fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Na Białorusi będzie nieco więcej wolności

Aleksander Milinkiewicz
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Rozmowa z Aleksandrem Milinkiewiczem, jednym z liderów białoruskiej opozycji
Rz: Unia Europejska postanowiła znieść sankcje nałożone na władze Białorusi. Czy to dobry krok?
Aleksander Milinkiewicz, jeden z liderów białoruskiej opozycji: Jak najbardziej. UE wprowadziła sankcje, bo na Białorusi byli więźniowie polityczni, i głównym warunkiem, jaki stawiała, było ich zwolnienie. Ten warunek został spełniony. Mam nadzieję, że dzięki takiej polityce UE – kolejnych kroków – będziemy mieli na Białorusi nieco większą wolność mediów i nieco bardziej demokratyczne wybory.
Ale chodzi też o inną, poważniejszą sprawę. Sytuacja gospodarcza Białorusi jest fatalna, rośnie nasze zadłużenie wobec Rosji i jeśli Europa nie pomoże nam w reformowaniu gospodarki, to przekształcimy się w rosyjski protektorat. Wolność i prawa człowieka są bardzo ważne, ale dziś najważniejsza jest niepodległość.
Jednak część opozycji nie chce uczestniczyć w wyborach, a partia BNF już zapowiedziała wycofanie swoich kandydatów. Czy słusznie?
Ja uważam, że to pomyłka. Nikt nie twierdzi, że bierzemy udział w prawdziwych, wolnych i demokratycznych wyborach. Ale mamy znakomitą okazję, by wyjść do społeczeństwa, organizować zebrania wyborcze. Każdy kandydat ma rzadką szansę wystąpienia w telewizji! To lepiej, niż siedzieć na fotelu przed telewizorem i mówić, że władza jest zła.
Unijna komisarz Benita Ferrero-Waldner ma rozmawiać z szefem białoruskiego MSZ i przekonywać go, by władze zarejestrowały dwóch wiceprzewodniczących BNF Wincuka Wiaczorkę i Wiktara Iwaszkiewicza. Czy pana zdaniem ten nacisk coś da?
Nie ma co dyskutować o konkretnych kandydatach. Istotne, że w lokalnych komisjach wyborczych jest znikoma liczba przedstawicieli sił demokratycznych. W efekcie będą to wybory jak za Stalina, który mówił przecież, że nie jest ważne, kto jak głosuje, tylko kto liczy głosy. Pani Ferrero-Waldner powinna raczej naciskać, by w komisjach znaleźli się działacze opozycji.
Czy obecna kampania wyborcza różni się czymś od poprzednich?
Są kosmetyczne zmiany na lepsze. Dwa lata temu nie mogliśmy zbierać podpisów poparcia dla kandydatów, organizując pikiety, a teraz mogliśmy. Ponad 30 osób znalazło się w komisjach okręgowych, ale tam akurat o niczym się nie decyduje, „cuda nad urną” mają miejsce w komisjach lokalnych. Nie skracano wystą- pień opozycyjnych kandydatów w telewizji i radiu. Ale też, tak jak dawniej, dyrektorzy zakładów i przedstawiciele KGB prowadzili rozmowy ostrzegawcze z osobami zbierającymi podpisy.
Sądzi pan, że w nowym parlamencie mogą się znaleźć reprezentanci ugrupowań opozycyjnych?
Myślę, że tak, ale nie w wyniku woli wyborców, a decyzją władz. Ale jeśli jakaś grupa znajdzie się w Izbie Reprezentantów, będzie to krok naprzód. Przez ostatnie 14 lat nie było tam żadnego opozycjonisty!
Aleksander Łukaszenko nie uznał niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Dlaczego?
Walczy o władzę. Ale bez niepodległej Białorusi tej władzy mieć nie będzie. Dla mnie niepodległość jest święta – i w tym go popieram. Nie chcę, by demokracja powstała na ruinach gospodarki białoruskiej.
Aleksander Milinkiewicz był opozycyjnym kandydatem na prezydenta w wyborach 2006 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA