fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia i odszkodowania

200 tys. zł za śmierć rodziców w Egipcie

123RF
Biuro podróży, które sprzedało wczasy w Egipcie małżonkom z Polski, musi zapłacić za ich śmierć podczas wycieczki fakultatywnej. Biuro twierdziło, że to nie ono, lecz lokalna firma z Egiptu odpowiada za fatalną organizację wycieczki.

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, rozpatrujący sprawę zadośćuczynienia dla synów małżonków uznał jednak, że sprzedając pobyt w Egipcie, biuro podróży zobowiązało się także do należytego wykonania wycieczek fakultatywnych (wyrok z 6 maja 2015 r., sygn. akt I ACa 245/15).

Chcieli zobaczyć żółwie morskie

Tę sprawę nagłośniono w mediach: kilka lat temu Ewa i Leszek W. z Józefowa pod Warszawą wykupili w biurze podróży Itaka tygodniowe wczasy w Egipcie. Wraz z umową otrzymali pisemne informacje dotyczące planowanych wycieczek fakultatywnych. Nie wskazano w nich, kto jest ich organizatorem. Na miejscu, w hotelu, rezydentka Itaki także namawiała turystów do korzystania z tych wycieczek, rekomendowała je jako bezpieczne, zapewniała, że uczestnicy będą objęci ubezpieczeniem i opieką polskojęzycznego pilota.

Państwo W. (oboje po pięćdziesiątce, umiejący świetnie pływać) zdecydowali się na wycieczkę do zatoki Abu Dabbab, której atrakcją miało być snurkowanie, czyli nurkowanie powierzchniowe pod okiem doświadczonego przewodnika oraz oglądanie żółwi morskich. Podczas spotkania informacyjnego rezydentka zapewniała, że wyprawa jest łatwa, mogą w niej wziąć udział nawet małe dzieci. Nie ostrzegła, że uczestnicy będą musieli płynąć wpław ok. 150 metrów w otwarte morze. Nikt z nabywców wycieczki nie dostał ani pisemnego potwierdzenia zawarcia umowy z organizatorem wycieczki ani ustnej informacji, że jest nim nie Itaka, lecz lokalne biuro podróży.

Wpław bez kapoków

Wycieczka została fatalnie przygotowana. Rezydentka nie wzięła w niej udziału, polskimi turystami zajęli się przewodnicy arabscy, którzy nie władali ani językiem polskim, ani językiem angielskim w stopniu komunikatywnym. Plan wyprawy uczestnicy poznali dopiero na plaży - przewodnicy nakreślili trasę patykiem na piasku. Nie wyposażyli podopiecznych w kapoki ani sprzęt do snurkowania, nie zapewnili im żadnej opieki medycznej ani sprzętu ratowniczego. Warunki pogodowe były trudne – na morzu wiał silny wiatr, fale znacznie utrudniały pływanie. Nie wszyscy zdecydowali się kontynuować wycieczkę, część uczestników została na brzegu, dwie osoby zawróciły po przepłynięciu kilkunastu metrów. Państwo W. byli wśród 10 osób, które postanowiły popłynąć do „domu żółwi".

Wyprawa miała dramatyczny przebieg: jedna z uczestniczek opadła z sił i w powrocie do brzegu musieli je pomagać pływacy z innej grupy wyposażeni w kapoki. Nikt nie zauważył, że wśród powracających brakuje małżonków W. Ewa W. z trudem dotarła do brzegu o własnych siłach, ale zmarła z wyczerpania mimo reanimacji. Ciało jej męża odnalazł w wodzie inny uczestnik wycieczki. Przyczyną śmierci było utonięcie.

Synowie małżonków W. zażądali od Itaki zadośćuczynienia za krzywdę związaną ze śmiercią rodziców. Sprawa trafiła do sądu, bo biuro twierdziło, że odpowiedzialność z tego tytułu obciąża egipskiego organizatora wycieczki fakultatywnej.

Organizator odpowiada za wykonawcę

Sąd I instancji uznał, że organizator wycieczki do zatoki nie dochował minimum staranności , by zapewnić bezpieczeństwo jej uczestnikom. A tym organizatorem było pozwane polskie biuro podróży Itaka. Egipska firma była jedynie wykonawcą imprezy.

- Pozwany powierzył tej firmie wykonanie własnego zobowiązania i zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy o usługach turystycznych odpowiada wobec konsumenta za jej wykonanie na zasadzie ryzyka. Pozwany nie wykazał przesłanek uwalniających go od odpowiedzialności – stwierdził Sąd Okręgowy w Opolu.

Jak ustalił,  dorosłych synów Ewy i Leszka W. łączyła ze zmarłymi rodzicami silna więź emocjonalna. Jeden z nich mieszkał z rodzicami, drugi dopiero 22 dni przed ich śmiercią wyprowadził się do wynajętego mieszkania. Byli bardzo zżyci z rodzicami, wspólnie spędzali święta, weekendy, uroczystości rodzinne. Obaj synowie przeżyli szok i nadal nie mogą pogodzić się z tragiczną śmiercią matki i ojca. Sąd zasądził na ich rzecz po 100 tys. zł zadośćuczynienia.

Fakultatywne, ale w umowie

Apelację od wyroku wniósł pozwany touroperator. Chociaż Sąd Apelacyjny we Wrocławiu nie wszystkim wywodom Sądu I instancji przyznał rację, to jednak uznał ostatecznie, że apelacja nie zasługuje na uwzględnienie.

- Fakultatywny charakter wycieczek nie oznacza, że pomiędzy klientem wyrażającym chęć uczestnictwa w takiej wycieczce a touroperatorem dochodzi do zawarcia kolejnej umowy, a jedynie do ostatecznego ustalenia zakresu świadczonych na rzecz tego klienta usług. Już w chwili zawarcia umowy przez rodziców powodów i pozwanego powstał pomiędzy nimi stosunek zobowiązaniowy, którego treść, poza podstawowym zakresem usług takich jak przelot, transfer do hotelu, zakwaterowanie w hotelu, wyżywienia, ubezpieczenie, obejmowała także świadczenie na rzecz klienta dodatkowych usług w postaci uczestnictwa w wycieczkach tzw. fakultatywnych w razie wyrażenia przez niego woli w tym zakresie i dokonania dodatkowej opłaty – stwierdził Sąd Apelacyjny.

W jego ocenie zasądzone na rzecz powodów zadośćuczynienie odpowiada rozmiarowi ich krzywdy.

- Na skutek śmierci rodziców synowie zostali pozbawieni ich wsparcia w przyszłości, ale także możliwości dzielenia radości życia codziennego, w tym w ważnych dla każdego chwilach takich jak ślub czy narodziny dzieci. Przedwczesna śmierć rodziców zmieniła zatem nagle i nieodwracalnie dotychczasowe życie rodziny – uzasadniał swoje rozstrzygnięcie wrocławski Sąd Apelacyjny.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA