fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Gdzie kupować sztukę

Galeria Grafiki i Plakatu działa w Warszawie od 32 lat
Rzeczpospolita, Raf Rafał Guz
Nasi kolekcjonerzy stoją przed wyborem – kupować na rynku czy wprost od artystów. Wielu uważa, że marszandzi bezzasadnie windują ceny
Zajrzyj do naszego raportu: Kompas sztuki
Kilka tygodni temu Janusz Miliszkiewicz na łamach dodatku „Moje Pieniądze”, że najkorzystniej kupować dzieła bezpośrednio u artysty.
Nadal podtrzymuje tę opinię. – Nie występuję przeciwko galeriom, tylko narzucanym przez nie gigantycznym marżom – tłumaczy. – Łatwiej spełnić miłość do sztuki, mniej na nią wydając. Najwięksi kolekcjonerzy tak postępują. Kiedy Witold Zarazka chce kupić obrazy na prezenty, udaje się do pracowni malarzy. W ten sposób oszczędza, a zarazem zaszczepia innym kolekcjonerskiego bakcyla.
Niemal wszyscy artyści, zwłaszcza młodego i średniego pokolenia, wykorzystują do promocji Internet. Na swoich stronach zamieszczają biogramy, namiary, kontakty. Pomaga się to zorientować w twórczości autora, lecz nie zawsze sprzyja promocji.
– Ktoś zaprzyjaźniony z artystą kupi pracę bezpośrednio u niego. Ale człowiek z ulicy tak łatwo do pracowni nie wejdzie – zaznacza Nina Rozwadowska, współwłaścicielka Galerii Grafiki i Plakatu działającej w Warszawie 32 lata. – Mało który autor potrafi sam się sprzedać, zachęcać, argumentować, targować się. Współpracujący z nami od początku Franciszek Starowieyski wręcz brzydzi się ustalaniem cen.
– W moim wieku nawet nie wypada osobiście pertraktować z klientem – uśmiecha się mistrz Jan Tarasin, lat 81. – Nie cierpię transakcji, targów.
Za granicą sprzedaż dzieła wprost z pracowni może mieć fatalne konsekwencje. Gdy taka nielojalność wychodzi na jaw, artysta jest skreślony w środowisku. Nikt go nie przyjmie do „stajni”. Poza tym marszandzi nie chcą współpracować z autorami, którzy samodzielnie założyli sobie stronę w sieci. Podejrzewają, że taki twórca prowadzi na własną rękę e-transakcje. Z kolei klient musi być znawcą, by na podstawie obrazu w sieci ocenić dzieło. Wielką sztukę za wielkie pieniądze trzeba zobaczyć na własne oczy.
– Najtrudniej pokonać polską mentalność: w PRL pokątny handel był naszą specjalnością. Ale teraz wszystko w Polsce profesjonalizuje się, handel sztuką też powinien – zauważa Zofia Kulik, artystka średniej generacji. – Dziś na świecie artysta bez marszanda to jak państwo bez ambasady. Mało kto chce się z takim umawiać, pertraktować.
Agata Smoczyńska-Le Guern, właścicielka stołecznej galerii, tłumaczy, że galerie komercyjne stanowią odpowiednik agencji aktorskich.
– Co dzień przychodzą do nas nowi artyści chcący u nas wystawiać, także z zagranicy. Proponują nawet pieniądze. Przekupują nas. Najlepszy dowód, że jesteśmy potrzebni.
Debiutanci, których jeszcze żadna galeria nie wzięła pod swe skrzydła, próbują działać o własnych siłach. Przykładem kombinaty artystyczne na Pradze. Twórcy organizują się w grupy, płacą wspólnie za wynajem miejsca, razem wystawiają, przygotowują imprezy. Ale to tylko wstęp do poważnej kariery.
Istnieje jeszcze jeden gatunek: Zosie samosie, czyli prowadzący autorskie galerie.
Najwięcej ich w Kazimierzu nad Wisłą (tam np. ma dom-pracownię Jan Wołek); w Częstochowie ma pracownię-galerię malarz Tomasz Sętowski; Andrzej Mleczko, rysownik satyryk, krakowski salon zamienił kilka lat temu na warszawski.
– Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez galerii – podkreśla Zofia Kulik. – Współpracuję z trzema miejscami: w Warszawie, Berlinie, Nowym Jorku. Od rana ich przedstawiciele kręcą się jak w ulu: e-maile, spotkania z klientami, oprowadzanie, kontakty. Gdybym się tym zajmowała, nie miałabym czasu na twórczość.
– W naszej epoce malarz nie jest w stanie sam sobie zapewnić promocji – mówi Zbigniew Rogalski, młody artysta związany z Rastrem. – Marszandzi pracują nie mniej niż my. To także zawód twórczy, wymagający nieustannej aktywności.
– Nie sposób wyobrazić sobie autora biegającego podczas kilkudniowego zagranicznego wyjazdu od jednej galerii do drugiej – mówi ze śmiechem Marcin Muszyński z warszawskiej galerii Program. – A ktoś, kto rozłożyłby własny kram w pobliżu targów sztuki, byłby uznany za czuba lub… performera.
– Galerie jako miejsca sprzedaży to pomyłka! – przekornie zauważa Łukasz Gorczyca z Rastra, modnej stołecznej galerii. – Gdyby na tym kończyła się ich aktywność, rzeczywiście mogłyby nie istnieć. Najważniejszym zadaniem marszanda jest praca intelektualna z artystą oraz jego promowanie. Zanim artysta będzie na tyle znany, że zaproszą go prestiżowe muzea, musi dać się poznać. My nie zabraniamy podopiecznym sprzedawania dzieł z pracowni – oni sami nie chcą zawracać sobie tym głowy. Nie mamy też nic przeciwko ich współpracy z innymi galerystami. Niech wystawiają jak najwięcej.
– Marszand obarczony jest wieloma kosztami – wyjaśnia Agata Smoczyńska-Le Guern. – Czynsz za lokal, utrzymanie, przechowywanie dzieł. No i robota promocyjna. Kontakty z mediami, opracowanie katalogów i ich druk, stałe uzupełnianie portfolio artysty, korespondencja w jego imieniu. Jeszcze droższy jest udział w zagranicznych targach sztuki: wynajęcie stanowiska, zajmowanie się odwiedzającymi, hotel. Jest jeszcze coś, co trudno przeliczyć na koszty: praca nad pozycją artysty. Im wyższa ranga galerii, tym bardziej cenieni są jej podopieczni. O „stajni” świadczy reprezentacja.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki m.malkowska@rp.pl
Warszawa
- Galeria Grafiki i Plakatu (Hoża 40) – założona w 1976. Pierwszy w Polsce salon z profilem określonym w nazwie.
- Milano (Waszyngtona 2a). – założona w 1989. Dzieła z pogranicza szeroko pojętej abstrakcji. Najlepsza biżuteria autorska w Polsce.
- Świetlica Sztuki Raster (Hoża 42) – istnieje od 2001. Młoda sztuka oraz działalność wydawnicza, koncerty i spotkania literackie.
- Le Guern (Widok 8) – istnieje od maja 2004. Sztuka najnowsza, premiery. Twórcy renomowani i młodzi.
Kraków
- Starmach Gallery (Węgierska 6) – założona w 1989. Najważniejsze zjawiska współczesnej sztuki polskiej, zwłaszcza twórczość Grupy Krakowskiej.
Poznań
- Piekary (Piekary 5). Polska awangarda XX i XXI w. (abstrakcja, konceptualizm, młoda sztuka), albumy o sztuce.
m.m.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA