fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Kto odpuścił Amerykanom

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Po pobiciu taksówkarza wojsku zależało, by wyciszyć sprawę – uważa informator „Rz”. Inny: – Policja też nie jest bez winy
Komendant policji z Sopotu powołał komisję w sprawie pobicia w piątek 24 października taksówkarza przez amerykańskich żołnierzy z fregaty „Hewes”. Chce rozstrzygnąć, kto powinien zajmować się sprawą i kto odpowiada za popełnione wtedy błędy.
Po zajściu pojawiły się głosy oskarżające policję o nieudolność, a Żandarmerię Wojskową o chronienie Amerykanów.
Zdaniem Macieja Gduli, socjologa, członka zespołu „Krytyki Politycznej”, jest to zapowiedź kłopotów, jakie będziemy mieli z amerykańską obsługą tarczy antyrakietowej. – To nie będą harcerze. Sprawa z Sopotu pokazuje, co może zdarzyć się u nas – mówi Gdula. Zaznacza, że historia obecności wojsk USA w Europie pokazała, jakie problemy są z żołnierzami.
Do bójki doszło ok. godz. 23 przed sopockim Grand Hotelem. Kilku Amerykanów zaatakowało taksówkarza, bo nie mogli się z nim dogadać w sprawie ceny za kurs. Piotr L. uderzył głową o chodnik i trafił do szpitala z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Na miejsce przyjechała policja, a wkrótce po niej Żandarmeria, która – jak twierdzą policjanci – przejęła sprawę.
– Nie przejęliśmy marynarzy – zaprzecza mjr Marcin Wiącek, rzecznik ŻW. – Staraliśmy się pomóc policji. Gdy przyjechali nasi oficerowie, większość żołnierzy już siedziała w autokarze. Nie mieliśmy z nimi kontaktu.
Żandarmi udali się do szpitala. – Pytali, czy to ja jestem ofiarą. Ale przesłuchania jako takiego nie było. Niczego nie podpisywałem – mówi „Rz” Piotr L.
Szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor stwierdził, że taksówkarz sam się przewrócił. Skąd to wiedział? Od kilku dni nie udało nam się z nim skontaktować.
Nieoficjalnie policjanci podkreślają, że z powodu wkroczenia żandarmów bezpośrednio po bójce nie udało się przeprowadzić normalnych czynności: przesłuchać żołnierzy i zbadać, czy nie byli pijani albo pod wpływem narkotyków.
W sobotę nagle ŻW zwróciła sprawę policji. Żołnierze byli już na okręcie uznawanym za terytorium USA. Udało się ich przesłuchać dopiero w niedzielę.
– Dowódca nie robił problemów – mówi „Rz” Barbara Skibicka, szefowa Prokuratury Rejonowej w Sopocie. Zapewnia, że jeśli żołnierze brali udział w bójce, to za to odpowiedzą. Tyle że z Gdyni już odpłynęli.
Kto powinien zajmować się sprawą: policja czy żandarmeria? – Ani ja, ani prawnicy nie potrafimy na to jednoznacznie odpowiedzieć. Zwrócę się o wykładnię do radców prawnych komendy wojewódzkiej i głównej – zapowiada Mirosław Pinkiewicz, szef sopockiej policji.
Jak ustaliła „Rz”, policja, oddając sprawę, opierała się na przepisie ustawy o Żandarmerii Wojskowej. Mówi on, że „w zakresie działań żandarmerii są żołnierze sił zbrojnych państw obcych przebywających na terytorium Polski, jeżeli pozostają w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”. Ale wieczorne wyjście do dyskoteki trudno uznać za służbowy obowiązek. Poza tym na spotkaniu, które odbyło się po zacumowaniu fregaty w Gdyni przedstawiciele ŻW, policji i amerykańskich służb ustalili, że ewentualnymi incydentami z udziałem Amerykanów będą się zajmować policja i cywilna prokuratura. – Poprosiliśmy jednak, by policja informowała nas o takich zdarzeniach – przyznaje mjr Wiącek z ŻW.
Informator „Rz”, prawnik, uważa, że sprawa należała do policji. – Żandarmeria powinna tylko potwierdzić, że Amerykanie są żołnierzami – mówi.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów
[link=mailto://e.zemla@rp.pl]e.zemla@rp.pl[/link], [link=mailto://p.kubiak@rp.pl]p.kubiak@rp.pl[/link][/i]
[ramka][b]Wojciech Cieślak, wykładowca prawa karnego na Uniwersytecie Gdańskim[/b]
Sprawa z Sopotu może służyć przeciwnikom amerykańskiej bazy w Redzikowie. Na razie nie ogłoszono aktu prawnego regulującego jej status. Prawdopodobnie będzie eksterytorialna. Ale powstaje problem odpowiedzialności za czyny popełnione na przepustkach i kwestia, czy żołnierzami będzie się zajmował nasz wymiar sprawiedliwości, czy będą przekazywani do bazy. Amerykanie zazwyczaj uważają się za nietykalnych – starają się nie dopuszczać do sytuacji, by ich obywatele byli sądzeni przez trybunały międzynarodowe czy tym bardziej sądy obcych państw.
W Sopocie moim zdaniem Żandarmeria Wojskowa nie miała nic do gadania, bo zarzucany żołnierzom czyn nie miał związku z ich służbą. Na podstawie dostępnych informacji wydaje mi się, że żołnierze ŻW zachowali się jak towarzysze broni, umożliwiając Amerykanom dotarcie na statek. Źle zachowali się też policjanci, może dlatego, że ich przełożeni są wyczuleni na takie sprawy z obawy przed wywołaniem międzynarodowego konfliktu.
[i]pek[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA