fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Po pierwsze: nic nie mówić

AFP
Prawa człowieka czy ograniczanie wolności prasy w Chinach przez MKOl uznane zostały za tematy problematyczne. Specjalna instrukcja tłumaczy działaczom, jak unikać ich poruszania w kontaktach z mediami
Do dokumentu dotarli dziennikarze telewizji ARD i zaprezentowali jego fragmenty w poniedziałkowym magazynie „Report Mainz”. Instrukcja ma aż 49 stron i przeznaczona jest tylko do wewnętrznego użytku.
Władze MKOl przedstawiają listę tematów, o których nie powinno się rozmawiać. Proponują także gotowe rozwiązania, jak radzić sobie z niewygodnymi pytaniami dziennikarzy. Radzą szybko zmieniać temat, nawet na taki, który mógłby sugerować, że nie zrozumiało się pytania, lub przedstawiają kilka gotowych odpowiedzi – wymijających i bardzo ogólnych.
Gościem programu telewizyjnego był Joerg Schild, prezydent Szwajcarskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie krył oburzenia. – Władze MKOl powinny zamiast zajmować się doradztwem medialnym, przyjrzeć się przestrzeganiu zapisów Karty olimpijskiej przez gospodarzy igrzysk. Coś jest nie w porządku, jeśli ludzie rządzący sportem nie potrafią już być obiektywni – twierdzi.
Jeszcze ostrzej skomentowała sprawę niemiecka szpadzistka Imke Duplitzer. – Każdy quiz, w którym przed usłyszeniem pytania znane są odpowiedzi, jest zmanipulowany. Wychodzi na to, że samo używanie mózgu jest dopingiem – mówi.
Schild uważa, że instrukcja jest dowodem braku odwagi kierownictwa MKOl, które zamiast naciskać na Chiny, by wywiązały się ze wszystkich przepisów Karty olimpijskiej, wolą pouczać własnych działaczy. – Równie dobrze można nie wymagać od sportowców, by walczyli zgodnie z przepisami – uważa Schild.
Szwajcar podkreśla, że dla MKOl najważniejsze jest, by o igrzyskach pisano dobrze, a nie to, by przedstawiano prawdziwy obraz. – W Pekinie, żeby wywrzeć wrażenie na gościach, maluje się trawę na zielono. MKOl to samo stara się zrobić z dziennikarzami, którzy ośmieliliby się krytykować organizatorów igrzysk – tłumaczy Schild.
Sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński zapewnia „Rz”, że ani członkowie delegacji, ani polscy sportowcy nie otrzymali żadnych instrukcji. – Gdyby taki dokument do nas trafił, bylibyśmy zdumieni. Nasi zawodnicy nie przechodzili żadnych szkoleń dotyczących kontaktów z mediami, nie sugerowaliśmy im, by nie poruszali jakichś tematów. Nie sądzę jednak, by chcieli rozmawiać o sprawach pozasportowych. Igrzyska są własnością MKOl, poszczególnym miastom przyznaje się tylko ich organizację – mówi.
Mimo że Amnesty International bije na alarm, że łamanie praw człowieka w Chinach jeszcze bardziej się nasiliło, MKOl utrzymuje, że od przyznania temu krajowi igrzysk wiele zmieniło się na korzyść. Wiceprezydent MKOl Thomas Bach zapytany w kwietniu, czy wywierana jest presja na Chiny w sprawie Tybetu, odparł, że komitet nie ma mandatu politycznego, lecz tylko sportowy.
masz pytanie, wyślij e-mail do autoram.kolodziejczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA