fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Domy zużywają energię

Fotorzepa/Jakub Ostałowski
Nadmierna energochłonność domów powoduje, że potrzeba bardzo dużo ciepła do ich ogrzania. Mieszkańcy szukają więc najtańszych kotłów i paliw, a takie trują najbardziej.

Ponad połowa Polaków nie wie, które elementy gospodarstwa domowego są najbardziej energochłonne. W przeprowadzonym w kwietniu sondażu „Energooszczędność w moim domu 2015" około 46 proc. respondentów stwierdziło, że najwięcej energii w ich domach pochłania zasilanie urządzeń elektrycznych. Tylko 24 proc. badanych wskazało na ogrzewanie pomieszczeń. Tymczasem na ogrzewanie zużywamy aż ponad 70 proc. energii pobieranej na potrzeby funkcjonowania gospodarstw domowych.

– Sektor mieszkaniowy to największy krajowy konsument energii – mówi arch. Monika Kupska-Kupis z firmy Velux. – W Europie budynki pochłaniają około 40 proc. zużywanej energii.

Jak mieszkamy

W Polsce oddawanych jest do użytku 65–70 tys. domów jednorodzinnych rocznie. To oznacza, że od początku XXI wieku powstało ich prawie milion. – Choć to imponująca liczba, to wciąż nowe domy stanowią mniej niż 20 proc. wszystkich budynków jednorodzinnych. W Polsce jest ich bowiem około 5 mln – wylicza Maria Dreger, kierownik ds. norm i standardów w firmie Rockwool Polska.

Domy jednorodzinne stanowią zdecydowaną większość, bo ponad 82 proc., wszystkich budynków w kraju. Mieszka w nich ponad 50 proc. społeczeństwa (19,5 mln osób). Najczęściej są to budynki należące do osób fizycznych (ponad 83 proc. wszystkich budynków mieszkalnych). – Warto zwrócić uwagę na wyraźne różnice między Polską północno-zachodnią i południowo-wschodnią. W poniemieckiej części prawie 25–40 proc. budynków mieszkalnych powstało przed drugą wojną światową, podczas gdy w południowo-wschodniej części kraju – tylko 10–20 proc. – opowiada Maria Dreger.

Dodaje, że wspólne jest jednak to, iż w całej Polsce, zarówno na wsiach, jak i w miastach większość budynków pochodzi z okresu PRL. Aż 50–60 proc. użytkowanych obecnie domów zostało wzniesionych w latach 1945–1988. – A w tamtych latach obowiązywały inne wytyczne dotyczące efektywności energetycznej budynków. Inne było też podejście do zużycia energii, ponieważ ceny paliw były relatywnie bardzo niskie – podkreśla ekspertka Rockwoola.

Dziś sytuacja się zmieniła. Ogrzewanie jest drogie, a budynki charakteryzuje nadmierna energochłonność. W efekcie potrzeba bardzo dużo ciepła do ich ogrzania. Mieszkańcy szukają więc najtańszych kotłów i paliw, a takie emitują najwięcej szkodliwych substancji.

Jak szacuje Instytut Ekonomii Środowiska, co roku do polskich domów sprzedawanych jest około 140 tysięcy tzw. kopciuchów, czyli przestarzałych technologicznie kotłów, które zainstalowane dziś na wiele lat pogłębiają problem zanieczyszczenia powietrza. Nie mają także nic wspólnego z energooszczędnością.

Ile wydajemy

– Są rozwiązania, które pozwalają zmodernizować nawet bardzo stare budynki, znacząco podnosząc ich standard energetyczny – dodaje Piotr Pawlak, ekspert firmy Rockwool. – Jeśli średnie zapotrzebowanie na ciepło w budynkach konwencjonalnych, budowanych starymi metodami wynosi od 120 kWh/mkw. do 250 kWh/mkw. rocznie, to dzięki termomodernizacji można je zmniejszyć do standardu energooszczędnego, tj. 60–70 kWh/mkw. Do tego potrzebne jest jednak przekonanie właścicieli, że warto to zrobić, również z powodu konkretnych oszczędności finansowych z tytułu mniejszych opłat eksploatacyjnych – dodaje.

Jego zdaniem ocieplenie o grubości 25 cm dla ścian zewnętrznych, 35 cm dla dachów i 15 cm dla podłóg, ułożone warstwowo, stworzy właściwą izolację i zabezpieczy dom przed powstawaniem mostków termicznych. Ile można zaoszczędzić? Oto przykład: dom jednorodzinny, o powierzchni 123 mkw., ogrzewany kotłem gazowym, ocieplony został wełną skalną na ścianach zewnętrznych o grubości 10 cm, na dachu – o grubości 18 cm. Roczne koszty ogrzewania budynku wynoszą 4634 zł. – Gdyby inwestor zastosował na ścianach zewnętrznych optymalną izolację o grubości 25 cm i na dachu o grubości 35 cm, mógłby zaoszczędzić dodatkowo około 1678 zł rocznie. Przy czym koszt dodatkowego ocieplenia w tym przypadku nie przekroczyłby 3 proc. wartości całej budowy – wylicza Piotr Pawlak. – Oznacza to, że inwestycja zwróciłaby się już po siedmiu–ośmiu latach.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) przygotował program dopłat do kredytów na budowę energooszczędnych domów. W przypadku domów jednorodzinnych dotacja wynosi 50 tys. zł dla standardu NF15 i 30 tys. zł dla standardu NF40. – Program jest realizowany w latach 2013–2018 r. Budowa może trwać nie dłużej niż trzy lata od momentu podpisania umowy kredytu z dotacją. Ostatnie wypłaty w programie przewidziane są w 2020 r. – mówi Jacek Zamielski, starszy specjalista w NFOŚiGW.

O dopłaty jednak nie jest łatwo. Do końca marca 2015 r. podpisano 153 umowy, a dotacje wypłacono 83 beneficjentom.

Andrzej Guła, prezes Stowarzyszenia Instytut Ekonomii Środowiska

Co roku do polskich domów sprzedawanych jest około 140 tysięcy tzw. kopciuchów, czyli przestarzałych technologicznie kotłów.

W Polsce jest ponad 5 mln domów jednorodzinnych, w większości słabo ocieplonych lub wcale nieocieplonych. 70 procent tych budynków ogrzewanych jest za pomocą przestarzałych kotłów węglowych, w których niejednokrotnie spalany jest węgiel o najgorszej jakości. Konsekwencją tego jest fatalny stan powietrza w naszym kraju.

To właśnie niekorzystna struktura ogrzewania budynków powoduje, że Polska ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie. Za notoryczne łamanie unijnych norm jakości powietrza grożą Polsce kary finansowe, które mogą sięgać setek milionów euro.

Polskie przepisy uniemożliwiają skuteczną walkę o czyste powietrze. Brakuje norm jakości węgla sprzedawanego do gospodarstw domowych. Dlatego w sprzedaży dostępne są najbardziej zanieczyszczające miały, muły czy floty węglowe, które nie nigdy nie powinny być spalane w domowych kotłach. Pomimo że już w 2004 roku Najwyższa Izba Kontroli wytykała rządowi zaniedbanie polegające na braku określenia norm jakości węgla, do dziś nie przyjęto takich rozwiązań.

W Polsce nie obowiązują też żadne standardy emisyjne dla kotłów węglowych. Co roku do polskich domów sprzedawanych jest około 140 tysięcy tzw. kopciuchów, czyli przestarzałych technologicznie kotłów, które zainstalowane dziś na wiele lat pogłębiają problem zanieczyszczeń.

Dla przykładu: w 2014 roku czeski rząd wprowadził przepisy zabraniające handlu najbardziej zanieczyszczającymi kotłami. Standardy te będą z czasem zaostrzane, stanowiąc bodziec dla rozwoju technologicznego i poprawy jakości powietrza w Czechach. Tymczasem w Polsce rządzący postanowili bezczynnie czekać na kary finansowe z Unii Europejskiej.

—gb

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA