fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Michał Kobosko: Wojna Putina

Świat jest coraz bardziej zmęczony konfliktem na Ukrainie - pisze Michał Kobosko.
AFP
Rosyjska machina wojenna jest rozpędzona, słychać choćby o planach zakupu wartych majątek lotniskowców. Rosyjska machina propagandowa działa lepiej niż za czasów dzienników „Prawda” i „Izwiestia” – zauważa publicysta.

Polacy są już trochę zmęczeni. Świat jest zmęczony. Zmęczony przedłużającym się w nieskończoność kryzysem na Ukrainie. Zawieszeniem broni, w czasie którego giną ludzie. Sankcjami gospodarczymi, które nikogo nie cieszą i na których wszyscy tracą. Wreszcie tym, że Ukraina jest w rosyjskim potrzasku, z którego zdaje się nie mieć wyjścia. Europy nie stać na to, by w samym jej środku tlił się konflikt, który każdego dnia może powrócić do rozmiarów wojny – i to wojny mogącej mieć skutki międzykontynentalne. A przecież cała Europa miała być wolna i żyć w pokoju – takie były nasze oczekiwania u finału zimnej wojny.

Ofiara napaści

Wiosną odwiedzałem przecudowny Lwów. Miasto niby nietknięte wojną. Ale koszary w centrum straszą pustkami, warsztaty samochodowe czy firmy budowlane zamykają się z braku pracowników wysyłanych w mundurach na Wschód. A ulicami suną kondukty pogrzebowe w asyście wojskowej. Lwowiacy mówią po cichu, że to nie jest ich wojna. Że czują bliższe więzi z Polską niż z Donbasem, ba, nawet z Kijowem. Ale nie uciekają od odpowiedzialności za ratowanie i obronę całej ojczyzny.

Zaproszono mnie z wykładem na Uniwersytet im. Iwana Franki. Zaproponowałem tytuł: „Stosunki transatlantyckie w świetle konfliktu na Ukrainie". Chwilę przed wejściem do auli dano mi dyskretnie do zrozumienia, że właśnie popełniam gigantyczne faux pas. „Konflikt? Jaki konflikt? Ukraina jest ofiarą napaści, agresji Putina" – tłumaczyła mi znajoma pani profesor. Dopiero gdy tak właśnie postawiłem sprawę, poczułem, że napięcie u młodych słuchaczy opada. Podejrzewali, że zjawił się kolejny gość z Zachodu, który będzie im tłumaczył, że wina leży pośrodku...

Bo nie leży. Jest oczywistą oczywistością, że przed Ukrainą piętrzą się gigantyczne wyzwania. Kraj nie dość, że podzielony, to zapóźniony, skorumpowany, sprywatyzowany przez oligarchów. Ale trzeba dać Ukraińcom szansę, pomóc im wyjść z zapaści, rozwinąć kraj do poziomu, na jaki zasługuje. Żeby to było możliwe, wojna musi się skończyć. Ukraina ma prawo funkcjonować w granicach ustalonych przez supermocarstwa po rozpadzie ZSRR. Częścią Ukrainy jest Donbas. Częścią Ukrainy jest Krym. Ci, którzy machnęli na Zachodzie ręką, uznając, że to, co się stało, już się nie odstanie – są w błędzie.

Złamane porozumienia

Agresja na półwysep rozpoczęła się pod koniec lutego 2014 roku. Prezydent Władimir Putin z szerokim uśmiechem żegnał sportowców w Soczi, a jednocześnie bez mrugnięcia okiem wydawał rozkaz do ataku na Krym. Przez te długie 15 miesięcy wojny Rosjanie ani razu się nie przyznali, że na Ukrainie operują jednostki ich regularnej armii. Ale zdjęcie emblematów z mundurów, zamalowanie gwiazd na czołgach nic nie daje. Ta część świata, która nie chce zamykać oczu, wie, kto strzela, kto zabija, kto destabilizuje.

Pod koniec maja 2015 r. opublikowaliśmy w Atlantic Council raport pod tytułem „Hiding in Plain Sight: Putin's War in Ukraine". Raport przedstawiający dziesiątki jednoznacznych dowodów na łamanie przez stronę rosyjską zapisów mińskiego zawieszenia broni. Te dowody pochodzą przede wszystkim z dokumentów publicznie dostępnych, w tym zdjęć i informacji masowo publikowanych na portalach społecznościowych. Choć Putin wprowadził surowe kary za ujawnianie informacji o rosyjskich ofiarach wojennych, wypływu takich danych nie da się już zatrzymać.

Co będzie dalej z wojną na Wschodzie? Przez 15 miesięcy wojna pochłonęła 6200 ofiar śmiertelnych, dziesiątki tysięcy żołnierzy i cywilów odniosło rany, ponad 1,2 miliona ludzi musiało opuścić swoje domy.

W ostatnich tygodniach Putin wyraźnie spowolnił działania wojenne, swoje robią sankcje gospodarcze, od których Zachód dzięki wyjątkowo zgodnej postawie mocarstw nie zamierza łatwo odchodzić. Ale naiwnością byłoby sądzić, że prezydent Rosji rezygnuje z planu odbudowy imperium. On raczej liczy na zmęczenie i znużenie Zachodu, próbuje rozbić zachodni monolit. Rosyjska machina wojenna jest rozpędzona, słychać choćby o planach zakupu wartych majątek lotniskowców. Rosyjska machina propagandowa działa lepiej niż za czasów dzienników „Prawda" i „Izwiestia" – a jest tym skuteczniejsza, że po drugiej stronie nie napotyka na odpór, jaki kiedyś dawały Radio Wolna Europa czy Głos Ameryki.

Zachód musi być przygotowany na wszelkie scenariusze i na użycie wszelkich narzędzi, które zniechęcą Rosję do zmieniania mapy świata. Nie zniknęło zagrożenie dla suwerenności Litwy, Łotwy i Estonii. Nie zmniejszyły się rosyjskie apetyty na zniewolenie Gruzji, Mołdowy, Kazachstanu. Nie zniknęło zagrożenie dla krajów Europy Środkowej, w tym Polski. To wyzwania dla całego świata, nie tylko dla Unii, NATO czy Waszyngtonu.

Kiedy więc mówimy, że trochę nam się wieści z Ukrainy przejadły – musimy dobrze rozumieć, o czym mówimy. Bo przecież mówimy o przyszłości tej części Europy, w której żyjemy, ale też o całym porządku światowym. O sposobach rozwiązywania konfliktów. Traktowaniu małych przez dużych. Strategicznym wyborze ścieżki rozwoju, do czego każde suwerenne państwo powinno mieć prawo.

Raz do roku we Wrocławiu

Co roku rozbieramy te tematy na czynniki składowe w trakcie Wrocław Global Forum. Dlaczego we Wrocławiu? Przez jego niezwykłą historię i położenie, nierozerwalne związki ze Wschodem, Zachodem i Południem. Ale też przez jego teraźniejszość. Jedno z najatrakcyjniejszych miast Europy Środkowej przyciągające tysiące studentów, setki firm. Nie ma lepszego miejsca, by w Polsce rozmawiać o wyzwaniach i problemach.

Ukraina–Rosja, bezpieczeństwo energetyczne, strategie obronne i modernizacja sił zbrojnych. Nowoczesne technologie i, nieco już wyświechtana, innowacyjność. To one, bardziej niż wynik wyborów prezydenckich czy jesiennych wyborów parlamentarnych, będą determinowały przyszłość Polski. Dlatego co roku w czerwcu zapraszamy gości z całego świata do Wrocławia. Tematów nam – niestety albo stety – znów nie zabraknie.

Autor jest dyrektorem polskiego biura w think tanku Atlantic Council of the United States i dyrektorem czerwcowej VI edycji konferencji Wrocław Global Forum współorganizowanej przez Urząd Miasta Wrocławia i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA