fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory Prezydenckie 2015

Prezydent bije się w piersi

Sposobem na poprawę wizerunku Bronisława Komorowskiego mają być bezpośrednie spotkania z wyborcami. Na zdjęciu prezydent przy wyjściu z warszawskiego metra, w którym – jak ustaliło Radio RMF FM – niezgodnie z przepisami rozdawał swoje ulotki
PAP/Paweł Supernak
Władze PO zaczęły się na serio obawiać, że Bronisław Komorowski może rzeczywiście przegrać wybory.

Po sensacyjnej porażce w pierwszej turze wyborów Komorowski intensywnie próbuje zmienić swą kampanię. Według przyjętej właśnie nowej strategii prezydent ma być bliżej ludzi i opowiadać się za wolnościami obywatelskimi. Stąd nowe hasło „Komorowski – prezydent naszej wolności" oraz atak na PiS, które będzie w końcówce kampanii przedstawiane jako zagrożenie dla wolności obywatelskich.

– Wciąż jest szansa na zwycięstwo. Ale to naprawdę nie będzie proste. Jest bardzo realne, że Komorowski te wybory przegra – przyznaje jeden z bliskich współpracowników premier Ewy Kopacz. Takie obawy są we władzach PO coraz powszechniejsze. – Kopacz i szef MSZ Grzegorz Schetyna uważają, że przegrana Komorowskiego oznacza porażkę Platformy z PiS w jesiennych wyborach parlamentarnych – twierdzi nasz rozmówca.

Zmiana wizerunku

W czwartek Komorowski uderzył się w piersi wobec wyborców – to kolejny pomysł sztabowców. – Pierwsza tura wyborów prezydenckich to ważny sygnał. Ja ten komunikat głęboko przeżyłem, przemyślałem i zrozumiałem. W Polsce, gdzie wiele udało się osiągnąć, jednak jest wiele osób, które nie czują się w pełni uczestnikami wielkiej, dobrej zmiany – stwierdził prezydent.

Do tej pory Komorowski, jeżdżąc po Polsce bronkobusem, spotykał się w większości ze swymi zwolennikami. Teraz ma rozmawiać ze zwykłymi Polakami. Stąd też spacery Komorowskiego po Warszawie i rozmowy z przechodniami. Na razie takie spotkania są pełne wpadek. Ostatnio telewizyjne kamery wychwyciły, że prezydencka urzędniczka Jowita Kacik podpowiadała Komorowskiemu, co ma mówić i jak się zachować.

Jeden ze sztabowców: – Brakuje mu wyczucia i empatii. Ale ważne są telewizyjne obrazki z takich spotkań. Dają więcej niż potencjalne wpadki.

Żeby uwiarygodnić swój nowy wizerunek, w poniedziałek prezydent ogłosił, że chce potrójnego referendum – w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii z budżetu oraz zmian w systemie podatkowym wprowadzających zasadę rozstrzygania niejasności na korzyść podatnika. Zmiany w ordynacji wyborczej i finansowaniu partii to sztandarowe postulaty Pawła Kukiza, trzeciego w prezydenckim wyścigu.

Jednocześnie Komorowski pochwalił się poparciem Aleksandra Kwaśniewskiego oraz liderów PSL. – Chcąc zdobyć poparcie antysystemowego elektoratu Kukiza, prezydent przyjął poparcie od Kwaśniewskiego, który jest synonimem polityka systemowego – zauważamy w rozmowie z jednym z twórców kampanii.

– Elektorat Kukiza jest niespójny. Łączy go głównie poczucie odrzucenia. Komorowski i tak nie jest w stanie przejąć znaczącej grupy tych ludzi. Za to na poparciu Kwaśniewskiego może nieco zyskać. Przeprowadziliśmy w tej kwestii badania.

Kłopot z rządem i PSL

Jest jeszcze jedna sprzeczność – to Kwaśniewski jest współtwórcą konstytucyjnych zapisów przesądzających, że w wyborach do Sejmu nie może być okręgów jednomandatowych. W dodatku popierający prezydenta ludowcy – którzy wydelegowali do jego sztabu swego ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza – są gorącymi przeciwnikami takiego systemu wyborczego. Sztabowcy Komorowskiego to bagatelizują. – Czy próba zmiany konstytucji napisanej przez Kwaśniewskiego gryzie się z poparciem Kwaśniewskiego dla prezydenta? Ci, którzy tak myślą, to i tak nie są wyborcy gotowi poprzeć Komorowskiego – przekonuje jeden z twórców kampanii. – A PSL? Przecież wiadomo, że na okręgi jednomandatowe nie ma w najbliższych latach szans.

Część konstytucjonalistów wytyka prezydentowi, że jego referendum jest niezgodne z prawem. Ich zdaniem najpierw parlament musi zmienić konstytucję, a dopiero potem można rozpisać referendum, które ową zmianę zatwierdzi. Nasi rozmówcy w Pałacu Prezydenckim przekonują jednak, że prezydencki prawnik Krzysztof Łaszkiewicz dysponuje ekspertyzami, które dopuszczają taką możliwość.

Prezydent broni swego pomysłu referendum. Wczoraj w Radiu RMF FM mówił: – Zarządzam referendum, po raz pierwszy w Polsce po 11 latach. Mój poprzednik nie zrobił tego ani razu.

Ale znów zaliczył wpadkę, bo Lech Kaczyński zgłosił w 2008 r. wniosek dotyczący referendum w sprawie prywatyzacji służby zdrowia, który został odrzucony w kontrolowanym przez PO Senacie. W kwestii referendum dochodzi do tarć między Komorowskim a rządem. Zmianę ordynacji podatkowej Komorowski zaproponował kilka miesięcy temu. Tyle że rząd wyrzucił ten projekt do kosza. Teraz rząd zmienił zdanie. Minister finansów Mateusz Szczurek oświadczył w Radiu TOK FM: – Zanim dojdzie do referendum, to rozwiązanie prawdopodobnie już znajdzie się w prawie.

Pałac Prezydencki jest oburzony na Szczurka. To kolejne zaostrzenie relacji. W otoczeniu prezydenta panuje przekonanie, że przegrał on pierwszą turę z powodu wściekłości wyborców na rząd.

Debata

Negocjacje poszły po naszej myśli – przekonuje sztab PiS po rozmowach na temat niedzielnej debaty, którą będą transmitowały na żywo kanały TVP i grupy Polsat.

Bezpośrednie starcie Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy rozpocznie się o 20.10 i będzie trwać 80 minut. Pytania będą zadawali Krzysztof Ziemiec i Dorota Gawryluk, a przez ostatnie pół godziny będą to robili sami kandydaci.

Z naszych informacji wynika, że środowe negocjacje na temat formuły debaty były bliskie zerwania. Sztab Dudy chciał 90 minut starcia, sztab prezydenta wolał, by trwało ono krócej. Stanęło na nieco krótszej formule, ale utrzymano warunek PiS, by kandydaci odpowiadali na stojąco. Spór dotyczył też dziennikarzy prowadzących debatę. PiS nie chciał, by TVP reprezentował Piotr Kraśko. Według „Gazety Wyborczej" otoczenie prezydenta prosiło, by zaprotokołować, że ono uwag do prowadzących nie ma.

Przyjęcie tych ustaleń usatysfakcjonowało współpracowników Dudy. – Szef sztabu Komorowskiego Robert Tyszkiewicz ustąpił nam tak, że aż się dziwiliśmy. Jakby mścił się za przecieki medialne, w których jest krytykowany za kampanię – przekonuje jeden z naszych rozmówców.

Politycy PiS, którzy nie należą do sztabu, obawiają się jednak zbytniego napompowania oczekiwań wobec Dudy. – Po unikach Komorowskiego w sprawie debaty w pierwszej turze komentatorzy będą wymagali od niego mniej, by uznać, że wypadł dobrze – mówi nam jeden z posłów prawicy. —pmaj

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA