fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kuprij: Poroszenko jak Janukowycz

Witalij Kuprij
www.facebook.com
Stary system został przyjęty przez nowych ludzi - mówi "Rzeczpospolitej" ukraiński deputowany, do niedawna blisko związany z partią Petra Poroszenki, dziś jest największym krytykiem prowadzonej przez niego polityki.

Rzeczpospolita: Zarzuca pan ukraińskiemu prezydentowi, że ten dotychczas nie zrezygnował ze swojego imperium biznesowego. Od Majdanu minął już ponad rok, więc czemu Poroszenko tego nie zrobił?

Vitalij Kuprij: Poroszenko-biznesmen zwyciężył nad Poroszenką-działaczem państwowym. Nie potrafił on zrezygnować i odciąć się od swojej oligarchicznej przeszłości. Pod bezpośrednią kontrolą pozostają wszystkie jego przedsiębiorstwa na Ukrainie z branży „czekoladowej", maszynowej itd. Co więcej Poroszenko nadal kontroluje ukraińską telewizję 5 kanał i dzięki temu może uprawiać propagandę przez swoje własne media. Najbardziej kompromitujące dla niego jest jednak to, że nadal jest właścicielem fabryki czekoladowej w rosyjskim Lipecku, która odprowadza podatki do rosyjskiego budżetu. Za te pieniądze Rosja kupuje broń, a z tej broni zabijają naszych żołnierzy w Donbasie. To nie jest w porządku, jest to wręcz amoralne.

Sugeruje pan, że rządzący w Kijowie powtarzają te same błędy jakie popełniał obalony prezydent Wiktor Janukowycz?

Powiem więcej, Poroszenko jest drugim Janukowyczem. Tyle, że Janukowyczowi łatwiej było utrzymać władzę, gdyż miał on nieograniczone możliwości jako prezydent i kontrolował Radę Najwyższą. Dziś mamy parlamentarną republikę i kompetencje prezydenta znacząco się zmniejszyły. Dlatego Poroszenko próbuje uzależnić od siebie sądy, prokuraturę i biuro antykorupcyjne, którzy działają w jego interesie. Pozostaje jedynie MSW na czele z Arsenem Awakowem, na które on nie ma wpływu. Na szczęście jest ukraiński parlament, gdzie są jeszcze deputowani, którzy reprezentują interesy ludzi, a nie oligarchów. Co prawda deputowani ci nie mają większości i ciągle są zastraszani. Poroszenko na wszelkie sposoby próbuje wprowadzić monopol nawet w parlamencie, strasząc swoich krytyków odebraniem immunitetu i prokuraturą. Tyle, że Ukraińcy widzą, że żadne reformy nie są przeprowadzane, a zamiast tego rządzący zajmują się zarabianiem pieniędzy.

Jak władze w Kijowie radzą sobie z rosnącym napięciem społecznym na Ukrainie?

Dziś znów mamy do czynienia z represjami politycznymi. Przewodniczę grupie parlamentarnej ds. rehabilitacji więźniów politycznych i mam już ponad siedemdziesiąt wniosków od różnych ludzi, którzy uważają, że są bezprawnie oskarżeni i osadzeni w więzieniu. Prawie połowa z nich trafiła do aresztów już za rządów Petra Poroszenki. Są to m.in. ludzie, którzy protestowali pod jego sklepami cukierniczymi „Roshen", których milicja natychmiast omasztowywała i wsadzała za kraty. Są wśród nich również ci, którzy zostali zatrzymani podczas manifestacji pod Radą Najwyższą. Siedzi tam także dwunastu ochotników, którzy walczyli w Donbasie. Sfabrykowano sprawę, że jakoby mieli oni zabić funkcjonariusza SBU pod Wołnowachą, gdyż nigdy oni tam nie byli i nie mają żadnego związku z tą sprawą. Wszystko dlatego, w Kijowie rozpoczęła się nagonka na bataliony ochotnicze. Poroszenko boi się, że ochotnicy wezmą broń i przyjadą do Kijowa.

A może rządzący na Ukrainie zajęci są wojną w Donbasie, która hamuje przeprowadzenie reform?

Bez wątpienia wojna się opłaca Poroszence. Zawsze może powiedzieć, że reformy nie są przeprowadzane, ponieważ wszystkie środki idą na armię, a ustawy przyjmowane w Radzie Najwyższej dotyczą jedynie armii. Tyle, że wiele ukraińskich żołnierzy, przeważnie ochotników, nie są zadowoleni ze swego dowództwa. Pamiętamy o ofiarach tragedii pod Iłłowajskiem i Debalcewem. Ciągle oszukuje się, że armia jest dobrze wyposażona, a żołnierze są najedzeni. Tymczasem największy wkład w zaopatrzenie armii mają wolontariusze i organizacje pozarządowe, a nie władze. Poroszenko najbardziej boi się tego, że ochotnicy wrócą z frontu do Kijowa i zapytają go o to, co robił w tym czasie, gdy ich koledzy ginęli.

Podobnie Dobnas już żyje we własnym trybie i staje się drugim Naddniestrzem...

To już jest drugie Naddniestrze, lecz jest tam dużo hipokryzji. Oficjalnie żadnych stosunków między Donieckiem a Kijowem nie ma, żadnego handlu itd. Tymczasem na okupowanych terenach jest pełno ukraińskiej hrywny, mimo, że ukraińskie banki zostały dawno stamtąd wycofane. Nadal działają tam sklepy multimiliardera Achmetowa, przywożone tam są towary i handel kwitnie. Tyle, że separatyści wpuszczają tam tylko tych oligarchów, którzy dają im w łapę. A później za te pieniądze strzelają do ukraińskich żołnierzy. Jak można prowadzić biznes z bandytami i okupantami? Wszystko dlatego, że niektórzy oligarchowie, którzy dziś siedzą w Kijowie, również ponoszą odpowiedzialność za obecny stan rzeczy w Donbasie. Na początku konfliktu postawili oni na donieckich separatystów z nadzieją, że na Ukrainie dojdzie do kontrrewolucji i że wezmą władzę w swoje ręce. Nie udało się, wkroczyli Rosjanie i w konsekwencji oligarchowie musieli się dogadać z Poroszenko. Nie wiem dlaczego prezydent zezwala na taką współpracę i dotychczas nie wprowadził tam stanu wojennego. Po za tym Poroszenko nie sięgnął po wszystkie narzędzia, jakie daje prawo międzynarodowe by powstrzymać rosyjską agresję w Donbasie.

Co takiego mógłby zrobić Poroszenko by powstrzymać Putina?

Przede wszystkim trzeba jak najprędzej ratyfikować Traktat Rzymski trybunału karnego w Hadze i złożyć tam wniosek o przestępstwa wojskowe dokonane na ludności cywilnej przez separatystów i rosyjskich żołnierzy. Pamiętamy ostrzał autobusu w miejscowości Wołnowacha (13 stycznia) i ostrzał Mariupola (24 stycznia), gdzie zginęło kilkadziesiąt osób. Państwo ukraińskie nie może prowadzić śledztwo w tej sprawie, gdyż jest to teren okupowany i nie mamy tam ani milicji ani prokuratury. Sprawami tymi mogłyby się zająć w Hadze, ale ukraińskie władze nie ratyfikowali porozumienia, mimo, że wcześniej do tego się zobowiązały w ramach umowy stowarzyszeniowej z UE. Zbierałem wśród deputowanych w Radzie Najwyższej podpisy w sprawie złożenia odpowiedniego projektu ustawy. Gdy uzbierałem 120 podpisów ze 150 wymaganych, ludzie Poroszenki zaczęli mnie powstrzymywać, a gdy w końcu złożyłem ten projekt, grożono mi usunięciem z jego partii.

Dlaczego rządzący obóz nie chce podpisać tego porozumienia?

Mówiono mi, że gdy Ukraina podpisze Traktat Rzymski, Rosja natychmiast złoży wniosek przeciwko domniemanym zdrobniam ukraińskiej armii w Donbasie. Czyżby było coś na rzeczy? Nie wykluczam również tego, że może istnieć nieoficjalne porozumienie między Moskwą a Kijowem by nie wyprowadzać konflikt w Donbasie na płaszczyznę prawa międzynarodowego. Gdyby do tego doszło, mógłby to być początek końca Putina, który bezpośrednio wydawał rozkazy rosyjskim żołnierzom, którzy przeprowadzili agresję na Ukrainie. Z kolei Poroszenko boi się, że poruszona zostanie kwestia jego niepopularnych rozkazów i rozkazów jego dowódców, którzy ze względu na swoją niekompetencje, doprowadzili do śmierci tysięcy ukraińskich żołnierzy w Donbasie.

Tymczasem w Kijowie zarzucają panu, że jest pan związany z oligarchą i byłym gubernatorem Dniepropietrowska Igorem Kołomojskim, który obecnie ma nieformalny konflikt z Kijowem...

Nie jestem związamy z Kołomojskim, gdyż poznałem go dopiero po wyborach parlamentarnych. Jako gubernator obwodu dniepropietrowskiego tuż po wyborach składał on życzenia z okazji wygranej wszystkim deputowanym. Co prawda jest to najbardziej przejrzysty ukraiński oligarcha, który zarobił swoje pieniądze uczciwie. Tylko Kołomojski z własnej kieszeni sponsorował bataliony ochotnicze na wschodzie Ukrainy i wspierał ukraińską armię. Gdyby nie jego działania, tak zwana doniecka republika miałaby już granicę pod Kijowem. Z pewnością mogę stwierdzić, że co najmniej połowa Ukrainy została by odcięta. Jako jedyny gubernator Kołomojski zajął się kwestią nielegalnej prywatyzacji majątku państwowego przez oligarchów. Zdemaskował wiele ukraińskich korupcjonistów i tym samym naraził się rządzącym. Świadczy to jedynie o tym, że na Ukrainie w zasadzie nic się nie zmieniło, a jeden stary system został przyjęty przez nowych ludzi. Sytuacja doszła do absurdu, gdyż na czele prorosyjskiego Opozycyjnego Bloku w ukraińskim parlamencie stoi osoba, której wcześniej zarzucano defraudacje 300 mln dolarów i nikt go dotychczas nie próbował sądzić. Co więcej, członkiem komisji konstytucyjnej ds. reform jest były prezydent Leonid Kuczma, którego obalano na Majdanie jeszcze dziesięć lat temu. Czy człowiek, który tworzył system korupcyjny na Ukrainie, może być reformatorem kraju?

Czyli wróży pan kolejny Majdan i koleją rewolucję na Ukrainie?

Ludzie gotowi cierpieć obecny stan rzeczy tylko wtedy, gdy widzą, że przeprowadzają się konkretne reformy. Tymczasem Ukraińcy widzą jak zatrzymują korupcjonistów, a później dają im możliwość uciec z kraju za granicę. Prokuratura generalna przekształciła się w pałkę polityczną, która jednych bije, a drugich nie rusza. Janukowycz wyjechał ze swoimi miliardami z kraju. Jego współpracownicy z ogromnymi pieniędzmi uciekli do Rosji. Obecne prawo na Ukrainie zezwala sądom na wydawanie zaocznych wyroków. Dlaczego sądy tego nie robią i nie konfiskują majątku byłych współpracowników Janukowycza? Dlatego, że istnieje nieoficjalne porozumienie między Poroszenką, Achmetowem, Pinczukiem i innymi oligarchami, że prezydent nie będzie ruszał tego tematu. Gdy Poroszenko kandydował na prezydenta miał on ponad 50 procentowe poparcie, dziś poparcie to zmniejszyło się o ponad połowę. Co więcej, na Ukrainie tworzy się już jego antyranking według którego ponad 50 procent Ukraińców nie chce prezydenta Poroszenki. Świadczy to jedynie o tym, że Ukraina stoi o krok od kolejnej rewolucji. Jedynie co powstrzymuję ludzi, to świadomość tego, że sytuację tę może wykorzystać Putin. Wstrzemięźliwość ta jednak nie potrwa długo.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA