fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze wyborcze

Kukiz, polski Le Pen

Paweł Kukiz
PAP/Marcin Kulczyński
Prawie cała Europa ma swojego Kukiza. W Wielkiej Brytanii nazywa się Nigel Farage, we Francji Marine Le Pen, w Hiszpanii Pablo Iglesias, w Grecji Aleksis Cipras, we Włoszech Beppe Grillo.

Ich programy są co prawda bardzo różne, choć zwykle księżycowe: lekiem na wszelkie zło dla jednego ma być wyjście z Unii Europejskiej, dla innego darmowe mieszkania dla wszystkich, alians z Rosją czy Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Ale łączy ich coś znacznie ważniejszego: protest tych, którzy zostali wyrzuceni za burtę zamożnego, socjalnego społeczeństwa. A więc przede wszystkich młodych.

Załamanie europejskiej gospodarki w 2007 r. to nie był typowy kryzys, jaki wybucha co kilka lat w krajach gospodarki rynkowej. Trzeba raczej mówić o zmianie tektonicznej, która naznaczy całe pokolenie. Konkurencja ze strony Chin i innych gospodarek wschodzących, zapaść demograficzna ceniących przede wszystkim wygodę Europejczyków, zmiany technologiczne, których symbolem jest Internet, pazerność banków i korupcja polityków: to wszystko sprawiło, że Europy przez najbliższe dziesięciolecia nie będzie stać na życie na dawnym poziomie.

Tyle, że uprzywilejowani, czyli ci, którzy zachowali dobrą pracę i zgromadzili majątek, nie przyjmują tego wiadomości. Nie zgadzają się na reformy, które bardziej sprawiedliwie podzieliłyby kurczący się tort europejskiego bogactwa. I w ten sposób prowokują tych, którzy znaleźli się na lodzie, do desperackich wyborów politycznych.

W Grecji, gdzie załamanie gospodarki było najostrzejsze, „zbuntowani" przejęli władzę bo stanowią już większość społeczeństwa. Ale i w Hiszpanii populistyczne partie „Podemos" i „Ciudadanos" zbierają wspólnie w sondażach połowę mandatów. W bogatszej Francji to poparcie jest niższe – Front Narodowy może liczyć na maksymalnie 30 proc. – ale stale rośnie z braku reform. W Wielkiej Brytanii Partia Niepodległościowa Zjednoczonego Królestwa co prawda w czwartkowych wyborach uzyskała jedynie 13 proc. głosów, ale tylko dlatego, że wymusiła na Davidzie Cameronie spełnienie swojego głównego postulatu: referendum w sprawie członkostwa kraju w Unii.

W Polsce nigdy nie mieliśmy takich zabezpieczeń socjalnych, jak Brytyjczycy, Francuzi czy Hiszpanie. Jednak roczniki, które wchodziły na rynek pracy w pierwszy dwudziestu latach po upadku komunizmu miały niepomiernie lepsze perspektywy, niż dzisiejsza młodzież. U tej ostatniej poczucie bezsilności pogłębia jałowość sporu między PO i PiS, w którym nie ma miejsca na to, co ważne, dla dzisiejszych dwudziesto i trzydziestolatków: praca, ubezpieczenia zdrowotne, szanse na zakup mieszkania. Stąd ta sama reakcja jak u rówieśników na Zachodzie. Jak zakończy się ten protest?

Podobnie jak w Polsce, także w większości krajów Europy politycy reagują na to ostrzeżenie dopiero, gdy są przyparci do muru. We Francji bezrobocie dotyka już 5,5 mln Francuzów a Francois Hollande nadal unika reform.

Ale jest jeden, ważny wyjątek: Niemcy. Tu w ostatnich wyborach do Bundestagu populistyczne ugrupowania jak Alternatywa dla Niemiec (4,7 proc.) czy Partia Piratów (2,2 proc.) zdobyły marginalne poparcie.

Tak się stało, bo dziesięć lat wcześniej rząd Gerharda Schroedera wyczuł nadchodzące zagrożenie i przeprowadził bolesne reformy dostosowujące system gospodarczy i socjalny do nowych czasów. Uprzywilejowani mają więc za Odrą o wiele mniej przywilejów ale i młodym jest o wiele łatwiej o pracę, niż niemal wszędzie w Europie. Dlatego także ci ostatni zaczynają racjonalnie myśleć o polityce. Czują się częścią systemu a nie jego ofiarami.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA