fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Baraż więcej wart niż finał Ligi Mistrzów

Bartosz Białkowski zagra w meczu o 120 mln funtów
Fotorzepa, Wojciech Szabelski
Bartosz Białkowski i jego Ipswich walczą o udział w meczu o ponad ponad 100 milionów funtów.

W Anglii trwają play-offy o prawo do gry w Premier League. Zapomnijcie o Lidze Mistrzów - mecz o największe pieniądze w futbolu odbędzie się 25 maja na Wembley. Stawką jest ponad 120 milionów funtów. Na najsłynniejszym angielskim stadionie zagrają zwycięzcy par Brentford – Middlesbrough (pierwszy mecz 1:2) oraz Ipswich Town – Norwich City (1:1). W Ipswich podstawowym bramkarzem jest Bartosz Białkowski – który wyjechał na Wyspy (do Southampton) w 2006 roku, w wieku 19 lat, i do dziś nie przebił się jeszcze do Premier League.

Dziś Polak stoi przed wielką szansą awansu do finału barażów na Wembley – nawet mimo remisu w pierwszym meczu u siebie. Finał barażów nazywany jest "meczem o największe pieniądze w futbolu". Wszystko dlatego, że zwycięzca z Wembley wchodzi do najbardziej lukratywnej ligi świata. Sky Sports i BT Sports podpisały w tym roku z Premier League nową, absolutnie rekordową umowę dotyczącą sprzedaży praw telewizyjnych, wartą ponad 5 miliardów funtów za trzy sezony. Wchodzi ona w życie dopiero od sezonu 2016/17 – co wcale nie oznacza jednak, że w tym roku cztery kluby Championship biją się o drobne. A oczywiście każdy z właścicieli i księgowych tej czwórki liczy, że po awansie nie spadnie od razu (gdyby tak się stało i tak dostanie 60 milionów funtów jako "spadochron") i na podział tego absurdalnie drogiego tortu i tak się załapie. Poza tym awans do Premier League to przecież także zwiększone wpływy z biletów i zazwyczaj nowe umowy sponsorskie. Mecz na Wembley wyceniany jest nawet na 120 milionów funtów.

W minionym sezonie ostatnie Cardiff City na prawach telewizyjnych zarobiło nieco ponad 62 miliony funtów. Najwięcej dostał Liverpool (97,5 milionów) i to mimo tego, że zajął drugie miejsce za Manchesterem City (mistrz zarobił 96,5 milionów). Wszystko dlatego, że The Reds byli klubem, którego spotkania najczęściej transmitowano na żywo, co okazało się ważniejsze w kontekście finansów od premii za miejsce w tabeli (Man City dostał prawie milion więcej z tej puli).

Od sezonu 2016/2017, gdy nowa umowa zacznie obowiązywać, pieniądze w Anglii będą jeszcze większe. Zwycięzca Premier League (pula za mecze transmitowane na żywo, została obliczona na podstawie statystyk z lat poprzednich) będzie mógł zarobić około 150 milionów funtów. Ostatnia drużyna - 97 milionów. Dla porównania: zwycięzca tegorocznej Ligi Mistrzów dostanie od UEFA 54,5 milionów euro. Czyli marne 39 milionów funtów. I to założywszy, że triumfator wygrał wszystkie mecze w fazie grupowej (każde zwycięstwo na tym etapie jest warte 1,5 miliona). Innymi słowy: na takie pieniądze spośród obecnych półfinalistów ma szanse tylko Real Madryt. Pozostali punkty, a co za tym idzie pieniądze, pogubili.

Mecz o największe pieniądze w futbolu już niedługo. Warto jednak pamiętać, że te cztery kluby biją się o ostatnie wolne miejsce w Premier League. Do najbogatszej ligi świata bezpośrednio awansowały Watford i, po raz pierwszy w ponad 125-letniej historii klubu, Bournemouth, gdzie w bramce stał w tym sezonie inny Polak – Artur Boruc. Reprezentant Polski był do klubu z najmniejszym stadionem w historii Premier League (zaledwie 11,5 tysiąca pojemności) tylko wypożyczony z Southampton. Bournemouth prowadzi już jednak pertraktacje, by Boruc przeniósł się do beniaminka na stałe.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA