Teatr

Niezwykła muzyka skomplikowanej bajki

"Kobieta bez cienia", Opera Wrocławska
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Wielki dramat Richarda Straussa "Kobieta bez cienia" czekał na polską premierę 90 lat. Odważyła się ją przygotować Opera Wrocławska i odniosła sukces, choć nie do końca
Nasze teatry unikają Richarda Straussa, bo ponoć nie lubi go polska publiczność. A przecież bez dramatów tego kompozytora historia teatru jest niepełna. Zabieramy jej niesłychanie ważny rozdział – pomost między tradycją a XX wiekiem.
Teraz Opera Wrocławska wprowadza polskiego widza w sam środek, wręcz w gąszcz, muzyki Straussa, bo "Kobieta bez cienia" to jego największe dzieło. Połączył w nim swe idee teatralne i symfoniczne, więc 120 muzyków ma tu co robić.Muzyka scalająca poszczególne obrazy to prawdziwe intermezza symfoniczne. Ale między nimi brzmienie orkiestry rozrzedza się, a instrumentaliści grają wręcz solo. Strauss kochał kaskady dźwięków, ale też śpiew, zwłaszcza kobiet, dla których tworzył najpiękniejsze i zarazem najtrudniejsze role. Cesarzowa z "Kobiety bez cienia" z początku wydaje się być wręcz koloraturowym sopranem. Wraz z rozwojem akcji Strauss przypisał jej dramatyczne monologi, ale inne od tych, którymi obdarzył drugą postać – Farbiarkę. To kobieta prosta, momentami wulgarna, ale umiejąca walczyć o swoje.
Są też małżonkowie obu pań: tenor dramatyczny oraz baryton, który z kolei musi mieć delikatność w głosie. I jest wiele innych postaci. Eksponując je, Strauss nigdy nie zagłusza śpiewu brzmieniem orkiestry. Dużo z tej mnogości barw, instrumentacyjnych pomysłów odnajdziemy w tym przedstawieniu. Czasami symfoniczny rozmach zabija dbałość o szczegół. Zdarzają się nieczystości intonacyjne, ale Ewa Michnik w sposób zdyscyplinowany prowadzi orkiestrę, choć zadanie ma niełatwe, część instrumentów trzeba było umieścić na balkonach widowni. Reżyser Hans-Peter Lehmann stworzył umowny, bajkowy świat. Sławny librecista Straussa, Hugo von Hofmannsthal, napisał przecież baśń. Cesarzowa, będąca wróżką w kobiecym ciele, musi zdobyć dla siebie cień, bo w ten sposób uratuje od śmierci męża. Za radą wiernej Mamki chce kupić cień od żony Farbiarza, orientuje się jednak, że doprowadzi do cudzego nieszczęścia. Nie jest to prosta bajka. Czy można znaleźć rozwiązanie dla dylematu Cesarzowej: skrzywdzić niewinnych ludzi lub zgodzić się na śmierć męża? Autorzy znaleźli sposób, wprowadzili ingerencję sił wyższych, ale to ucieczka od odpowiedzi. Dramat Straussa kusi, by go uwspółcześnić. Cień, o który walczą kobiety, jest symbolem płodności. Cesarzowa chce być matką, Farbiarka nie, obu towarzyszy chór nienarodzonych dzieci. Reżyser unika aluzji do dzisiejszych moralnych dylematów, ale nie stara się, by widzowi rozjaśnić skomplikowaną symbolikę tej baśni. Wrocław zaprosił sławnych wykonawców, jednak poza Wolfgangiem Brendelem (Farbiarz), wspaniale czującym niuanse muzyki i słowa, goście zawiedli. Susan Anthony nie potrafi oddać niuansów partii Cesarzowej, nieco bezbarwny jako Cesarz jest John Horton Murray. Znacznie lepiej wywiązali się wrocławscy soliści. Rewelacyjnie śpiewa i tworzy dramatyczną postać Farbiarki Eugenia Kuzniecowa, wyrazista jako Mamka jest Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL