Kraj

Z ziemi amerykańskiej do Polski

Żołnierze Błękitnej Armii w zwycięskim ataku na okopy niemieckie – obraz Mariana Adamczewskiego
Muzeum Wojska Polskiego
W styczniu 1918 r. utworzono 1. Pułk Strzelców Polskich, a po nim dwa następne. Tworzono oddziały kawalerii, lotnictwa, artylerii, służb pomocniczych. Ponad 70 proc. żołnierzy i młodych oficerów pochodziło z Ameryki
Znaczący wkład w dzieło odrodzenia niepodległej Rzeczypospolitej przypadł amerykańskiej Polonii. W chwili wybuchu I wojny światowej liczyła ona w Stanach Zjednoczonych około 3 milionów osób. Była to głównie emigracja ludowa, zarobkowa, której szczególny napływ przypadł na przełom XIX i XX wieku. Największymi skupiskami polskiej ludności były tereny od Wschodniego Wybrzeża po wielkie jeziora na pograniczu z Kanadą. Życie polonijne ogniskowało się zrazu w polskich parafiach, ale i powstających stowarzyszeniach o charakterze samopomocowym, których działalność objęła z czasem wiele stanów Ameryki.
   
Część organizacji – m.in. Związek Narodowy Polski, Zjednoczenie Polskie Rzymsko-Katolickie, Związek Polek w Ameryce, Związek Sokolstwa Polskiego – jako jeden z głównych punktów statutowych umieszczało działalność na rzecz odzyskania niepodległości przez Polskę. Mnożyły się patriotyczne grupy o mundurach stylizowanych na historyczne i wyszukanych nazwach (Towarzystwo Rycerzy Polskich pod opieką św. Michała Archanioła, Ochotnicy Pułaskiego, Towarzystwo Gwardii Kościuszki, Towarzystwo Wolnych Polskich Krakusów), których członków obowiązywały elementy musztry wojskowej. Ich udział w obchodach polskich świąt narodowych wzmagał tęsknotę za prawdziwym polskim wojskiem i niepodległą ojczyzną. Dowodem na to była choćby 100-tysięczna manifestacja Polonii amerykańskiej w maju 1910 r. w Waszyngtonie z okazji odsłonięcia pomników Tadeusza Kościuszki i Kazimierza Pułaskiego. Uroczystości towarzyszył Kongres Narodowy Polski, którego delegaci jednogłośnie uchwalili wniosek: „My, Polacy, mamy prawo do bytu samodzielnego, narodowego i uważamy za swój święty obowiązek dążyć do osiągnięcia niepodległości politycznej naszej ojczyzny”. Był to moment przełomowy w działalności organizacji polonijnych, spośród których najbardziej rwało się do czynu Sokolstwo, połączone w 1912 r. w Związek Sokolstwa Polskiego w Ameryce, z doktorem Teofilem Starzyńskim jako prezesem, który wprowadził regularne szkolenia o charakterze wojskowym.     Wybuch wojny w 1914 r. wzmógł ofiarność Polonii amerykańskiej na rzecz ojczyzny, na której ziemiach toczyły się ciężkie boje pomiędzy armiami dotychczasowych zaborców Polski. Młodzież garnęła się do czynnej akcji zbrojnej, jednak przywódcy Sokolstwa czekali, aż państwa ententy opowiedzą się w sprawie niepodległości Polski. Takiemu stanowisku kierownictwa nie wszyscy chcieli się podporządkować. Na wieść o powstaniu Legionów Polskich przy boku armii austro-węgierskiej setki młodych zapaleńców potajemnie ruszało do Galicji, żeby oddać się pod rozkazy Józefa Piłsudskiego. Ich wyjazdy wspomagane były organizacyjnie i finansowo przez Komitet Obrony Narodowej i współdziałający z nim Związek Młodzieży Polskiej. Liczbę ochotników z Ameryki, którzy służyli w Legionach Polskich i Polskiej Organizacji Woskowej, szacuje się na ok. 300. Kierownictwo Związku Sokolstwa Polskiego w Ameryce zostało w lutym 1915 r. przyjęte przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona. „Przyrzekł, że jeśli rząd Stanów Zjednocznych będzie brał udział w kongresie pokoju, to delegat Stanów Zjednoczonych będzie popierał sprawę Polski o ile możności” – pisał w sprawozdaniu prezes Starzyński. Podjęciu przez Sokolstwo otwartych przygotowań wojskowych nie sprzyjała neutralność Stanów Zjednoczonych w toczącej się wojnie. Przełomowe okazało się więc podjęcie z końcem 1916 r. przez kanadyjskie władze wojskowe decyzji o utworzeniu polskiej szkoły oficerskiej w Toronto. Wkrótce też prezydent Woodrow Wilson, 22 stycznia 1917 r., w przemówieniu wygłoszonym w Senacie stwierdził m.in., że „powinna być zjednoczona, niepodległa i autonomiczna Polska”, co odbiło się szerokim echem w świecie. Władze amerykańskie nie broniły już Polakom otwarcia 19 marca 1917 r. szkoły podchorążych w Cambridge Springs.     17 kwietnia 1917 r. Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Niemcom, co wielu Polakom otworzyło drogę do armii amerykańskiej. Możliwość wystąpienia z bronią w ręku przeciw Niemcom sprawiła masowy napływ Polaków do punktów rekrutacyjnych. „Według ścisłej statystyki ochotników Polaków wstąpiło do armii amerykańskiej w ciągu pierwszych trzech miesięcy z górą 38 tys.; był to kwiat Sokolstwa Polskiego i szczerze myślącej młodzieży polskiej – wspominał Józef Sierociński. – W niektórych miastach procent ochotników Polaków był wprost niewiarygodny, np. w South Bend, Indiana, wypadło na 100 ochotników zapisanych do armii amerykańskiej 94 Polaków. Za to tamtejszy prezes Obywatelskiego Komitetu p. Ignacy Werwiński otrzymał osobiste podziękowanie od prezydenta Stanów Zjednoczonych”. Pobór prawie 40 tys. Polaków do armii amerykańskiej utrudniał stworzenie polskich sił zbrojnych przy boku państw ententy. Impulsem do tych przygotowań był dekret prezydenta Francji Raymonda Poincaré z 4 czerwca 1917 r. zezwalający na utworzenie autonomicznej armii polskiej pod dowództwem francuskim. W sierpniu 1917 r. do Ameryki przybyła polska misja wojskowa, z pisarzem Wacławem Gąsiorowskim i księciem Stanisławem Poniatowskim na czele, w celu zdobycia poparcia Polonii amerykańskiej dla idei tworzenia armii polskiej we Francji. Akcja zakończyła się sukcesem: „Wydział Narodowy – odnotował 24 września 1917 r. chicagowski »Dziennik Związkowy« – uchwalił na ostatnim plenarnym posiedzeniu pod przewodnictwem mistrza Paderewskiego poprzeć tu jak najgoręcej usiłowania stworzenia armii polskiej we Francji i wezwać wychodźstwo nasze do broni”. Rząd amerykański 6 października 1917 r. wydał zgodę na prowadzenie zaciągów (poza osobami w wieku poborowym: 18 – 30 lat, z amerykańskim obywatelstwem). Do 47 centrów rekrutacyjnych Stanów Zjednoczonych i Kanady zgłosiło się ponad 38 tys. ochotników. Młodzi ludzie, którzy nie kwapili się do wstępowania do polskich sił zbrojnych, byli w swoim środowisku bojkotowani. Akcję poparł też polski kler katolicki. Ostatecznie do obozu szkoleniowego w Niagara on the Lake w Kanadzie zakwalifikowano blisko 22,5 tys. ochotników. Pozostali odpadli ze względu na wykryte defekty zdrowia. Do armii polskiej we Francji podążyła też grupa 42 sanitariuszek z Polskiego Białego Krzyża zorganizowana przez Helenę Paderewską oraz 20 tzw. szarych samarytanek.     Po przeszkoleniu ochotnicy byli od grudnia 1917 r. przerzucani do Nowego Jorku, skąd odpływali statkami do Francji. Rekruci z Ameryki stali się nieoczekiwanie trzonem organizującej się armii polskiej we Francji. Ich przybycie było zachętą dla rozsianych po świecie Polaków do wstępowania do Błękitnej Armii, jak nazywano tę formację z powodu koloru mundurów. Z czasem trafili do niej Polacy z Holandii, duże grupy jeńców polskich: z armii niemieckiej – z obozów we Francji i w Anglii; z armii austriackiej – w wielkiej liczbie przybywali zwłaszcza z Włoch, których udział szacuje się na 35 – 37 tys. z ogólnej liczby ok. 60 tys. internowanych; z brygad rosyjskich – do rewolucji 1917 r. walczyły jako korpusy posiłkowe we Francji i w Grecji; Polacy z Brazylii i innych państw Ameryki Południowej, a nawet grupy rodaków z Australii czy Chin. W styczniu 1918 r. utworzono 1. Pułk Strzelców Polskich, a po nim dwa następne. Tworzono oddziały kawalerii, lotnictwa, artylerii, służb pomocniczych. Ponad 70 proc. żołnierzy pochodziło z Ameryki. Podobny procent dotyczył kadry młodych oficerów, jeszcze większy kapelanów wojskowych. Ochotnicy wychowani w duchu amerykańskiej wolności i swobód obywatelskich często popadali w konflikty z oficerami francuskimi traktującymi ich jak najemników z Legii Cudzoziemskiej. Polacy podkreślali motywy, jakimi się kierowali, wstępując w szeregi wojska. W lutym 1918 r., kiedy Francuzi zażądali usunięcia z ich hełmów orzełków z napisem „Armia Polska”, wszczęli bunt. Wobec tak zdecydowanej postawy „Amerykanów” francuskie szarże ustąpiły.     Armia Polska w czerwcu 1918 r. znalazła się pod politycznym zwierzchnictwem Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu z Romanem Dmowskim na czele. W tym czasie na froncie w Reims przeszedł chrzest bojowy 1. Pułk Strzelców Polskich. W lipcu i sierpniu oddziały Błękitnej Armii w walkach pod Saint Hilaire straciły 106 ochotników, z czego 75 pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Pod koniec września 1918 r. dowódcą Armii Polskiej we Francji mianowano przybyłego z Rosji dowódcę 2. Brygady Legionów Polskich gen. Józefa Hallera. Państwa ententy uznawały go za naczelnego wodza polskich sił zbrojnych. Dowodzonych przezeń żołnierzy zwano hallerczykami. 11 listopada 1918 r. skapitulowały Niemcy. Wkrótce rozpoczęły się w Paryżu spory o kształt granic odradzającego się państwa polskiego. Armia Polska jeszcze przez sześć miesięcy czekała na powrót do kraju, gdzie wciąż trwały walki. W kwietniu 1919 r., tuż przed wyjazdem, liczyła 80 tys. żołnierzy. Wraz z dwiema dywizjami polskimi w Rosji (4. Dywizja gen. Lucjana Żeligowskiego na Ukrainie i 5. Dywizja Syberyjska płk. Waleriana Czumy), podporządkowanymi Armii Polskiej we Francji, osiągnęła stan ok. 100 tys. żołnierzy. Po przerzuceniu wojsk transportami kolejowymi przez Niemcy gen. Józef Haller podporządkował się rozkazom naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego, niwecząc nadzieje endeków na odsunięcie go od władzy.     Oddziały Błękitnej Armii w Polsce skierowano na front południowy do walki z wojskami ukraińskimi, a po ich pokonaniu na początku czerwca 1919 r. – z nadciągającymi ze wschodu oddziałami bolszewickimi. 1 września 1919 r. hallerczyków zespolono z Wojskiem Polskim. Wielu ochotników z Ameryki brało udział w ochranianiu granicy polskiej na Górnym Śląsku. Przerzuceni w lutym 1920 r. na front północny przejmowali z rąk niemieckich Pomorze Gdańskie przyznane Polsce decyzją konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 r. 10 lutego 1920 r. gen. Józef Haller dokonał w Pucku słynnych zaślubin Polski z morzem. Wielu żołnierzy polskich pochodzących ze Stanów Zjednoczonych i Kanady nie umiało się pogodzić z rozkazem demobilizacji, który na przełomie 1919 i 1920 r. dotknął ponad 12 tys. osób z najstarszych roczników. Dla wielu z nich był to szok, bo w kraju wciąż trwały walki. Pozostali rodacy z Ameryki zapisali jeszcze piękne karty w wojnie polsko-bolszewickiej. Podczas wyprawy kijowskiej kilkakrotnie zetknęli się z amerykańskimi pilotami z 7. Eskadry Kościuszkowskiej dowodzonej przez majora Cederica Fauntleroya. W czasie walk odwrotowych z bolszewicką konnicą Siemiona Budionnego piloci ci wspomagali 13. Dywizję Piechoty, która za męstwo na polu bitwy zyskała przydomek Stalowej. Sny o wolnej Polsce stawały się rzeczywistością. Udział w ich spełnieniu polskiego wychodźstwa w Ameryce wydaje się absolutnie bezprecedensowy. (na podst. Teofil Lachowicz „Weterani polscy w Ameryce do 1939 roku”, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2002; Teofil Lachowicz „Dla ojczyzny ratowania…”, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2007)
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL