fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Referendalny entuzjazm

Paweł Kukiz
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Ponad połowa Polaków deklaruje, że weźmie udział we wrześniowym plebiscycie w sprawie JOW.

Zapowiedziane po przegranej pierwszej turze wyborów przez prezydenta Bronisława Komorowskiego referendum będzie wstępem do jesiennej kampanii parlamentarnej. Znajdą się w nim trzy pytania. W debacie publicznej najczęściej wspomina się o zmianie ordynacji wyborczej, tak by posłowie nie byli wybierani z partyjnych list, tylko w niewielkich jednomandatowych okręgach. Organizacja referendum w tej sprawie miała być ukłonem Komorowskiego w stronę wyborców Pawła Kukiza, który najmocniej optuje za tym rozwiązaniem.



Z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej" wynika jednak, że postulat ten cieszy się najmniejszym poparciem wśród pytań, na które odpowiedzą Polacy 6 września. Wszystkie miałyby jednak ponad 50 proc. poparcia. Zwolennikami JOW jest 61 proc. badanych w dniach 22–23 maja (w piątek i sobotę przed drugą turą wyborów prezydenckich). Zmiana ordynacji ma tylko 20 proc. przeciwników, a 19 proc. wciąż nie ma w tej sprawie zdania.

Aż 74 proc. Polaków chce zmiany finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Obecny system popiera 15 proc. badanych. Postulat zabrania partiom pieniędzy z budżetu jest również mocno wspierany przez Kukiza. On sam zapowiada, że jego listy do Sejmu nie będą partyjne, przez co nie będą mu przysługiwać budżetowe środki.

Największym poparciem cieszy się jednak, co oczywiste, ostatni postulat. 88 proc. badanych zgadza się z koniecznością rozstrzygania wątpliwości w przepisach podatkowych na korzyść podatnika. Ten postulat forsował Komorowski, ale napotkał opór we własnym obozie. Projekt nie przeszedł podczas obrad rządu.

Problemem może być jednak frekwencja. By referendum, którego organizacja jak szacuje Krajowe Biuro Wyborcze kosztowałaby ok. 100 mln zł, było wiążące, musi wziąć w nim udział ponad połowa uprawnionych do głosowania. Taką deklarację w naszym sondażu wyraziło 51 proc. badanych. To niewiele ponad wymagany próg. Dlatego środowisko skupione wokół Kukiza zamierza aktywnie włączyć się w kampanię przedreferendalną.

Kukiz wyłuszczył swoją ideę w internecie. Zachęcił różne środowiska do zakładania komitetów referendalnych. „Tuż po referendum na bazie Społecznych Komitetów Poparcia dla Referendum stworzymy Obywatelskie Komitety Wyborcze i konsekwentnie działając »strukturą bez struktur« wygramy październikowe wybory parlamentarne!" – napisał.

– Mamy już 400 zgłoszeń – przekonuje Janusz Sanocki, wyznaczony na koordynatora akcji.

Ale w internecie tę sferę zdominował współpracujący z Kukizem Kongres Nowej Prawicy. Muzyk przekonuje jednak, że chce, by dołączały się różne środowiska. W jednym regionie może bowiem powstać kilka komitetów.

– Akcja ma charakter obywatelski, jest otwarta na różne środowiska, prosimy partie, by poukrywały szyldy, bo celem jest zjednoczenie Polaków i doprowadzanie do wymaganej frekwencji – tłumaczy Sanocki.

Także Kukiz w jednym ze swoich wpisów zaapelował do KNP o schowanie szyldu partyjnego, przyznając, że ich działalność wprowadziła do inicjatywy „trochę zamieszania". To argument dla tych z jego otoczenia, którzy chcą, by na listach ugrupowania znalazły się tylko nowe twarze, których dotąd nie było w polityce. Sam muzyk wolałby zaś połączenie różnych środowisk. O ile z sojuszu z Januszem Korwin-Mikkem nic nie wyjdzie (lider KORWiN ostro zaatakował postulat JOW podczas debaty przed pierwszą turą wyborów), o tyle Kukiz wciąż stawia m.in. na Ruch Narodowy.

– Będą tylko ciągnąć nas w dół. Podobnie źle przyjmowany jest Sanocki, który jest w polityce od lat. Był burmistrzem Nysy, startował z poparciem PiS do Senatu – przekonuje jeden z naszych rozmówców. Jego zdaniem dojście do głosu takich ludzi może zniechęcić niektórych sztabowców Kukiza z kampanii czy część środowiska dolnośląskich Bezpartyjnych Samorządowców. – To ludzie, którzy mają gdzie wrócić – przekonuje.

To może być jednak dopiero zapowiedź przyszłych problemów, bo środowisko Kukiza spajają teraz świetne sondaże i fakt, że dyskusja o referendum pomoże w kampanii przed wyborami do Sejmu. Budzi to niepokój w istniejących partiach. SLD wprost nawołuje do odwołania referendum.

Jasnego stanowiska wciąż nie ma w PO i w PiS. Temat pojawi się na wyjazdowym posiedzeniu Klubu PO zaplanowanym w tym tygodniu.

Partia jest w trudnej sytuacji. Wie, że w sprawie JOW nie będzie wiarygodniejsza od Kukiza, a sama dyskusja będzie mu pomagać. Upadła koncepcja, by pójść dalej, proponując likwidację Senatu i zmniejszenie Sejmu. PO musi zadbać teraz o morale w szeregach, a pomysł budzi wściekłość parlamentarzystów. Zdaniem jednego z naszych rozmówców z otoczenia premier Ewy Kopacz wymyślił go jej doradca Michał Kamiński. – Nie wiem, po co poszedł z nim do mediów – mówi nam polityk PO.

Rządzący liczą, że będą mogli się pozycjonować jako bardziej obywatelscy niż PiS, które JOW i obcięciu finansowania dla partii z budżetu sprzeciwia się jednoznacznie. Partia popierała jednak w kampanii prezydenckiej ideę referendów i trudno będzie jej się z niej wycofać.

– Naszym zdaniem to referendum jest niekonstytucyjne – przekonuje szef Klubu PiS Mariusz Błaszczak. Zapewnia jednak, że ugrupowanie jest otwarte na rozmowy w tej sprawie. – Już w 2006 r. proponowaliśmy ordynację mieszaną, łączącą JOW z systemem proporcjonalnym, jak w Niemczech – przypomina.

Po 1989 r. w Polsce zorganizowano trzy referenda. Tylko w dwudniowym z 7–8 czerwca 2003 r., dotyczącym akcesji Polski do Unii Europejskiej, frekwencja przekroczyła 50 proc., a większość zagłosowała na „tak". W referendum konstytucyjnym w 1997 r. frekwencja wyniosła 46 proc., zaś rok wcześniej w referendum uwłaszczeniowym – 32 proc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA