fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Jeńcy wagi państwowej

Dziennikarz i żołnierz oglądają w Kijowie zeznania złapanego sierżanta Aleksandra Aleksandrowa
AFP
Po schwytaniu w Donbasie dwóch rosyjskich żołnierzy oddziały GRU gwałtownie wycofują się do Rosji.

– Uchodzą pospiesznie, wyjeżdżają do Rostowa, gdzie mają swoją bazę – powiedział „Rz" ukraiński ekspert wojskowy Konstantin Maszowiec. Ukraiński sztab generalny twierdzi, że na lotnisku pod Rostowem czekają już na nich samoloty, które mają rozwieźć żołnierzy do jednostek w głębi Rosji.

Trudno przewidzieć skutki polityczne złapania żołnierzy elitarnych oddziałów GRU. Na razie wywołało to w Moskwie ogromną konsternację.

Dopiero po dwóch dniach milczenia rosyjskie Ministerstwo Obrony przyznało, że złapani to rosyjscy żołnierze, choć nazwało ich „byłymi". Wcześniej jedynie bojówkarze z Ługańska domagali się ich uwolnienia, twierdząc, że są oni „ludowymi milicjantami".

Dopiero we wtorek Moskwa wezwała Kijów, by „poszedł po rozum do głowy, złapanych nie torturował podczas przesłuchań i zwolnił". Kijów pozostawił to bez odpowiedzi.

Milczy również Kreml. Rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow na pytanie o złapanych odesłał dziennikarzy do resortu obrony. „Prezydent mówił, że rosyjskich żołnierzy nie było i nie ma na Ukrainie" – przypomniał.

– Nie możemy ich wymienić na naszego pilota Nadię Sawczenko, bo nie są jeńcami wojennymi. Oficjalnie przecież nie prowadzimy wojny z Rosją. A to znaczy że z punktu widzenia prawa wojskowego byli najemnikami i za to będą sądzeni. A także za: terroryzm, nielegalne posiadanie broni, nielegalne przekroczenie granicy, zabicie żołnierza. Znajdzie się na nich mnóstwo paragrafów– powiedział Maszowiec.

Według informacji uzyskanych przez „Rz" główną bazą na Ukrainie oddziałów podległych rosyjskiemu wywiadowi wojskowemu GRU był Ługańsk. Tam stacjonowało co najmniej osiem różnych grup liczących od kilku do kilkuset żołnierzy. Dodatkowo mieli swoje bazy w miejscowościach Brjanka (koło Stachanowa), Łutugine (na południowy zachód od Ługańska) oraz w okolicach Debalcewa.

Dwaj złapani pod miejscowością Szczastie (na północ od Ługańska) przyjechali na Ukrainę 26 marca i służyli w 3. Gwardyjskiej Warszawskiej Brygadzie GRU stacjonującej w Rosji w miejscowości Togliatti.

– Istnieje kilka wersji złapania kapitana Jewgienija Jerofiejewa i sierżanta Aleksandra Aleksandrowa – powiedział „Rz" Maszowiec. Według oficjalnej 12-osobowy oddział Jerofiejewa postanowił zbadać okopy koło Szczastia, sądząc, że Ukraińcy je opuścili. Tam natknął się na patrol.

Według nieoficjalnej wersji Rosjanie zostali zwabieni w pułapkę – przekazano im informację, że Ukraińcy przestali ochraniać „ługańską" elektrociepłownię znajdującą się w Szczastiu i zaopatrującą Ługańsk w ciepło. W trakcie marszu Rosjanie natknęli się niespodziewanie na posterunek 92. brygady (w skład której wchodzi słynny batalion ochotników „Ajdar") i zabili tam ukraińskiego żołnierza. „Ajdar" ruszył do kontrataku i po dwugodzinnej walce przepędził Rosjan, a dwóch rannych (sierżanta w nogę, a kapitana w ramię) złapał.

Gdy Rosjanie się zorientowali, że ich towarzysze wpadli żywi w ręce Ukraińców, chcieli ich zabić, by zatrzeć ślady. – Zaczęli strzelać z 82-milimetrowych moździerzy, ale nikogo nie trafili. Nasi żołnierze wynosili ich na plecach spod ostrzału – mówi Maszowiec. – Od razu zaczęli krzyczeć: nie zabijajcie nas, jesteśmy rosyjskimi żołnierzami. Słusznie uważali, że to im zagwarantuje bezpieczeństwo – dodał.

Złapani nie mieli dokumentów, ale za to znaleziono ich specjalistyczny sprzęt łączności rosyjskiego wywiadu wojskowego, bezgłośny karabin WSK-94 (produkowany tylko dla GRU). Jeden z nich miał... telefon komórkowy pełen zdjęć i kontaktów, co ułatwiło ich identyfikację.

– Później okazało się, że mają mózgi przeżarte propagandą. Jeszcze na froncie prosili, by nie wykłuwać im oczu: mówiono im, że my to robimy jeńcom. W szpitalu przy wyjmowaniu pocisków nie pozwolili sobie zrobić ogólnego znieczulenia, tylko miejscowe. Bali się, że ich potną na organy – opowiadał z niesmakiem.

Za to później złożyli bardzo obszerne zeznania: gdzie i jakie rosyjskie jednostki stacjonują, jakie są systemy łączności i radiolokacji, szyfry etc. Prawdopodobnie przewidując to, GRU zaczęło dość paniczne likwidowanie baz i wywożenie swoich żołnierzy z Ukrainy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA