fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Odbuduję się w Warszawie

W środku Sasha Vujacić
AFP
- To był dla mnie nieudany sezon, ale liczę że odbuduję się grając wreprezentacji Słowenii na mistrzostwach Europy, a następnie wrócę do Los Angeles w lepszej formie - mówi specjalnie dla "Rz" SashaVujacić, obrońca L.A Lakers, mistrzowskiej drużyny w NBA.
Słoweniec rok temu potrafił być bohaterem meczu numer trzy wielkiego finału z Boston Celtics i najlepszym zawodnikiem drużyny wchodzącym z ławki. W ostatnich miesiącach przeżywał jednak wielki kryzys, z którego chce się wygrzebać na parkiecie w Warszawie.
[b]- To był dla Pana trudny sezon, choć ostatecznie zakończony zdobyciem pierwszego, mistrzowskiego pierścienia?[/b]
- Z osobistego punktu widzenia sezon nie wyszedł mi tak, jak planowałem i się spodziewałem. Moja rola w drużynie była czasem trochę inna niż wcześniej. Na koniec wywalczyłem jednak mistrzostwo. Czasem musisz coś poświęcić, odłożyć na bok indywidualne cele, aby poświęcić się dla wyższego celu. Tego właśnie nauczyłem się w ostatnim sezonie.
[b]- Nad czym będzie Pan pracował w przerwie letniej?[/b]
- Nie będzie żadnym wielkim odkryciem stwierdzenie, że w tym sezonie rzucałem fatalnie. Rozczarowałem zespół oraz sam siebie. Nie szukam żadnym wymówek. Przez cały sezon nie mogłem odnaleźć odpowiedniego rytmu. Byłem spięty - pudłowałem dokładnie te same rzuty, które trafiałem przed rokiem. Dostawałem mniej minut w kolejnych meczach, tak więc gdy wychodziłem na parkiet starałem się robić zbyt wiele, przez co grałem jeszcze gorzej. To wynika z mojej ambicji oraz pasji do koszykówki. Wiem jednak, na co mnie stać. Trener Phil Jackson również wie, że potrafię grać lepiej. Udowodnię to w kolejnym sezonie.
[b]- W jaki sposób?[/b]
- Wiem, że na pewno nie będę miał już tak nieudanego sezonu. To się nie powtórzy. Wyciągnę wnioski, poprawię błędy. Każdego dnia uczyłem się czegoś nowego. Rok temu wszedłem na szczyt, a teraz zjechałem ostro w dół. Postaram się znów wdrapać na samą górę.
[b]- Media krytykowały Pana bardziej również dlatego, że latem przedłużył Pan kontrakt z Lakers na dużo lepszych warunkach (15 mln za 3 lata)...[/b]
- To zabawne, ale po podpisaniu kontraktu w lipcu ubiegłego roku powiedziałem, że teraz zamierzam podwoić swoje zdobycze statystyczne. Nie chcę być uważany za jednego z tych graczy, którzy dostają nową umowę, dużą podwyżkę i mają wszystko gdzieś. Mnie bardzo zależy na tym, aby być przydatnym dla swojego zespołu. Może dlatego nie mogłem się rozluźnić? Ciągle w głowie tkwiła myśl - nie pozwól, aby ludzie myśleli, że od kiedy zacząłeś zarabiać duże pieniądze, od razu spocząłeś na laurach. Chcę udowodnić, że mam dużą wartość.
[b]- Może wziął Pan na siebie zbyt dużo?[/b]
- Szczerze? Zawsze dużo od siebie wymagałem. Zależało mi na tym, aby udowodnić coś tym wszystkich, którzy we mnie nie wierzą. Presja zawsze będzie mi towarzyszyć, ale ją akceptuję. Mój ulubiony moment w meczu, to ostatnich pięć minut. Wielu zawodników się wtedy denerwuje, ja wprost przeciwnie. Uwielbiam to uczucie! Podobnie w trakcie play-offs oraz finałów. W tym roku tego nie udowodniłem, ale tak właśnie wygląda moje nastawienie.
[b]- Czy tego lata znów będziecie motywować się wzajemnie smsami, jak poprzednio?[/b]
- Niewykluczone. Od początku tego sezonu wiedzieliśmy, że to jest nasz rok. Wygraliśmy, ale koniecznie chcemy ten sukces powtórzyć. To zawsze jest trudniejsze do osiągnięcia, niemniej mamy na tyle doświadczony zespół, aby zrealizować nasz cel. Gdy wrócimy do pracy, zaczniemy się wzajemnie motywować. Kochamy takie wyzwania.
[b]- Jesienią będzie Pan jednym z liderów reprezentacji Słowenii w finałach mistrzostw Europy, które odbędą się w Polsce. Jakie ma to dla Pana znaczenie?[/b]
- Kluczowe. Zarówno Mitch Kupchak (generalny menedżer Lakers - dop. MH), jak również Phil Jackson zgodzili się, że ten wyjazd może mi bardzo pomóc. Postaram się zapomnieć o złych doświadczeniach, skoncentrować na nowo, "zresetować" poziom emocji i odrodzić na nowo. Nie będzie ku temu lepszej okazji niż występy w reprezentacji Słowenii. Wierzę, że uda nam się wspólnie coś wygrać, osiągnąć znaczący sukces.
[b]- Jak będzie Pan przygotowywał się do mistrzostw?[/b]
- Najpierw mamy kilka sparingów w Słowenii, a następnie jedziemy do Polski. Przygotowania do mistrzostw zaczynamy 22 lipca. Ubiegłego lata straciłem trzy tygodnie z powodu kontuzji i to później miało duży wpływ na moją formę. Los Angeles powoli staje się moim domem, ale nie zapominam, gdzie się wychowałem. Kobe (Bryant) powiedział mi jasno - musisz teraz trochę odpocząć od koszykówki. On widział najlepiej, ile czasu spędzałem w hali, do jakiego wysiłku zmuszałem się, aby zacząć grać lepiej. Ciężka praca zawsze się opłaca, nie tylko w koszykówce, ale w życiu w ogóle. Czasem trzeba sobie zrobić przerwę. Ciągle nie mogę w to uwierzyć - jak to się stało, że w tegorocznym finale nie trafiłem ani jednego rzutu? Przecież to brzmi absolutnie nierealnie. Cóż, teraz muszę odpocząć, a potem dam z siebie wszystko dla reprezentacji.
[b]- Czy rozmawiał Pan już ze swoimi kolegami z narodowej drużyny? Czy wystawicie najmocniejszy skład?[/b]
- Prawdopodobnie tak. Zawodnicy, którzy z rożnych przyczyn opuszczali ważne turnieje w poprzednich latach, teraz wyrazili chęć gry dla reprezentacji Słowenii. Powiedzieliśmy sobie szczerze - odkładamy wszelkie różnice na bok, zapominamy na chwilę o naszym ego i wspólnie walczymy dla dobra kadry. Sam zdecydowałem się grać dla reprezentacji po siedmiu latach przerwy tylko dlatego, że bardzo wysoko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę. Chcemy zdobyć mistrzostwo Europy. Wcześniej nasza drużyna jechała na mistrzostwa tylko po to, aby wyjść z grupy. Tym razem działacze federacji przekonali mnie jednak, że rodzi się mocny zespół, który może sięgnąć po końcowe zwycięstwo.
[b]- Czy najlepiej zarabiający słoweński koszykarz, rozgrywający Sacramento Kings Beno Udrih także przyjedzie do Warszawy?[/b]
- Oczywiście. Rozmawialiśmy na ten temat wielokrotnie w trakcie sezon. Beno jest podekscytowany, już nie może się doczekać tych mistrzostw. Dawno nie graliśmy w jednym zespole, teraz wreszcie będzie ku temu okazja.
[b]- Trafiliście do bardzo trudnej grupy. Oprócz Hiszpanii jest w niej także zawsze mocna Serbia oraz Wielka Brytania z dwoma koszykarzami Chicago Bulls, Luolem Dengiem i Benem Gordonem, w składzie.[/b]
- To prawda. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, jak wysoki jest poziom rywalizacji na mistrzostwach Europy. Wszyscy rywale będą bardzo wymagający. Co gorsze, te zespoły grają w podobnym składzie od 4-5 lat, a zawodnicy wiedzą, czego się mogą po sobie spodziewać. My spotkamy się dopiero po wakacjach i będziemy musieli w krótkim czasie odrobić ten dystans. To dla nas wielkie wyzwanie. Postaramy się wspólnie osiągnąć coś pięknego i wartościowego, zaskoczyć faworytów mistrzostw.
[b]- Rozmawiał Pan już z kolegą z zespołu Pau Gasolem o wspólnej rywalizacji tego lata?[/b]
- Pau powiedział, że go to zupełnie nie obchodzi (śmiech). Żartuję oczywiście. On swoje teraz mówi, ale moim zdaniem przyjedzie na mistrzostwa i zagra w reprezentacji Hiszpanii. Jestem gotów się o to założyć. Rozmawialiśmy sporo o mistrzostwach Europy w trakcie sezonu. Pau grał bardzo wiele w ostatnich miesiącach, na pewno nie życzymy sobie, aby wrócił w październiku do Los Angeles kompletnie wyczerpany, ale... Nie chcę, aby potem mówił, że Hiszpanie przegrali z nami tylko dlatego, że nie pojechał na mistrzostwa. Nie będę słuchał takich wymówek (śmiech).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA