fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Opowieść tworzona od nowa

Żelazowa Wola, salon muzyczny, otwarcie Muzeum Chopina w nowej aranżacji w niedzielę. Tego dnia wstęp wolny
materiały prasowe
Scenograf Boris Kudlička zdradza Małgorzacie Piwowar, jak zaaranżował wnętrza dworku w Żelazowej Woli.

Rzeczpospolita: Lubi pan muzykę Chopina?

Boris Kudlička: Zazwyczaj. Ale jest bardzo charakterystyczna, specyficzna w swoim kolorze, mocy i może dlatego nie zawsze współgra ze stanem ducha. Ale że jest wybitna, nie ma wątpliwości.

Obcował pan z nią, pracując nad aranżacją Muzeum Chopina w Żelazowej Woli?

Dobrze znam tę muzykę, więc nie musiałem jej teraz odkrywać. Praca, którą wykonałem z kolegami z zespołu – Natalią Paszkowską i Marcinem Mostafą – wymagała raczej poznania osobowości ludzi, którzy mieszkali w dworku, czyli Skarbków i Chopinów, ich wzajemnych relacji. To była fajna podróż historyczno-poznawcza.

Próbowaliście odtworzyć przeszłość czy zrealizować autorską wizję?

Na pewno nie jest to autorska wizja. Wymagała współpracy z historykiem sztuki Piotrem Kordubą, pilnującym zgodności z faktami i wiedzą historyczną, a także z kuratorami Maciejem Janickim i Mariolą Wojtkiewicz wspierającymi nas merytorycznie. Długo szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, czym ma być dziś dworek i ekspozycja. Wiemy, że nadal iluzją czasu, miejsca. Ma przywoływać zapachy, kolory, postaci. Przeszliśmy wiele etapów, zaczynając od silnie autorskiej współczesnej wizji, ale także z radą Muzeum doszliśmy do wniosku, że z przeszłością trzeba związać nasze czasy. To jakby szersza próba opowiedzenia o zjawisku, jakim jest dworek Chopina i jego kolejne przemiany.

Korzystaliście z multimediów?

Uwielbiam je, ale doszliśmy do przekonania, że w Żelazowej Woli nie ma na nie miejsca. Ta wystawa nie miała wyciągać widza z rzeczywistości i wkręcać go w inny świat. Już wejście do parku, przejście ścieżką do dworku jest jakoś nierzeczywiste. Nasza narracja składa się z kilku etapów. Najpierw opowiadamy, kim byli właściciele tego miejsca, czyli Skarbkowie. To pomieszczenie jest bogate w strukturę, kolor, historyczne meble. Za to kolejne – niemal puste: muzyka, kwiaty, z zaznaczonym pieczątką miejscem, w którym urodził się Chopin. Potem odkrywamy kolejną rzeczywistość – pomieszczenie Chopinów i zarazem świat codzienny małego Fryderyka. Dalej wchodzimy do salonu z 20-lecia międzywojennego, który jest salonem muzycznym i opowiada o rodzinie, odkrywając rodzeństwo, rodziców. W następnych pokojach analizujemy przemiany dworku, jego przebudowy. Pokazujemy makiety, plany, zdjęcia, twórców. Ta ekspozycja wykorzystuje tradycyjne elementy, a jej walorem jest różnorodność. Przestrzeń jest wielowątkowa i wielowarstwowa.

Najbardziej jest pan znany ze scenografii dla opery, ale od pewnego czasu aranżuje pan też przestrzeń dla wystaw: „Guercino" czy Galeria Sztuki Średniowiecznej w Muzeum Narodowym w Warszawie. To przygody czy kolejne ścieżki?

Do pewnego momentu były to przygody, ale od zawsze potrzebowałem kontry wobec opery, bo jest nierzeczywista, oddalona od prawdziwego życia. W teatrze jest się częścią dużego zespołu i konieczny jest kompromis, będący częścią procesu tworzenia. W projektowaniu przestrzeni pozateatralnych mam więcej samodzielności, przestrzeni dla siebie. Moja przygoda z tym rodzajem pracy zaczęła się dużo wcześniej – przy Expo 2000 roku w Hanowerze wspierałem Andrzeja Kreutz- -Majewskiego, z pracownią WWAA pracowaliśmy nad wizytówką Chopina w Bibliotece Krasińskich i polskim pawilonie na Expo 2010 w Szanghaju. Przestrzeń ekspozycji stałych czy nawet czasowych jest dla mnie fascynująca. Wtedy także pracuję z tekstem, z historią. I reżyseruję, buduję dramaturgię. Tworzę ścieżkę emocji podążającą za obrazami.

Pańskie realizacje są coraz bardziej totalne. Czy to oznacza, że chce pan mieć coraz większą kontrolę nad całością?

Tak jest. Chodzi o kontrolę procesu od początku do końca z wzięciem całkowitej odpowiedzialności za ostateczny kształt. W teatrze zawsze mogę się schować za reżysera, co nie znaczy, że tak robię. To wspólne zwycięstwo albo porażka. Często zarzucano mi w teatrze totalność i monumentalność scenografii. A teraz mogę ją realizować jeszcze inaczej, na innych polach. Pracuję dziś dwutorowo – w teatrze, we wnętrzach, ale i projektując tereny urbanistyczne, gdzie tworzy się całe scenariusze. Architektura stała się naturalną i oczywistą częścią mojej twórczości.

Ostatnio dostał pan – wspólnie z Mariuszem Trelińskim – Gwarancje Kultury. Traktuje pan tę nagrodę jako zwieńczenie pewnego etapu?

Nagrody są bardzo miłym uzupełnieniem, gdy pracuje się w wolnym zawodzie. Ale nie są metą. Nazwa tego wyróżnienia jest rodzajem zobowiązania. Kolejna moja realizacja będzie przecież postrzegana przez ten pryzmat. Trzeba będzie pokazać, że nadal ma się świetne pomysły, odkrywa nowe przestrzenie.

Był już u pana czas teatru, opery, wystaw. Teraz zaaranżował pan całe muzeum. Jaki więc będzie następny etap?

Dobre pytanie, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć. Mam wrażenie, że moje życie zawodowe jest niezwykle pasjonujące przez różnorodność. Mam wielką szansę na realizowanie projektów, o których nie śmiałem kilka lat temu marzyć. Teraz jako zespół tworzymy nowe wnętrza Hotelu Europejskiego w Warszawie. To ogromny projekt i znów trzeba stworzyć świat, w którym przeszłość spotka się z teraźniejszością, wychodząc naprzeciw przyszłości. Jest o czym myśleć.

— rozmawiała Małgorzata Piwowar

Sylwetka

Boris Kudlička, scenograf

Urodził się w 1972 r. w Rużomberku na Słowacji. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie i holenderskim Groningen. Od 1995 r. pracuje w Polsce, przyjechał, by doskonalić umiejętności scenograficzne u Andrzeja Kreutz-Majewskiego. Został stałym współpracownikiem Mariusza Trelińskiego, od 1999 r. zaprojektował scenografie do wszystkich jego spektakli operowych. W tym roku wspólnie otrzymali nagrodę Gwarancje Kultury TVP Kultury. Kudlička pracuje też samodzielnie w teatrach operowych Frankfurtu, Strasburga czy Berlina. Projektuje również dekoracje filmowe, teatralne i koncertowe. Ważne miejsce w jego twórczości zajmuje działalność wystawiennicza. —j.m.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA