Rodzina

Trudno o odszkodowanie od trzynastolatka

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Dochodzenie rekompensaty za szkody wyrządzone przez małoletnich powinno być łatwiejsze – zgadzają się prawnicy
Kto miałby za nie odpowiadać. Rodzice? Sami młodzi, jeśli mają majątek? A może należałoby wprowadzić jakąś formę ubezpieczenia? Nie ma wątpliwości, że najgorzej, gdyby skutki wybryków dzieci i nastolatków miały obciążać poszkodowanych. Tak niestety jest często.
[srodtytul]Jest szkoda, nie ma winnego[/srodtytul] „Z przerażeniem czekam wakacji, gdyż boję się o swój domek na działce tuż przy lokalnym kąpielisku (55 km od Warszawy). Tam miejscowa młodzież kąpie się, spędza czas, a co najgorsze – szaleje. Zeszłego roku zaprószyli ogień, który strawił mi część płotu, komórkę i częściowo domek. Na szczęście sąsiedzi ugasili pożar – pisze Krystyna Z., emerytka. – Straty (bez drzewek) stolarz ocenił na 20 tys. zł. Znam sprawców, to dwóch czternastolatków, ale rodzice znaleźli prawnika, i usłyszałam, że mogą mi zapłacić najwyżej 5 tys. zł, które właściwie i tak mi się nie należy, bo rodzicom żadnej winy nie jestem w stanie przypisać. Na plaży od dawien dawna wieczorami palono ogniska, a chłopaki własnego majątku nie mają”.
Czy rodzice nie powinni w pełni odpowiadać za szkody wyrządzone przez swoje dzieci? – Znamy problem z dochodzeniem odpowiedzialności odszkodowawczej małoletnich – przyznaje sędzia Robert Zegadło, sekretarz Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego. – Nie mamy jeszcze przygotowanych rozwiązań, ale najważniejsza jest kwestia ciężaru dowodu związanego z ustaleniem, czy małoletni sprawca miał rozeznanie co do skutków swego czynu. [srodtytul]Młodzieżowy immunitet[/srodtytul] Dzieci i młodzież są wyłączone z ogólnych zasad odpowiedzialności (deliktowej) wyrażonej w art. 415 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=2184DDEC53BB0EC93800F27458228EE6?id=70928]kodeksu cywilnego[/link]: „kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”. Po pierwsze do ukończenia 13 lat nie ponoszą odpowiedzialności odszkodowawczej w ogóle (art. 426 k.c.). Nawet gdyby dało się wykazać, że miały w pełni rozeznanie co do skutków swego czynu (że ognisko przy działkach to pewny pożar), to taki dowód jest niedopuszczalny. Można go użyć, gdy sprawca szkody ma 13 – 18 lat (ma tzw. zdolność deliktową), ale sprawca może się bronić, że nie miał pełnego rozeznania co do skutków swojego czynu. Wprawdzie za szkody wyrządzone przez niepełnoletniego odpowiadać może też ten, kto jest zobowiązany do nadzoru nad nim (art. 427 k.c.) – najczęściej rodzice, ale oni mogą się wybronić, wykazując, że uczynili zadość nadzorowi. [srodtytul]Czysta hipoteka dziecka[/srodtytul] Jest wreszcie możliwość domagania się naprawienia szkody od samego dziecka, jeżeli z porównania majątku poszkodowanego i sprawcy wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego – art. 428 k.c. (to rzadki przypadek odpowiedzialności na zasadzie słuszności). Jest jednak istotny warunek: dziecko musi mieć osobisty majątek, co w Polsce należy do rzadkości. Doktor Marcin Orlicki z Uniwersytetu Adama Mickiewicza wskazuje, że w innych krajach też dostrzega się problem „nieodpowiedzialności” odszkodowawczej. W Niemczech dyskutowany jest np. pomysł, czy nie wprowadzić obowiązkowego ubezpieczenia OC dla niepełnoletnich. By z jednej strony było źródło, z którego można pokrywać szkody wyrządzone przez młodzież, z drugiej zaś, by młodzi wchodzili w dorosłe życie z czystą hipoteką. [ramka][b]Opinia: Zbigniew Banaszczyk - adwokat, cywilista z Wydziału Prawa UW[/b] Z jednej strony obserwujemy szybszy intelektualny rozwój młodzieży, a drugiej nie zawsze idzie za tym rozwój emocjonalny (tzw. wtórny infantylizm). Być może należałoby podwyższyć wiek, do którego dzieci nie ponoszą odpowiedzialności za swoje czyny. Z kolei odpowiedzialność rodziców można by rozszerzyć poprzez twórcze orzecznictwo, które niedociągnięcia w nadzorze nad dziećmi mogłoby traktować jako nieprzygotowanie ich do samodzielnego i odpowiedzialnego zachowania (nieodpowiednie wychowanie) np. na wczasach. Nie wystarczy rozumienie nadzoru jako niemal fizycznego kontaktu. Przy takim podejściu nie trzeba by zmieniać kodeksu.[/ramka] [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mailto=m.domagalski@rp.pl]m.domagalski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL