fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Kobiety z inicjatywą

Anna Bagińska
Rzeczpospolita
Jedne nie miały pracy, drugie marzyły o samodzielności, inne chciały pasje przekuć w pieniądze. Dzięki projektowi „Inicjatywa jest kobietą” 77 pań z Lubelszczyzny założyło własne firmy. Szyją sutanny, organizują imprezy, sprzedają kompozycje kwiatowe
Bożena Rodak, 47-letnia lublinianka, o prowadzeniu własnej galerii sztuki marzyła już w czasach szkolnych. Pragnienie to spełniła dopiero w ubiegłym roku. Wcześniej przez wiele lat pracowała w firmie dziewiarskiej, potem nieco w handlu, dorywczo imała się różnych zajęć. Przez ostatnie dwa lata była bezrobotna. O programie „Inicjatywa jest kobietą” dowiedziała się z lubelskiego radia. Zgłosiła się ostatniego dnia rekrutacji. Dziś jest właścicielką Galerii Sztuki Dalia zlokalizowanej przy jednej z uliczek Starego Miasta w Lublinie.
– Bez tych 12 tys. zł wsparcia i wiedzy, jaką otrzymałam na szkoleniu, pomysł galerii pewnie do końca życia zostałby w sferze planów – przyznaje Rodak.
Dotacje wydała na adaptację lokalu, zamontowanie zabezpieczeń, reklamę, stworzenie własnej strony internetowej oraz zakup towarów użytkowych. Rękodzieła i obrazy lubelskich artystów wzięła w komis, podobnie jak ręcznie wyszywane torebki firmy Nefretete przygotowane przez inną uczestniczkę projektu Anetę Pastusiak.
– Wiem, że trzeba poczekać rok, a może i dłużej, zanim rynek zaakceptuje moją galerię. Chociaż, kto wie, może stanie się to wcześniej, bo po tych kilku miesiącach działalności obserwuję, że odwiedza mnie coraz więcej klientów – Rodak jest dobrej myśli.
W powodzenie swego biznesu wierzy też Anna Bagińska, energiczna 50-latka, która we wrześniu ubiegłego roku na jednym z lubelskich osiedli uruchomiła własny kiosk. Poniekąd dlatego, że po dwóch latach emerytury nie mogła znaleźć miejsca w domu.
– Wcześniej bywało, że pracowałam nawet na dwóch etatach. Teraz też pracuję po 12 godzin, ale jak wszystko dobrze pójdzie, może wkrótce zatrudnię pracownika. Z miesiąca na miesiąc uzyskuję coraz większe obroty – cieszy się.
Przyznaje, że pierwsze trzy miesiące były najgorsze. Miała chwile załamania. Teraz ma stałych klientów, którzy tylko u niej kupują bilety, gazety, drobne artykuły spożywcze. Zanim rozpoczęła działalność, odwiedzała inne kioski, sondując, o jakie towary pytają najczęściej klienci i jakich nie mogą dostać.
– Dzięki tej wiedzy mam dla dzieci zabawki w różnych przedziałach cenowych, dla starszych podręczne lekarstwa, dla studentów karty wszystkich operatorów telefonicznych. Zamawiam też te gazety, które można dostać tylko w empikach. Kiedy się dowiedziałam, że w pobliżu nie ma ksera, to natychmiast zainstalowałam je w kiosku. Zarobek z tego marny, ale usługa ludziom potrzebna – mówi Anna Bagińska.
Projekt „Inicjatywa jest kobietą. ABC przedsiębiorczości dla kobiet” realizowała Fundacja Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Rozwój Zasobów Ludzkich Priorytet I, działanie 1.6 Integracja i reintegracja zawodowa kobiet. Finansowany był ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, budżetu państwa i środków własnych Fundacji UMCS. Miał przełamać bariery i stereotypy związane z aktywizacją zawodową kobiet i pomoc im w rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej. Z rekrutacją nie było problemów. W szkoleniu „Jak założyć własną firmę” i warsztatach „Moja pierwsza firma” (łącznie 50 godzin) wzięło udział 120 kobiet. Chętnych było trzy razy więcej.
Anna Grzegorczyk, koordynatorka projektu, wyjaśnia, że typowa uczestniczka przedsięwzięcia była kobietą w wieku około 40 lat, z wykształceniem średnim lub wyższym, z własnym pomysłem, wizją działalności, umiejętnościami zawodowymi, ale bez kapitału startowego i nierzadko wiedzy potrzebnej do prowadzenia własnego biznesu. Na początku bez wiary, że biznes może się udać.
– Nasz projekt wzmocnił u nich postawy przedsiębiorczości i był impulsem do tego, by spróbowały zrobić coś same – uważa Grzegorczyk.
Panie poznały zasady działania małych firm, podstawy księgowości i marketingu. Musiały napisać biznesplan i obronić go przed komisją złożoną z ekspertów. To właśnie sporządzenie tego dokumentu sprawiało im duży problem. Większość nigdy nie prowadziła firmy i nie miała styczności z biznesplanem.
– Pisałam go przez dwie noce, ale głowiłam się nad nim przez cały tydzień – wyznaje Bożena Rodak. Anna Bagińska przyznaje, że porządny biznesplan udało jej się napisać dopiero za drugim razem. Pierwszy komisja odrzuciła. Grażyna Parol, która prowadzi firmę zajmującą się projektowaniem, wyrobem i naprawą biżuterii srebrnej, dodaje, że kłopotliwe było też precyzyjne rozliczanie dotacji.
– Rzeczywiście, wiele kobiet miało problemy z rozliczeniem się co do grosza. Musiały się ściśle trzymać tego, co zadeklarowały, a czasami były z tym kłopoty, choćby dlatego, że w międzyczasie zmieniły się ceny. Była to dla nich jednak dobra nauka, która może się przydać później, gdy będą się starać np. o kredyty – mówi Anna Grzegorczyk.
– Decydując o przyznaniu dotacji, ocenialiśmy ryzyko i szanse powodzenia projektu. Zwracaliśmy też uwagę na zaangażowanie kobiet i pasję, z jaką chciały realizować pomysły – opowiada Anna Grzegorczyk. Łącznie fundacja zaakceptowała 77 projektów, które dofinansowała kwotą blisko 1 mln zł (maksymalna kwota dotacji na jedną osobę wynosiła 12 777, 25 zł).
Anna Świątkowska z Ludwina, krawcowa z wykształcenia, założyła firmę, która szyje na zamówienie stroje liturgiczne i sutanny. Pieniądze i udział w projekcie pozwolił jej uwierzyć w siebie. Odkąd straciła pracę w firmie odzieżowej szyciem zajmowała się chałupniczo i okazjonalnie. Brakowało jej pieniędzy na zakup profesjonalnej maszyny do szycia, stołu krawieckiego i żelazka.
– Bałabym się wziąć kredyt z banku na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Zresztą, wcześniej nie miałam pojęcia, jak prowadzić firmę. Teraz wierzę w siebie i zarabiam lepiej, niż wynosi średnia płaca dla krawcowej w okolicy – mówi Świątkowska. Ostatnio profil działalności poszerzyła o szycie szat liturgicznych dla dzieci przystępujących do komunii i strojów dla zespołów folklorystycznych. Zamówień ma coraz więcej.
Pomysłów na własny biznes kobietom nie brakowało. Otworzyły własne agencje reklamowe i wydawnicze, biura tłumaczeń, pracownie projektowe, krawieckie lub hafciarskie. Założyły różne sklepy, komisy, butiki, studia fryzjerskie i salony kosmetyczne. Magdalena Jakubczyk-Rudyk dotację przeznaczyła na urządzenie gabinetu logopedycznego. Monika Kamińska zgodnie ze swoją pasją na uruchomienie internetowego sklepu jeździeckiego. Aneta Kruk, geograf z wykształcenia, i Sylwia Wierzchowska, zawodowy pedagog, kiedy straciły pracę w zlikwidowanym osiedlowym domu kultury, zrealizowały swoje marzenia o posiadaniu własnego przedszkola. Uruchomiły Kangurka – klub dla dzieci i rodziców. Lokal urządziła im Anita Olszak z firmy Alte Deko (także uczestniczka projektu). Posiłki dostarcza firma kateringowa. – Jeszcze nie zarabiamy, bo prowadzenie tego typu działalności dużo kosztuje. Zwróciliśmy się do urzędu miejskiego o wpisanie nas na listę instytucji i udzielenie dofinansowania. Najważniejsze, że robimy to, co chcemy – mówi Sylwia Wierzchowska.
Barbara Borowska prowadzi Kwiatową Galerię Prezentów, w której oferuje usługi florystyczne, od ślubnych bukietów i stroików po dekoracje przeróżnych imprez. Do oferty, za namową córki, wprowadziła dowóz wiązek pod wskazany adres (najczęściej korzystają z tego studenci podczas obrony prac magisterskich i licencjackich).
Dwa tygodnie temu w Lublinie Magdalena Wójcik uruchomiła Miasto Kobiet – pierwszy w Lublinie klub fitness „stworzony przez kobietę i z myślą o potrzebach kobiet”. Oprócz m.in. siłowni, solarium, sauny, sali do aerobiku i masażu jest tam też sala dla dzieci i minikawiarenka na ploteczki. Współpracuje z kilkoma osobami, głównie instruktorkami aerobiku i masażystkami. Przyznaje, że przy takim rozmiarze projektu kwota dotacji stanowiła niewielką część wydatków (pozwoliła kupić jedynie łóżko do solarium).
– Udział w szkoleniach i warsztatach, a potem obiektywna ocena mojego biznesplanu przez profesjonalistów dała mi wiatr w żagle i pozwoliła uwierzyć, że to, co chcę zrobić, jest wartościowe i możliwe do wykonania – mówi Wójcik.
Anna Grzegorczyk chce w nowym okresie programowania unijnych funduszy kontynuować projekt „Inicjatywa jest kobietą”. Chciałaby również, aby uczestniczki pierwszej edycji mogły przejść specjalistyczne szkolenia np. z marketingu i sprzedaży. To jeszcze bardziej rozwinęłoby ich mikrofirmy.
Z danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie wynika, że bezrobocie wśród kobiet w regionie systematycznie spada. To jest zasługa m.in. projektów unijnych. O ile w kwietniu 2006 r. na Lubelszczyźnie zarejestrowanych było 77 tys. bezrobotnych kobiet, to na koniec kwietnia tego roku już 57 tys. Panie stanowią jednak 52 proc. ogółu bezrobotnych w województwie lubelskim.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA