fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wojna rocznicowa

Waldemar Kuczyński
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Nie cierpię z tego powodu, że 20. rocznicy odzyskania niepodległości nie towarzyszy jedność narodowa, choć pewnie wolałbym, aby na parę dni cudem się objawiła
[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/05/10/waldemar-kuczynski-wojna-rocznicowa/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Napisałem kiedyś komentarz pod tytułem "Boję się narodu", a to dlatego, że ta więź budzi się z uśpienia wtedy, gdy nad krajem zawisa nieszczęście, groźba albo kiedy ludzi urzeka, uwodzi, jakaś wizja, cel, złote runo, po które trzeba wyruszyć, zawsze z wodzem – przewodnikiem na czele. Obie sytuacje albo są nieszczęściem, albo do niego prowadzą.
Nawet chwile "jedności narodowej", na przykład zrodzone przez sukces sportowy sezonowego bohatera narodowego, jakim nie tak dawno stał się Adam Małysz, budzą we mnie mieszane uczucia; chęć przyłączenia się i przeżywania tego co wszyscy, a zarazem lęk, że możemy ulec i innemu bohaterowi, nie sportowemu, politycznemu, który zrobi z nas stado prowadzone, gdzie mu się spodoba.
Dlatego nie cierpię z tego powodu, że 20. rocznicy odzyskania niepodległości towarzyszy rozbicie, a nie jedność narodowa, choć wolałbym, aby na parę dni cudem się objawiła, byle zaraz potem zamienić się znowu w podziały i różnorodność, jak choćby po śmierci papieża, czyli w to, co charakteryzuje społeczeństwo, byt czasu codziennego, normalnego. Wolałbym, ale to mrzonka.
[srodtytul]Orły, sztandary, defilady [/srodtytul]
Najważniejszą przyczyną obecnej bardzo ostrej wojny o obchody rocznicy – nie tyle o ich miejsce, ile o treść – jest podział Polaków. Z jednej strony jest większość, która – przy różnych pretensjach – akceptuje zmiany, jakie w dwudziestoleciu zaszły w Polsce, i kształt ustrojowy kraju, który stworzyliśmy. To są Polacy, którzy chcą żyć w takiej mniej więcej Polsce, jaka jest. To nie są tylko ci, którzy zyskali na transformacji. Ten aspekt ma znaczenie, ale nie tylko on wyznacza, gdzie kto się sytuuje.
I jest druga część Polaków, mniejszość, moim zdaniem góra jedna czwarta społeczeństwa (a więc też dużo), której Polska po roku 1989 nie odpowiada. Oni chcieliby "Polski dla Polaków", zwróconej ku sobie i nieufnej światu zewnętrznemu, "silnego państwa", w którym wolności obywateli nie ograniczałyby władzy przed działaniem "dla ich dobra", w którym mogliby liczyć na opiekę państwa, choćby mizerną, gdy sami nie zapewniają bytu sobie i rodzinie. Mówiąc inaczej, bardziej leżałaby im Polska niezbyt brutalnego, za to opiekuńczego zamordyzmu, ubrana w orły, sztandary, defilady wojskowe i w politykę historyczną, jak w wierszyku "Kto ty jesteś? Polak mały".
Ten podział był zawsze. Trzecia RP go odziedziczyła. On przez lata nie wysuwał się na czoło, bo z różnych powodów Polska "Polaka małego" nie mogła odnaleźć politycznej reprezentacji, wizji, pod którą by się skupiła, choć wielokrotnie dawała znać o swoim istnieniu. Dlatego, że nie była politycznie skoncentrowana, obchody 10. rocznicy 1989 r. były znacznie bardziej zgodne, że przypomnę zorganizowaną wspólnym wysiłkiem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, rządu Jerzego Buzka i środowisk bliskich Tadeuszowi Mazowieckiemu imprezę na Zamku Królewskim w Warszawie poświęconą pierwszemu rządowi niekomunistycznemu.
[srodtytul]Zadać cios Platformie [/srodtytul]
Dziś jest to niemożliwe. Ów fundamentalny podział narodu (na dwie grupy, z których każda stoi przy swojej Polsce; przy Trzeciej jedni, a przy Czwartej Rzeczypospolitej drudzy; i przy wyrażających ich partiach, głównie Platformie Obywatelskiej oraz Prawie i Sprawiedliwości), kiedyś stłumiony wysunął się w końcu przed inne podziały. Wtedy rozpoczęła się wojna o ustrój kraju, o kształt Polski, o pamięć przeszłości.
Do momentu rozstrzygnięcia tej wojny została zawieszona zwykła polityka i zwykły demokratyczny spór. To zupełnie nowa sytuacja. W natarciu jest "Polska dla Polaków", przez chwilę już u władzy, Polska mniejszości odepchnięta w roku 2007 od sterów państwa przez większość, która nie chce żyć w IV RP, jak ją pokazali i pokazują Kaczyńscy.
Po ich stronie jest związek zawodowy "Solidarność", który z tym wielkim łączy tylko nazwa i logo, bo tamta "Solidarność" miała różne nurty, a ta jest jej skrajnie prawicową nitką, wypreparowanym nurtem dawnych solidarnościowych "prawdziwych Polaków". Dla tej "Solidarności", dla sprzymierzonego z nią Prawa i Sprawiedliwości i patronującego temu wszystkiemu PiS-owskiemu okopowi w Pałacu Prezydenckim obchody 20. rocznicy odzyskania niepodległości to wspaniała, wymarzona okazja, by zadać cios głównemu wrogowi – sile antynarodowej, antypaństwowej i antyspołecznej (bo tak oceniają PO), sile zagradzającej drogę do powtórki z IV RP. O to tylko chodzi.
[i]Autor jest ekonomistą i publicystą. Był ministrem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, doradzał premierom Włodzimierzowi Cimoszewiczowi i Jerzemu Buzkowi[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA