mleczna wojna już się skończyła – chce on wykorzystać sprawę wojsk jako argument w napiętych ostatnio relacjach z Rosją. Do porozumienia o wspólnych siłach nie przyłączył się też, jak dotąd, Uzbekistan.
[i]—prus[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA