fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory Prezydenckie 2015

Zwyciężyło rozczarowanie

Konrad Sawicki
materiały prasowe
Słabość minionej kadencji sprawiła, że wyborcy poczuli się mocno zawiedzeni, więc zagłosowali na Dudę i Kukiza – pisze publicysta „Więzi".

Słaby wynik Bronisława Komorowskiego oraz dobry Andrzeja Dudy i Pawła Kukiza nie oznacza, że Polacy już pogrzebali obecnego prezydenta. Pierwsza tura wyborcza była czymś na kształt plebiscytu dotyczącego kończącej się kadencji aktualnego mieszkańca Belwederu. Ostateczny wynik będzie zależał od tego, jak jego sztab na tę porażkę zareaguje.

Gdy w niedzielny wieczór na podstawie badania exit poll Ipsosu dowiedzieliśmy się, że zaledwie 62 proc. popierających Bronisława Komorowskiego w 2010 r. pięć lat później oddało na niego głos, jasne się stało, jak wielkie jest rozczarowanie tamtego elektoratu. Wyborcy bardzo surowo ocenili tę prezydenturę.

Sądzę, że ten czynnik był kluczowy w głosowaniu. To nie Duda i Kukiz są tak dobrymi kandydatami, że Polacy masowo uznali ich za lepszych liderów swojego kraju. To słabość minionej kadencji sprawiła, że wyborcy poczuli się tak mocno zawiedzeni. Ani Duda, ani Kukiz nie zaprezentował żadnej wyjątkowej wartości dodanej, która by w sposób dramatyczny odróżniała go od Komorowskiego. Ale obecny prezydent wchodził do tych wyborów w atmosferze rozczarowania, niejako na minusie, natomiast dwaj pozostali ze sporym kapitałem nadziei na zmianę.

Czy pięć lat urzędowania w Pałacu Prezydenckim było aż tak wielką porażką? Nie. To były rządy umiarkowane i spokojne, bez większych wpadek. Tyle że to nie jest model liderowania na te niespokojne czasy. Gdy życie obywateli toczy się w cieniu wojny, gdy finansowy kryzys nadal zbiera swoje żniwo, a przyszłość przeciętnego Polaka jest niepewna, ludzie potrzebują prawdziwego lidera, który – gdy trzeba – zmieni się w fightera. Na tym tle spokój i umiarkowanie Komorowskiego jawi się wielu ludziom jako bierność i bezbarwność. Dlatego właśnie tak znaczna grupa zmienia zdanie, oddając głos na innego kandydata lub pozostając w domu.

Co nie znaczy, że szanse na drugą kadencję zostały definitywnie pogrzebane. Wszystko zależy teraz od tego, co Bronisław Komorowski zrobi z tym masowym rozczarowaniem. Jeśli spróbuje przyczyn przegranej szukać na zewnątrz, w niesprzyjających okolicznościach i atakach innych kandydatów lub postawi na retorykę straszenia powrotem IV RP, to znów przegra. Skoro jego wyborcy sprzed pięciu lat tak głęboko zawiedli się takim, a nie innym stylem sprawowania urzędu, to prezydent musi ich przeprosić, przyznać się do zaniedbań i pokornie poprosić o drugą szansę, prezentując jednocześnie bardzo konkretny i ambitny plan na kolejną kadencję.

Takie stanięcie w prawdzie może mieć wymiar oczyszczający. Czy to wystarczy, by pokonać dynamicznego i dobrze się zapowiadającego Andrzeja Dudę? Nie wiadomo. Ale z pewnością sztab Komorowskiego nie może liczyć na to, że przez te dwa tygodnie ludzie nagle i bez przyczyny zapomną o swoim rozczarowaniu. Tych wyborców trzeba potraktować bardzo poważnie.

Rozmawiam z ludźmi o poglądach lewicowych lub centrowych i na pytanie o obecnego prezydenta wielu spuszcza głowy, demonstrując tym swe poczucie zawodu. Albo nie poszli na wybory, albo zagłosowali na Kukiza w geście protestu przeciwko systemowi PiS–PO. Jeśli Bronisław Komorowski chce wygrać, to przede wszystkim musi pokonać to ludzkie rozczarowanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA