fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

W SLD bez rewolucji. Miller kupił opozycję

Szef SLD Leszek Miller
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nie będzie zmiany lidera Sojuszu Lewicy Demokratycznej - zdecydowała rada krajowa partii. Do zarządu włączono jednak kilku - opozycyjnych dotąd - działaczy.

W sobotę w jednej z sejmowych sal, w których zwykle obradują komisje, zebrała się Rada Krajowa SLD. Działacze Sojuszu mieli - po raz kolejny - rozliczyć ostatnie wybory prezydenckie i wyznaczyć kierunek na przyszłość, ze szczególnym uwzględnieniem jesiennej elekcji parlamentarnej.

Wielu działaczy terenowych liczyło przede wszystkim na zmiany kadrowe i dymisję Leszka Millera z partii. Na zjazd wybierało się wielu członków Sojuszu z województwa śląskiego, zachodniopomorskiego czy lubelskiego. Mieli nadzieję na zabranie głosu, bo według pierwotnego planu rada miała obradować w siedzibie partii przy ul. Złotej. Ostatecznie, by uniknąć tej konfrontacji, spotkanie przeniesiono do Sejmu.

Posiedzenie było burzliwe. Od samego początku część posłów skarżyła się, że zabroniono im wprowadzania niezadowolonych działaczy, nie będących delegatami rady. - Miller od początku pokazywał swoją butę i arogancję - mówi nam jeden z członków spotkania. Za taką postawę szefa SLD skrytykowała m.in. Katarzyna Piekarska. - Całe swoje przemówienie zaczęła od tego, że Miller zasłania się służbami państwa i Strażą Marszałkowską - dodaje nasz rozmówca. Krytycznych wobec szefa partii głosów było więcej. - Piekarska była ostra, ale nie tylko ona wylewała swoje żale - mówi nam jeden z posłów obecnych na radzie.

- Większość z tych negatywnych głosów, dotyczyła tego, o czym ja mówiłem od grudnia - twierdzi Grzegorz Napieralski, który za krytykę Millera został zawieszony na trzy lata w prawach członka partii.

W trakcie posiedzenia padały też wnioski o zwołanie konwencji krajowej SLD oraz o apele o dymisję kierownictwa partii. Najmocniejszy głos w tej sprawie wyraził członek zarządu województwa śląskiego Kazimierz Karolczak.

- Mówiłem o dwóch rzeczach, które decydują o skuteczności w polityce. To wiarygodność i śmieszność - przyznaje "Rzeczpospolitej" Karolczak. - Niestety partia i lider nie są już wiarygodne i nie są w stanie tej wiarygodności już zbudować. Nic też tak nie zabija partii, jak śmieszność, a my jesteśmy ośmieszeni wystawieniem i wynikiem Magdaleny Ogórek w wyborach prezydenckich - tłumaczy.

Karolczak jako jeden z pierwszych apelował o dymisję Millera i reszty kierownictwa partii. - Leszek Miller powinien zrezygnować dla dobra formacji. Jeśli by to uczynił, to ja - by nie być posądzonym o jakieś prywatne korzyści - również bym złożył dymisję ze wszystkich swoich funkcji. Od członka zarządu województwa po radnego wojewódzkiego - podkreśla były skarbnik partii.

Miller jego apel jednak odrzucił, a Karolczak, w proteście przeciwko jego działaniom, złożył partyjną legitymacją i odszedł z SLD. Jak sam przyznaje, zdaje sobie sprawę, że ta decyzja może kosztować go stanowisko w zarządzie województwa śląskiego. - To będzie decyzja partii, ale jestem jedną z nielicznych osób z SLD, które sobie radzą w życiu bez partii - kwituje Karolczak.

Odrzucony został także wniosek o zwołanie konwencji krajowej Sojuszu, na której możliwa byłaby zmiana statutu partii i ewentualnie jej szefa. - Przewaga głosów była miażdżąca. Około dwóch trzecich delegatów głosowało z odrzuceniem tego wniosku - mówi nam osoba ze ścisłego kierownictwa partii.

Millerowi udało się przekonać działaczy, że tylko skonsolidowana SLD jest w stanie uchronić się przed wyborczą klęską. I że wszystkie radykalne zmiany kadrowe doprowadzą jedynie do upadku partii. Nie oznacza to jednak, że w partii zapanowała jednomyślność.

- To była bardzo szczera dyskusja. Dużo rzeczy zostało powiedzianych. Głosów krytycznych było mnóstwo, przeplatały się, każdy z nich miał inny wydźwięk. Jedni chcieli odwołania. Millera, inni stwierdzali tylko ogólnie, że sytuacja jest zła - relacjonuje nam jedna z osób obecna na sali obrad.

Ostatecznie rada wybrała część nowych władz i osoby odpowiedzialne za kampanię wyborczą. Paulina Piecha- Więckiewicz została szefową zespołu programowego i będzie odpowiadać za program, z którym partia pójdzie do wyborów parlamentarnych. Szefem sztabu wyborczego będzie Włodzimierz Czarzasty, a całym komitetem wyborczym pokieruje obecny sekretarz generalny partii Krzysztof Gawkowski. Do zarządu partii dołączono także Katarzynę Piekarską, Tomasza Trelę i Marka Niedbałę.

Potwierdziły się także informacje "Rzeczpospolitej" i władze partii zostały uzupełnione o dwóch wiceprzewodniczących. Zostali nimi rzecznik partii Dariusz Joński oraz dotychczas jeden z liderów partyjnej opozycji Marek Balt.

Zdziwienie wśród krytycznych wobec obecnego kierownictwa partii działaczy wzbudził zwłaszcza wybór tego drugiego. - Tanio się sprzedał. Nie miał nic do zyskania, a tylko stracił - mówi nam jeden z polityków, który dotychczas wspierał Balta. - Strasznie go teraz krytykują. W końcu jako pierwszy podniósł sztandar, odczytał list 50, w którym apelowano o dymisję Millera, a teraz się sprzedał za stołek wiceszefa - dodaje inny.

Decyzji Balta nie rozumie też Karolczak. Obaj byli członkami partii w Częstochowie. - Marka bardzo lubię. To mój przyjaciel, ale nie sądzę, że uda mu się coś zrobić jeszcze z SLD, choć on wierzy, że tak - ocenia. Widocznie okazał się większym patriotą SLD, niż ja. Ale dalej będzie moim przyjacielem - dodaje.

Na radzie dyskutowano także o jednej, wspólnej liście środowisk lewicowych, z której startować miałaby SLD. - Będziemy dążyć do budowania jednej wspólnej listy lewicy - mówił nawet po posiedzeniu Miller. O taką decyzję apelował OPZZ. Jak wynika z informacji "Rzeczpospolitej" ta sprawa również była przedmiotem ostrej dyskusji. - O to była wręcz kłótnia. Gdy Gawkowski powiedział o koalicyjnym komitecie, spadły na niego gromy - mówi nam jeden z delegatów. Powód? Utworzenie koalicyjnego komitetu wyborczego wiąże się z koniecznością przekroczenia nie pięcio, a ośmio procentowego progu wyborczego. W SLD mało kto wierzy, że to możliwe. - Gawkowski wtedy przytomnie stwierdził, że jeśli nie celujemy nawet w osiem procent, to po co w ogóle startować - dodaje nasz rozmówca. Ostatecznie jednak rada krajowa SLD nie uchwalił startu w wyborach w koalicji. A taką decyzję może podjąć tylko ona. - Na razie pozostaje więc start pod szyldem SLD. Jeśli ktoś mówi coś innego, to zwyczajnie oszukuje ludzi - mówi nam jeden z posłów Sojuszu.

Mimo tych perturbacji, na konferencji prasowej Leszek Miller wraz z nowymi i starymi członkami zarządu starali się prezentować jako skonsolidowana i zmobilizowana do walki formacja. - Skończył się czas nieporozumień na lewicy - stwierdziła m.in. Joanna Senyszyn. - Wyniki tej rady to wybór konsensusu w partii, a także pogodzenie środowisk i ambicji osób, które chciałyby się ubiegać o fotel szefa partii - przyznaje nam inna osoba z kierownictwa. - Wierzę, że to będzie dobry początek, ale wiem też, że dla części osób to będzie smutny koniec - dodaje.

Rzeczywiście, część działaczy już zapowiada pożegnanie z SLD. - Zrobię to pewnie po długim weekendzie - mówi nam jeden z nich.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA